Nieznany z nazwiska jeniec – uwięziony między 1805 a 1815 r., gdy do brytyjskiej niewoli trafiło ok. 100 tys. Francuzów – zbierał kości owiec, rzeźbił je i sklecił z nich… półmetrowy model gilotyny! Wokół pieczołowicie wykonanej konstrukcji nie zabrakło uzbrojonych kościanych strażników (z wymalowanymi twarzami i mundurami) oraz skazańca, nad którym wisi ostrze gilotyny.

Po latach cacko znalazło się w rękach prywatnych właścicieli z Dorset. Nie wiadomo, w jaki sposób weszli w jego posiadanie. Okazuje się, że nie jest to jedyna taka pamiątka po francuskich jeńcach z epoki napoleońskiej. Częściej jednak budowali modele statków niż symboli terroru – choć zachowały się i inne kościane gilotyny, np. prezentowana w kalifornijskim Bowers Museum (http://www.youtube.com/watch?v=jUK2EW8zTEI).

Twórcy tych małych arcydzieł wykonywali je nie tylko po to, by nie umrzeć z nudów. Zgodnie z brytyjskimi przepisami, mieli prawo sprzedawać swoje rękodzieła okolicznym mieszkańcom, a za zarobione w ten sposób pieniądze mogli polepszyć swoją więzienną egzystencję.