Rosyjski miliarder Jurij Milner przeznaczył 100 mln dolarów na poszukiwania kosmitów. Pieniądze zasilą program SETI, w którego ramach naukowcy przeczesują niebo za pomocą radioteleskopów, szukając sygnałów wskazujących na aktywność obcych cywilizacji. Inicjatywie kibicuje m.in. znany fizyk prof. Stephen Hawking. Tylko czy aby na pewno ma ona sens?

CZYTAJ TEŻ: Jest szansa, że po raz pierwszy złapaliśmy „obcych” na gorącym uczynku!

Fale radiowe: cicho, coraz ciszej

Niekoniecznie – twierdzi cybernetyk Randall Munroe, autor książki „What if?” (A co gdyby?). Wbrew pozorom rozwiniętą cywilizację jest trudniej „usłyszeć” niż taką, która dopiero odkrywa fale radiowe. „W miarę rozwoju naszej techniki coraz mniej sygnałów będzie przedostawać się w przestrzeń kosmiczną. Likwidujemy obecnie ogromne anteny przekaźnikowe i przestawiamy się na kable, światłowody oraz precyzyjnie ukierunkowane wieże sieci komórkowych” – pisze Munroe.

Jego zdaniem najsilniejsze sygnały radiowe, jakie kiedykolwiek wyprodukowała ludzkość, to wiązki radarów wczesnego ostrzegania. Stosowano je w latach zimnej wojny zarówno w instalacjach naziemnych, jak i w samolotach. Miały za zadanie wykrywanie samolotów, statków czy rakiet wroga. Dziś takie urządzenia mają znacznie mniejszą moc, a więc fale przez nie emitowane szybko rozpraszają się i cichną w kosmosie.

Oczywiście możemy sobie wyobrazić, że obca cywilizacja wysyła silną wiązkę fal radiowych dokładnie w kierunku naszej planety, by nawiązać kontakt. Tyle że nie miałaby żadnej gwarancji, iż będziemy obserwować właśnie ten a nie inny kawałek nieba w momencie, gdy komunikat do nas dotrze.

Lasery: pieśń przyszłości

Fale radiowe mają tę wadę, że im dalej są od nadajnika, tym bardziej się rozpraszają i słabną. Gdyby kosmici wiedzieli, gdzie jesteśmy, mogliby skorzystać z laserów. Skoncentrowana wiązka światła może pokonać w kosmosie dużą odległość i przenieść dużo danych – o ile nie trafi na gwiazdę, planetę czy chmurę pyłu, która ją zatrzyma.

Z czego zatem mogłaby skorzystać obca cywilizacja? Z lasera neutrinowego. Neutrina to bardzo lekkie cząstki elementarne, które mają wielką zaletę: przez wszystkie przeszkody – na-wet takie jak cała planeta – przechodzą na wylot. Wysyłając ich strumień można by zakodować w nim informacje, które pokonają wiele lat świetlnych niemal bez zakłóceń. Niestety, zaleta neutrin jest też ich wadą – bardzo trudno je wykryć. Mamy spore problemy z zarejestrowaniem pojedynczych cząstek tego typu, a co dopiero mówić o odczytaniu informacji z ich wiązki. Pierwsze próby takiej technologii nie wyglądały zbyt imponująco. Naukowcy z University of Rochester i North Carolina State University przesłali laserem neutrinowym komunikat zawierający tylko jedno słowo. Trans-misja zajęła 2,5 godziny, a detektor potrzebny do odczytania wiadomości ważył 170 ton!

Artefakty: paczka od kosmitów

Znacznie większe szanse powodzenia może mieć inna taktyka – „list w butelce”, czyli sonda kosmiczna z informacjami o istnieniu cywilizacji. Zdaniem Christophera Rose z Rutgers University jest to po prostu oszczędne. Wysłanie bezzałogowego pojazdu nawet z dużym zapasem paliwa jest miliardy razy bardziej energooszczędne niż nadawanie sygnałów radiowych czy laserowych. Jeśli kosmici doszli do tego samego wniosku, powinniśmy rozglądać się po naszym kosmicznym podwórku za artefaktami przysłanymi przez obcą cywilizację.

Co ciekawe, taka taktyka bardzo dobrze sprawdza się również na Ziemi. Jeśli chcemy przesłać naprawdę dużą ilość danych – liczoną np. w terabajtach, czyli tysiącach gigabajtów – nie korzystamy z internetu, a więc fal elektromagnetycznych. Zamiast tego nagrywamy wszystko na twardy dysk (albo kilka dysków) i nadajemy go jako paczkę. Taki mechanizm, zwany SneakerNet, jest stosowany na co dzień nawet przez tak wielkie firmy internetowe jak Google.

Pojazdy kosmiczne wysłane przez ludzkość w dalekie obszary kosmosu wiozą już „listy w butelce” dla kosmitów. Sondy Pioneer 10 i 11 mają zestaw informacji o naszej cywilizacji wygrawerowany na metalowych płytkach. Na pokładach Voyagerów 1 i 2 znalazły się płyty z zarejestrowanymi ziemskimi dźwiękami, muzyką, pozdrowieniami w różnych językach oraz fotografiami i diagramami. Nawet New Horizons, badająca Plutona i inne obiekty na peryferiach Układu Słonecznego, zabrała parę artefaktów, w tym płytę CD z nazwiskami ponad 434 tys. osób, które zgłosiły się do NASA przez internet przed startem misji. Gdybyśmy znaleźli podobny obiekt gdzieś w Układzie Słonecznym, nie mielibyśmy wątpliwości, że pochodzi od obcej cywilizacji.

Czy kiedyś porozmawiamy?

„List w butelce” mógłby nam dostarczyć o niej wielu informacji, ale bardzo możliwe, że na tym cały kontakt by się zakończył. Główny powód to olbrzymie odległości dzielące nas od innych układów gwiezdnych. Sonda kosmiczna może lecieć przez tysiące czy miliony lat i dotrzeć do nas wtedy, gdy cywilizacja, która ją stworzyła, dawno już przestała istnieć.

Odkryta niedawno „druga Ziemia”, czyli egzoplaneta Kepler-452b, znajduje się o 1400 lat świetlnych od nas. Nawet gdyby zamieszkiwały ją istoty inteligentne, dwustronna komunikacja z nimi byłaby – przynajmniej według dzisiejszej fizyki – całkowicie niemożliwa. „Nikt z nas nie może udać się do nich i nikt z nich nie może przybyć do nas” – pisał średniowieczny filozof Wilhelm z Conches o mieszkańcach odległych krain. Jak widać, jego słowa doskonale pasują do kosmicznej rzeczywistości.


DLA GŁODNYCH WIEDZY: