4 marca 1902 r. Chamberlain wstał ze swego miejsca w pierwszej ławce sali obrad Izby Gmin. Jego tyczkowata postać poruszała się nienaturalnie sztywno, jakby była pozbawiona stawów. Premier Balfour siedział rozparty, z wyciągniętymi nogami. „Jest pewne zdjęcie, które muszę przypomnieć tej izbie – mówił minister ds. kolonii. – Śmiem twierdzić, że każdy członek tej izby otrzymał fotografię biednej, małej dziewczynki w ostatnim stadium wycieńczenia. […] Zdjęcie wykonał lekarz w obozie, aby pokazać, w jakim stanie ludzie trafili do obozów. Dziewczynka trafiła w takim stanie do obozu, gdzie otrzymała wszelką niezbędną opiekę i pomoc, której wymagał jej przypadek. Może jest to przypadek ekstremalny, ale […] opinie innych o »mordowaniu« dzieci dyskredytują tych, którzy je wysuwają”.

Retoryka ministra do spraw kolonii była zgodna z oficjalną linią polityczną rządu: bagatelizować oskarżenia, a dyskredytować oskarżających i ofiary! Widząc w prasie wspomniane zdjęcie, zwykli Brytyjczycy mieli teraz myśleć nie o swojej odpowiedzialności za los dziewczynki, lecz o rzekomym okrucieństwie Burów głodzących na śmierć własne dzieci.

ZŁE BURSKIE MATKI

Opinia  Chamberlaina oraz komentarze do sprawy rozprzestrzeniały się w błyskawicznym tempie po najdalszych krańcach Imperium Brytyjskiego. „The Times” rozpowszechniał wypowiedź ministra do spraw kolonii, jakoby matka Lizzie Van Zyl była wcześniej oskarżona o znęcanie się nad dzieckiem. „New Zealand Herald” powoływał się na opinię doktora Perna – głównego lekarza obozu w Bloemfontein, gdzie przebywała Lizzie z rodziną – też obarczając winą za stan dziewczynki jej matkę. „Pani Van Zyl wyprawiała się na cały dzień nad tamę, gdzie prała rzeczy za pieniądze, zostawiając swoich siedmioro dzieci samych (z których najstarsze miało zaledwie trzynaście lat), czego rezultatem była przemiana Lizzie Van Zyl w żywy szkielet” – pisała gazeta. Według niej w obozie Brytyjczycy natychmiast zapewnili dziewczynce niezbędną pomoc medyczną, w tym mleko i tran. Zaś w chwili przyjęcia do szpitala małą zaklasyfikowano jako „idiotkę” – ówczesna medycyna określała tak częściowe upośledzenie umysłowe.

Lizzie stała się – nieświadomie i wbrew własnej woli – symbolem wojny burskiej. Do walk w Afryce kierowano bowiem nie tylko oddziały brytyjskie. Wojska wysłały też Australia, Nowa Zelandia i Kanada. Wojna toczyła się o jedność Imperium, które – jak zakładała brytyjska propaganda – stawiało sobie za cel szerzenie cywilizacji. Usprawiedliwienie słuszności wszystkich działań było niezbędne do wykazania sensu całej wojny. Lizzie Van Zyl i jej matka miały się stać elementem tej strategii. To burskie kobiety głodziły własne dzieci – twierdzono. Były nieodpowiedzialne, zależało im tylko na pieniądzach, a brytyjskim obowiązkiem było interweniować, aby ograniczyć cierpienia. Zdaniem Chamberlaina burskie kobiety po prostu nie nadawały się do wychowywania przyszłych pokoleń!

RACJE ŻYWNOŚCI W OBOZACH

Były znacznie mniejsze niż żołnierskie. Dziennie wynosiły ok. 250 g mąki i ok. 250 g mięsa na osobę, plus troszkę kawy i cukru. Racje pomniejszone – dla „niepożądanych”, czyli rodzin partyzantów, którzy nie złożyli jeszcze broni – nie uwzględniały mięsa. W przypadku dziecka w wieku 3–10 lat, które potrzebuje dużo kalorycznego pożywienia, brak mięsa i warzyw jest niemal wyrokiem śmierci, zwłaszcza w połączeniu z trudnymi warunkami klimatycznymi. Należy też zwrócić uwagę, że póki Burowie mieli farmy, nie głodowali, jednak bez mężczyzn, którzy poszli walczyć, na pewno im się nie przelewało. A organizmy internowanych, zwłaszcza dzieci, były bardzo podatne na szok wywołany nagle brakiem żywności. Dzieci nie miały co marzyć o warzywach i mleku, których dla „zwykłych” więźniów brakowało. A nawet zamożniejsi mieli problemy ze zwiększeniem racji, bo komendanci obozowi nie zezwalali na dokupywanie ich przez osadzonych poza obozem.

ZE WSPARCIEM OJCA SHERLOCKA

Gdy w 1902 r. dyskutowano o zdjęciu, a politycy i dziennikarze prześcigali się w deklarowaniu patriotyzmu i czystości intencji brytyjskich władz, Lizzie nie żyła już od roku. Zwolennicy wojny twierdzili, że tę i inne fotografie rozpowszechniali pacyfiści, chcąc zdyskredytować rząd przez wskazanie na rzekome fatalne warunki w obozach. I to dlatego minister Chamberlain musiał gwałtownie zaprotestować w Izbie Gmin. Jak było naprawdę?