Doyle, który przekazał prasie zdjęcie, utrzymywał, że za stan dziecka odpowiedzialna była jego matka. Hobhouse wyraziła swe wątpliwości co do prawdziwości tych doniesień. Doyle upierał się jednak przy swoim. Twierdził, że dysponuje zeznaniem niejakiej siostry Kennedy oraz dwojga innych świadków (których tożsamości nie zdradził) potwierdzających, iż dziewczynka była „ofiarą własnej matki”. Pannę Hobhouse – podobnie jak wszystkich przeciwników wojny – zaliczał do „partii antynarodowej”. Pisarz posunął się nawet dalej. Na kartach swej drugiej książki o wojnie („The War in South Africa ”, 1902) otwarcie zaatakował proBurów. „Opierając się na jakiejś plotce – oskarżał jednego z liberalnych publicystów – odmalował przerażający obraz moralnej i fizycznej degradacji burskich kobiet z brytyjskich obozów. Żadne słowa nie mogą być zbyt mocne, aby napiętnować takie twierdzenia, chyba że dostarczy się wystarczająco silny dowód, a póki co jedynym »dowodem« jest gołe twierdzenie tendencyjnego pisarza i tendencyjnej gazety, która przyznaje, że nie ma żadnych bezpośrednich informacji w tej sprawie”.

To, że warunki obozowe były tam złe, nie ulegało wątpliwości. Wiedzieli o tym urzędnicy brytyjscy i wojskowi. Musiał też wiedzieć o tym Doyle. Twórca Sherlocka Holmesa domagał się jednak wykazania jasnego związku między stanem Lizzie a warunkami w obozach. Rzucał krytykującej Imperium „partii antynarodowej” wyzwanie: „Znajdźcie dowód”. W tym przypadku najbardziej spektakularne byłoby wykazanie, że jego rewelacje na temat Lizzie mijały się z prawdą. Były ku temu podstawy, gdyż Doyle wielokrotnie obiecywał przedstawić dowody wskazujące, że matka dziewczynki była sądzona za znęcanie się nad dzieckiem, jednak tego nie zrobił…

TAKTYKA SPALONEJ ZIEMI

Gdy wojna burska przybrała charakter partyzancki, Brytyjczycy zaczęli mieć większe niż dotychczas trudności w walce z wrogiem. Partyzanci chronili się na trudno dostępnych terenach, ale otrzymywali żywność od pozostałych na farmach kobiet i dzieci. Chcąc odciąć przeciwnika od zaopatrzenia, gen. Kitchener zdecydował się na zastosowanie taktyki spalonej ziemi, co w tym przypadku oznaczało spalenie ziemi uprawnej i domostw. Kobiety i dzieci zostały bez dachu nad głową, zdane na upalne dnie i chłodne noce.

KŁAMSTWA  WYCHODZĄ NA JAW

Emily podjęła rzuconą rękawicę. Jej śledztwo wykazało, że Lizzie Van Zyl trafiła do obozu w Bloemfontein w listopadzie 1900 r. wraz z pierwszą grupą osadzonych, a nie w lutym 1901 r. – jak wcześniej twierdzono. Odnaleziony autor zdjęcia, niejaki De Klerk, potwierdził, że wykonał je w lutym 1901 r. Nie dało się zatem ukryć, że od chwili przybycia do obozu do wykonania fotografii dziewczynka spędziła około trzech miesięcy pod brytyjską „opieką”. Już to podważało dotychczasowe twierdzenia Doyle’a, rządu i ich zwolenników!

Hobhouse udowodniła także, że Van Zylowie należeli do tzw. niepożądanych. Były to rodziny, w których mężczyźni nie złożyli broni i prowadzili dalej akcje partyzanckie. Rodziny takie dostawały mniejsze racje żywnościowe, aby skłonić ich członków do poddania się. Czyli do momentu wykonania fotografii, przez trzy miesiące, Van Zylowie wegetowali.

Ustalenia Hobhouse nie podważały jednak, że pani Van Zyl była wyrodną matką, jak utrzymywał personel medyczny obozu. Wskazywały co najwyżej, że warunki obozowe przyczyniły się do złego stanu zdrowia i w efekcie śmierci dziecka. Hobhouse nie poddawała się jednak i drążyła dalej. Świadek Doyle’a – siostra Kennedy – podtrzymała wprawdzie swoje wcześniejsze oświadczenie, że Lizzie była głodzona przez matkę, lecz zapytana o dowody stwierdziła jedynie: „Sąsiedzi tak gadali”. Od tych samych sąsiadów informacje miał zaczerpnąć obozowy lekarz, którym był albo doktor Pern, albo jego podwładny. Informatorami personelu okazała się jedna rodzina – przeciwnicy polityczni męża pani Van Zyl i ojca Lizzie! Pozostali sąsiedzi zaprzeczyli wszystkiemu.

Okazało się też, że to za sprawą obozowej „diety” mała Lizzie  trafiła do tamtejszego szpitala, jednak niedługo potem wróciła do namiotu matki i rodzeństwa. Od tego momentu lekarz nie odwiedził dziecka ani razu. Nie interesował się też okolicznościami jego śmierci.