Praktykujący tantrę zalecają rozmaite techniki polegające m.in. na kontrolowaniu oddechu, uciskaniu moszny i ściskaniu wędzidełka (3 cm od czubka penisa), a przede wszystkim kładą nacisk na wyćwiczenie mięśnia łonowo-guzicznego (PC), kobietom znanego jako mięsień Kegla. Charles i Caroline Muirowie, autorzy podręcznika „Tantra. Sztuka świadomego kochania”, zalecają codzienne ćwiczenie mięśnia PC zarówno kobietom, jak i mężczyznom.

Amerykański seksuolog Ian Kerner zapewnia, że „regularne ćwiczenie tego mięśnia jest naturalną metodą przedłużania stosunku i pozwala mężczyźnie dostrzec różnicę między orgazmem a wytryskiem, prowadząc w efekcie do bardziej intensywnego szczytowania”. Aby się przekonać, o który mięsień chodzi, seksuolodzy radzą zacząć od prób zatrzymywania strumienia moczu. Kiedy już wiadomo, co napinać, trzeba regularnie ćwiczyć, stopniowo zwiększając liczbę powtórzeń i długość skurczu.

Wiedza, techniczna sprawność i żelazne mięśnie niezwykle się przydają, ale nie stworzą emocjonalnej więzi. „Przytomność emocjonalna, bardziej niż jakakolwiek technika czy pozycja, stanowi siłę wspaniałego seksu” – podkreśla Kerner w książce „Jego orgazm później”. Zarówno on, jak i nauczyciele tantry uczą kobiety, jak dotrzeć do męskiego serca. „Opresje kultury kobietom zamykają seksualność, co prowadzi do oziębłości, a mężczyznom – uczuciowość. W końcu od dzieciństwa słyszą, że chłopaki nie płaczą” – mówi Rzepecki.

Oboje mogą sobie pomóc: on jej w otwarciu się na doznania erotyczne, ona jemu w otwarciu serca. Ale nie powtarzając: powiedz, że mnie kochasz. Mężczyzna nie chce słyszeć oczekiwań. Potrzebuje pełnej akceptacji dla swojego istnienia. A jak pomóc kobiecie w otwarciu się na seksualność? Obdarować ją przestrzenią i czasem niezbędnym do odkrycia, co jej sprawia przyjemność.

 

Ona ma siłę

Rzepecki proponuje parom takie ćwiczenie: on leży i nie robi nic, ona siada na nim, i sprawdza, jakie ruchy ciała sprawiają jej największą przyjemność. On nie może jej stymulować. To ćwiczenie, nie seks, nie dążymy do spełnienia. On ćwiczy rozluźnianie w narastającym napięciu, ona uczy się znajdować przyjemność. On nie musi skończyć wytryskiem, nawet nie powinien, bo ona może jeszcze potrzebować czasu. Kobieta, która odkrywa swoją seksualność i otwiera się na doznania erotyczne, posiada – zdaniem tantryków – ogromną moc.

„Wbrew pozorom wielu mężczyzn boi się wyzwolonych seksualnie kobiet” – zaznacza Rzepecki. Silne pobudzenie punktu G (w tantrze nazywanego „świętym miejscem”) może prowadzić u kobiety do wytrysku. „Wydzielając amritę, kobieta przeżywa radosną eksplozję energii” – piszą Charles i Caroline Muirowie. W tantrycznych warsztatach mogą uczestniczyć i pary, i single. Tantrę – jak twierdzi wielu jej nauczycieli – ćwiczy się samemu z sobą, ale przede wszystkim to narzędzie do budowania intymności w stałym związku.

„To ścieżka do pogłębienia bliskości, poprawienia komunikacji, pogłębienia doznań seksualnych. Tantra prowadzi do przeżyć duchowych. W krótkich, przypadkowych związkach, gdy silnie działa przede wszystkim naturalna amfetamina, czyli fenyloetyloamina, nie da się wejść głębiej” – tłumaczy Dawid Rzepecki.

Tantryczne pary celebrują seks: wprowadzają do życia erotycznego rytuały, dbają o to, by pobudzać wszystkie zmysły, uczą się synchronizować oddech, często wspólnie medytują, praktykują też tzw. medytację zasilającą, czerpiąc energię z bliskości. Sposobem na pielęgnowanie bliskości i zaufania jest też uprawianie seksu z otwartymi oczami. Tantryczni kochankowie nie zamykają powiek i nie uciekają w głąb siebie, przeżywając orgazm. Przeciwnie, cały czas pozostają w kontakcie. Dla wielu osób to zdecydowanie trudniejsze niż wyrafinowana pozycja.