Seksualne placebo są prawdopodobnie starsze niż jakakolwiek forma podatności na sugestię. Przez tysiące lat ludzkość dorobiła się bogatego i urozmaiconego arsenału specyfików leczących zaburzenia seksualne u mężczyzn i wzmacniające zadowolenie u kobiet. Amatorom doskonalenia łóżkowej sprawności różnorakie kultury proponują między innymi żeń-szeń, sproszkowany tygrysi penis, wyciąg z kory johimby afrykańskiej (Pausinystalia johimbe), kaczy płód ugotowany żywcem, korę sosny nadmorskiej (Pinus pinaster), móżdżek żywej małpy, epimedium wielokwiatowe, strzykwy, psie mięso i – naturalnie – ostrygi.

To prawie oczywiste, że dopamina i seks są silnie ze sobą związane. Bo w końcu co może być bardziej satysfakcjonujące – ewolucyjnie, biologicznie i indywidualnie – od seksu? W oczywisty sposób w jego fizjologii i czerpaniu z niego przyjemności kolosalną rolę odgrywa oczekiwanie. Uczeni przyglądają się  dopaminowej zapaści, którą u kochających się osób wywołuje długotrwały brak zbliżeń. (Zbliżenie w tym sensie oznacza czułe, erotyczne przytulanki. Bez nich krzywa dopaminowa z czasem się spłaszcza. Jest to częścią tak zwanego efektu Coolidge’a. Najlepszym sposobem na przywrócenie libido do pierwotnego poziomu jest nowy partner (to działa na obie płcie, ale mocniej na samce). Imienia efektowi użyczył prezydent Stanów Zjednoczonych. Na uwagę małżonki, która [podczas zwiedzania fermy drobiu] zwróciła mu uwagę na liczbę stosunków odbywanych dziennie przez koguta, Calvin Coolidge miał odpowiedzieć pytaniem: „A czy za każdym razem z tą samą kurą?”).

 

Rewolucja UK 92480

Przez setki lat jedynym lekiem na potencję były rozmaite formy sugestii. Sytuację mężczyzn odmieniła synteza UK 92480. Na początku lat 90. XX wieku naukowcy zatrudnieni przez koncern farmaceutyczny Pfizer pracowali nad substancją leczącą niektóre niedomagania serca. Lek nie spełnił oczekiwań, ale w trakcie I fazy badań klinicznych okazało się, że wśród skutków ubocznych jeden był nader osobliwy. Mężczyźni kilka dni po zażyciu doświadczali imponującej erekcji. Koncern zamiast potraktować rzecz anegdotycznie, zmienił strategię. Tak się narodził cytrynian sildenafilu, wprowadzony w 1997 roku do obrotu jako viagra. I prawie z dnia na dzień wyleczone zostały wszystkie zaburzenia erekcji poza najpoważniejszymi przypadkami. Nigdy wcześniej wszystkie prastare ziołowe specyfiki i inne alternatywne formy leczenia nie trafiły tak szybko do lamusa. Po co wydawać tysiąc trzysta dolarów na proszek z tygrysiego penisa lub sto dolarów na gram maczużnika (kordycepsu) chińskiego (Ophiocordyceps sinensis), gdy erekcję gwarantuje wydatek niespełna dwóch dolarów?

Przy okazji viagra dostarczyła wiele okazji do badania placebo w zaburzeniach erekcji. Wczesne testy wykazały, że w nieco ponad połowie przypadków viagropodobne specyfiki natychmiast skutkowały erekcją u osób dotkniętych jej zaburzeniami. Przy odrobinie wytrwałości i cierpliwości satysfakcji doznawało ponad osiemdziesiąt procent. Przypuszczalnie nikogo nie zdziwi, że grupa otrzymująca placebo miała się gorzej, choć nie tak źle, jak można by oczekiwać. Około dwudziestu procent biorących placebo miała erekcję zaraz po zażyciu tabletki, mniej więcej połowa, gdy okazała wytrwałość. Nawet mężczyźni pozbawieni wzwodu z powodu urazu kręgosłupa potrafili uprawiać seks po wzięciu placebo.

I na odwrót – pojedyncze badanie wykazało, że informacja o tym, że zażywany lek wywoła zaburzenia erekcji, spadek libido albo kłopoty z wytryskiem, trzykrotnie zwiększa ryzyko ich wystąpienia w porównaniu z osobą nieświadomą takich ujemnych skutków. Mamy seksualne nocebo.