Wszystko odbyło się tak, jak zaplanował autor - piękny parowy walec marki John Fowler & Co nazwany Lord Jericho pojawił się na plenerowej imprezie Great Dorset Steam Fair w ramach otwarcia nowej wystawy poświęconej życiu i twórczości pisarza. Dwa lata temu autor popularnej serii opowieści ze Świata Dysku zmarł po długiej batalii z chorobą Alzheimera. 

Zaraz po jego odejściu Neil Gaiman, także pisarz fantasy (równie kultowy wśród fanów gatunku), przyjaciel i częsty wspólpracownik Pratchetta powiedział, że jednym z ostatnich życzeń twórcy przygód czarodzieja Rincewinda było to by "wszystko nad czym pracował w dniu śmierci, włącznie z jego komputerami, zostało rozjechane przez parowy walec."

Na portalu Twitter w ubiegły piątek zarządzający majątkiem pisarza Rob Wilkins zamieścił zdjęcia i ogłosił światu, że spełnił życzenie autora. 

Życzenie pisarza jest zrozumiałe, gdy zna się jego obecne w książkach wyjątkowe poczucie humoru oraz dystans do siebie, swoich bohaterów i całego świata.  

Decyzję Pratchetta nietrudno zrozumieć obserwując losy twórczości wielu artystów po ich śmierci, kiedy do dziś każda najmniejsza pamiątka, skrawek zapisków, niedokończona piosenka, cokolwiek - wszystko wystawiane jest na sprzedaż i wyciskane jak cytryna by zarobić na znanym nazwisku -> zobaczcie galerię artystów, których twórczość i osoby spotkał taki los

Autor ponad 70 powieści dowiedział się o chorobie w 2007 roku, od tego czasu angażował się w kampanie na rzecz legalizacji świadomej eutanazji, wystąpił między innymi w filmie dokumentalnym BBC pod tytułem "Terry Pratchett: Choosing to Die." 

Źródło: The Guardian