Franck Kabele był człowiekiem wielkiej wiary. W sierpniu 2006 roku ewangelicki kaznodzieja zebrał swoich wiernych na plaży w Liberville w Gabonie, oznajmiając, że przejdzie przez ujście rzeki Komo niczym Jezus przez jezioro Genezaret. Sukces miało mu gwarantować objawienie, którego doświadczył. Kabele nie kwestionował boskich wyroków. „Wszedł do wody, która wkrótce zakryła mu głowę, i już nie wyszedł” – opowiadał reporterom jeden ze świadków

Kaznodzieja poszedł na dno, ale dwójka dziennikarzy prowadzących hiszpański program „El Hormiguero”, którzy postanowili powtórzyć cud Jezusa – nie. Ku uciesze widzów zgromadzonych w studiu przebiegli po powierzchni basenu wypełnionego cieczą. Po pierwszych sukcesach, rozochoceni zwolnili kroku, a jeden z nich nawet zawrócił w połowie długości. Jest jednak jedno „ale”. Dziennikarze nie chodzili po zwykłej wodzie.

CUD Z KUKURYDZY


Ta żółtawa ciecz to mieszanina wody i mączki kukurydzianej. Przy właściwych proporcjach uzyskuje się niezwykłą substancję – ni to ciecz, ni ciało stałe. Kiedy ktoś porusza się po niej odpowiednio szybko i pewnie, przejdzie (prawie) suchą nogą na drugi brzeg. Gdy zatrzyma się lub straci wiarę – pójdzie na dno. Niemal jak św. Piotr, którego obleciał strach „na widok silnego wiatru” (Mt 14,30) i zaczął tonąć.

Mieszanina mączki kukurydzianej i wody to przykład cieczy nienewtonowskiej. Zwykła woda, gdy przechodzi w inny stan skupienia, np. w lód, potrzebuje po prostu odpowiedniej temperatury. Na czynniki takie jak nacisk nie reaguje. Można próbować po niej chodzić, biegać, a nawet skakać – zawsze z rezultatem, który osiągnął pastor Kabele. Tymczasem z cieczami nienewtonowskimi jest inaczej. Mieszanina będzie zachowywać się jak woda, gdy spróbujemy włożyć do niej powoli rękę. Jednak gdy poruszymy gwałtownie dłonią, natychmiast stwardnieje. I to właśnie ma miejsce podczas „chodzenia po wodzie”.

ZRÓB SOBIE GLUTA


Doświadczenia z substancją zwaną „oobleck” (po polsku – glut) są jednymi z najczęściej wykonywanych przez uczniów na Zachodzie. Nazwa pochodzi od zielonej mazi, która spadła z nieba i niemal całkowicie skleiła państwo króla Derwina w książeczce dla dzieci „Bartholomew and the Oobleck” dr. Seussa. Gluta, choć raczej bezbarwnego, można łatwo zrobić w domu. Wystarczy zmieszać mączkę (skrobię) kukurydzianą z wodą w proporcji mniej więcej 2:1 aż do uzyskania jednolitej kleistej konsystencji. Test wykonujemy, uderzając w breję łyżeczką – jeśli natrafimy na opór i nie usłyszymy chlupotu, glut jest gotowy i można zacząć zabawę. Szczególnie efektownie wypada „próba kulki”: wystarczy zrolować w dłoniach kawałek brei, a następnie otworzyć dłoń i wszystko spłynie nam na stół.



„Mączka kukurydziana działa na podobnej zasadzie jak mokry piasek na plaży” – tłumaczy specjalnie dla „Focusa” prof. Daniel Bonn, fizyk z Universiteit van Amsterdam (po jego eksperymentach – jak sam przyznał, inspirowanych wygłupami dziennikarzy – w amsterdamskich sklepach zabrakło mączki). „Gdy stawiasz stopę, pod twoim ciężarem ziarenka piasku zaczynają się zbijać. Pomiędzy nimi tworzą się większe pory, przez które ucieka woda. W rezultacie piasek zmienia kolor” – mówi uczony.

Mieszanina mączki i wody to substancja zwana przez chemików koloidem. W wodzie pływają duże, nierozpuszczalne cząsteczki skrobi, które utrzymują się w pewnej odległości od siebie dzięki elektrostatycznym siłom odpychania. Gdy na taki układ zadziałamy odpowiednią siłą, odpychanie zostanie zniesione, a cząsteczki zbiją się razem. Powstanie ciało stałe, po którym można przejść albo ulepić z niego kulę, gdy bawimy się w kuchni (nie należy tylko rzucać nią o stół – rozpłynie się). W momencie, kiedy siła przestanie działać, wszystko wraca do punktu wyjścia – płynnej brei.

PŁYNNA ZBROJA

Ciecze nienewtonowskie znajdą wkrótce bardzo praktyczne zastosowanie w nowej generacji kamizelek kuloodpornych. Mają one składać się z kilku warstw kevlaru nasączonego mieszaniną krzemionki i politlenku etylenu. Substancja będzie zachowywać się podobnie jak woda z mączką kukurydzianą: gdy w kamizelkę uderzy pocisk lub odłamek, natychmiast stwardnieje, zapobiegając zranieniu. W normalnych warunkach materiał zachowa elastyczność, umożliwiając większą swobodę ruchów i mniej obciążając użytkownika niż obecne sztywne kamizelki ważące ok. 4, 5 kg. Eksperymenty przeprowadzone przez naukowców z University of Delaware i U.S. Army Research Laboratory wykazały także, że nowe stroje będą lepiej chroniły przed nożami. Z jednym wyjątkiem – jeśli napastnik wykaże się opanowaniem i zada cios powoli, może przebić kamizelkę. Co ciekawe, podobną rzecz wymyślił już w 1965 roku Frank Herbert w kultowej powieści science fiction „Diuna”. Jej bohaterowie noszą osobiste tarcze ochronne, przez które można się przebić tylko, uderzając w spowolnionym tempie.

A MOŻE NA SKRZYDŁACH?