Dźwięk hymnu narodowego jest dla nich jak uroczysty psalm. A widok piłki lądującej w bramce przeciwnika podrywa z ławek w ekstazie. Piłkarze to dla kibiców bogowie, stadiony są jak kościoły, a każdy mecz – jak futbolowa msza” – tak o brytyjskich fanach piłki nożnej pisał Alan Edge, autor książki „Wiara naszych ojców” i zapalony kibic  Liverpoolu. Podobnie swój kontakt z kibicującymi tłumami wspomina psycholog sportu Paweł Drużek. „Atmosfera jest magiczna. Kibice stoją ramię w ramię, wykrzykując znane wszystkim wersy jednej piosenki. W grupie są silni, niepokonani. W sportowym uniesieniu wydaje im się, że mogą przenosić góry” – opowiada. Podczas meczu nie są sobą, ale ekstatyczną zbiorowością. Francuski psycholog społeczny Gustave Le Bon określał to mianem „umysłu zbiorowego Bo szalikowcem nie jest się na co dzień, ale podczas meczu. To święto kibica.

Na stadion jak na łowy

„Każdy ważny mecz to całe dnie oczekiwania, a później odliczanie godzin do gwizdka” – opowiada Łukasz, zapalony kibic Widzewa Łódź. „Przed meczem obowiązkowo zakładam klubowe barwy: szalik, koszulkę z herbem, biorę flagę. A później nadchodzi najlepsza część: idziemy grupą na stadion, śpiewanie, okrzyki. Adrenalina skacze tak, że często niektórych wydarzeń się potem nie pamięta” – dodaje z entuzjazmem. Piłka nożna – ze względu na  nieprzewidywalność sytuacji na boisku – to najbardziej ekscytujący sport do oglądania. Tak przynajmniej twierdzą naukowcy z Los Alamos, z National Laboratory w Nowym Meksyku. „Mecze piłkarskie są namiastką tego, co przeżywali nasi przodkowie podczas polowań” – uważa psycholog Barbara Pease. Dziś udział w takim wydarzeniu, zarówno czynny, jak i bierny, wzbudza podobne emocje. Podnosi się poziom adrenaliny i przyspiesza rytm serca – zwłaszcza gdy piłka wyląduje w bramce. Wydarzenia na boisku wpływają też na poziom innych hormonów. W 1994 roku podczas finału mistrzostw świata między Brazylią a Włochami naukowcy z Georgia State University pobrali próbki śliny od kibiców obu zespołów. Poziom testosteronu u fanów zwycięskiej drużyny wzrósł o 28 proc., a u przeżywających porażkę Włochów zmalał ponad 20 proc. Zjawisko to zinterpretowano jako pozostałość po czasach, kiedy po pokonaniu przeciwnika człowiek musiał szykować się do kolejnej walki o dominację, a po przegranej – do podporządkowania się zwycięzcy.

Orła nie oddamy

„W przeżyciu kibiców najważniejsza jest interakcja, a zwłaszcza wspólne rytuały” – twierdzi amerykański socjolog Randal Collins. Poczucie wspólnoty tworzą śpiewy, brawa, gwizdy, krzyki oraz symbolika kolorów klubowych (szalików, koszulek i innych gadżetów). „Jestestwo prawdziwego kibica mieści się w sportowym wyniku. Na zasadzie: »jesteś tym, komu kibicujesz«” – twierdzi Robert Cialdini, profesor psychologii z Arizona State University. Dla wielu osób dopingowanie narodowej drużyny to także patriotyczny obowiązek. „Kibicowanie reprezentacji wynika z poczucia przynależności do wspólnoty narodowej. Świętość barw i poczucie wspólnoty bierze się z kulturowego dziedzictwa, wspólnej historii oraz tradycji” – tłumaczy dr Dominik Antonowicz, socjolog sportu z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Sport stał się częścią geopolitycznej rywalizacji po II wojnie światowej. To dlatego przy okazji starć drużyn z różnych krajów tak ważna jest symbolika narodowa: hymn, flaga i godło. Kibice traktują je bardzo poważnie. Wystarczy przypomnieć nieudane i przez lata wypominane Edycie Górniak wykonanie „Mazurka Dąbrowskiego” podczas piłkarskich Mistrzostw Świata w Korei i Japonii. Albo niedawną awanturę wokół projektu

strojów olimpijskiej reprezentacji Wielkiej Brytanii autorstwa Stelli McCartney, która z brytyjskiej flagi wyrzuciła kolor czerwony. „To zamach na tradycję!” – komentował dziennik „The Daily Telegraph”. Podobnie było w Polsce, kiedy PZPN usiłował zastąpić „orzełka” na koszulkach polskich sportowców firmowym logo. Sprawą szybko zajął się Sejm.

Fani i fanatycy

„Kosmopolici” wspierający kilka drużyn z różnych krajów i oddani jednemu klubowi „fundamentaliści” to najbardziej skrajne grupy kibiców. „Ortodoksi”, „kibice małej wiary” czy „ateiści” plasują się między nimi – wynika z badań dr. Antonowicza i socjologa Łukasza Wrzesińskiego. Religijna nomenklatura nie jest tu przypadkowa. Różnice między kibicami dotyczące intensywności zaangażowania i formy identyfikacji przypominają te występujące między wiernymi. Kibiców dr Antonowicz nazywa wręcz „wspólnotą niewidzialnej religii”. „Łączy ich wiara w symboliczną wartość substancji materialnych (szalik klubowy, flaga, koszulka itd.), niematerialnych (hymn, tradycja, legendy klubowe, wspólna historia) oraz przestrzeganie świętych norm obowiązujących w religijnej grupie kibiców” – wyjaśnia uczony  Jego teorię potwierdzają fakty. Aż 60 proc. europejskich fanów piłki nożnej traktuje kibicowanie i przywiązanie do ulubionej dyscypliny sportu jak religię – ustalił w 2008 roku oksfordzki instytut badawczy Social Issues Research Centre.

Od ciosów do łez