Jest bezksiężycowa noc z 3 na 4 października 1795 r. Za trzy tygodnie zostanie podpisany traktat rozbiorowy, kładący kres istnieniu państwa polskiego. Krakowem od 17 miesięcy rządzi pruski gubernator Antoni von Hoym. Tej nocy, w asyście kilku oficerów, podjeżdża powozem na wawelskie wzgórze, by zrealizować swój obmyślony od dawna plan włamania się do skarbca koronnego i zabrania stamtąd najcenniejszych klejnotów polskiej monarchii. 

Von Hoym objął władzę po zajęciu miasta przez wojska pruskie – walczące z oddziałami Kościuszki, który tu w marcu 1794 r. rozpoczął powstanie. Insurekcja jednak upadła, a mający bronić Krakowa płk Ignacy Wieniawski na wieść o zbliżającym się nieprzyjacielu zrejterował. Jedynym strażnikiem gromadzonych od 800 lat wawelskich regaliów pozostał 52-letni ksiądz Sebastian Sierakowski – ostatni kustosz skarbca, mianowany na to stanowisko 4 lata wcześniej przez króla Stanisława Augusta. 

Sierakowski ma wszystkie klucze i nie niepokoi się o los skarbca. Przed Prusakami po Wawelu buszowali już Rosjanie, jednak nie odważyli się ruszyć regaliów. Kustosz słyszy nadjeżdżający powóz z von Hoymem i spokojnie idzie spać.

Z Prusakami jest jednak inaczej: mają konkretny plan i wiozą ze sobą najlepszego ślusarza. To on ma otworzyć sześć zamków i skrzynie, broniące dostępu do największych skarbów Rzeczypospolitej. 

Zdrada magazyniera

Rabunek Krakowa zaczął się w czerwcu 1794 r., tuż po zajęciu miasta przez wojska pruskie. Spustoszone zostały kościoły, państwowe urzędy i Wawel. Von Hoym wie jednak, że najcenniejsze skarby zostały starannie ukryte w wielkim zamku. Tylko gdzie? I jak się do nich dostać? Krótko po objęciu stanowiska gubernator otrzymuje informację, że o spotkanie z nim prosi usilnie niejaki Zubrzycki, gotowy przekazać bardzo ważną wiadomość. Polak zostaje przyjęty.

Zubrzycki okazuje się magazynierem wawelskiego zamku. Poznał każdy zakątek twierdzy. Teraz chce zrobić na tym interes. W zamian za stanowisko w pruskiej administracji, wysoką pensję i mieszkanie zdradzi miejsce przechowywania koronnych klejnotów. Von Hoym chce natychmiast poznać tajemnicę, ale Zubrzycki jest ostrożny. Żąda gwarancji od samego pruskiego króla Fryderyka Wilhelma II! Dopiero kiedy je otrzyma, zdradzi sposób dostania się do skarbca.

Von Hoym natychmiast wysyła kuriera do Berlina. Gwarancje przychodzą szybko. Zubrzycki zostaje mianowany królewskim komisarzem w Częstochowie. Za pensję 180 talarów rocznie i mieszkanie dla całej swojej licznej rodziny ma nadzorować przestrzeganie pruskiego porządku w tym mieście. 

Żelazne drzwi

Gubernator dostaje w końcu upragnioną informację. Skarbiec mieści się na parterze, w północno-wschodnim narożniku zamku, w wieży zwanej Kurzą Stopką oraz sąsiedniej Wieży Duńskiej. Dostępu do niego strzeże sześcioro żelaznych drzwi wyposażonych w potężne zamki. W czasach świetności Rzeczypospolitej klucze przechowywało sześciu senatorów – kasztelanowie: krakowski, wileński, poznański, sandomierski, kaliski i trocki – a drzwi można było otworzyć tylko na mocy osobnej ustawy sejmowej. Ostatni raz stało się to w kwietniu 1792 r., kiedy prowadzono inwentaryzację skarbca, połączoną z wystawą klejnotów na Wawelu. Od tamtej pory nikt go nie otwierał. 

Ale żelazne drzwi to nie wszystko. Skarby są zamknięte w dwóch wielkich żelaznych skrzyniach. Mieszczą w sumie dziewiętnaście szkatuł, a w każdej z nich jest od trzech do pięciu wkładów, na których poukładane są klejnoty. Skrzynie zamykane są na podwójne zamki i siedem kłódek. Najcenniejsze precjoza – klejnoty koronacyjne polskich królów i królowych – są dodatkowo chronione w osobnym pojemniku zwanym sepetem, zamykanym na trzy zamki.

Von Hoym wie już, że dostanie się do skarbca i jego rabunek nie będzie łatwym zadaniem. Rozsyła więc swoich ludzi, aby przywieźli do Krakowa najlepszego specjalistę od zamków w całych Prusach. Znajdują go we Wrocławiu.

Jednak decyzja o rabunku skarbca nie leży w gestii samego gubernatora. Kradzież na taką skalę to sprawa polityczna: decyzję musi podjąć sam król pruski Fryderyk Wilhelm II. Tymczasem między Prusami, Austrią i Rosją trwają wciąż negocjacje dotyczące ostatecznego podziału Polski. Jesienią 1795 r. wiadomo już, że Kraków z częścią Małopolski ma zostać przekazany Austrii. 

Znana jest też data opuszczenia miasta przez Prusaków – 5 stycznia 1796 r. 24 września 1795 r. Antoni von Hoym otrzymuje od króla zgodę na rabunek skarbca. Z zastrzeżeniem, że wszystko ma się odbyć w największej tajemnicy.

Włamanie

10 dni później, w sobotnią noc, von Hoym na czele grupy kilku osób wchodzi po kamiennych schodach do sali, w której umieszczone są drzwi do skarbca. Towarzyszą mu generał Ritz, zarządca zamku margrabia Kowalski, ślusarz z Wrocławia pan Lang oraz oficerowie: kapitan von Holtzman, kapitan von Losthin i lejtnant von Freund. Zadaniem żołnierzy jest wywiezienie zrabowanych klejnotów do Prus – najpierw na Śląsk do Koźla, a stamtąd do Wrocławia i dalej do Berlina.

Ślusarz rozkłada narzędzia i przystępuje do forsowania zamka. Bezskutecznie. Potężne drzwi nie ustępują. Mijają godziny, a perspektywa niepostrzeżonego rabunku i wywiezienia skarbów z Wawelu coraz bardziej się oddala. Prusacy zaczynają panikować. Zdesperowany gen. Ritz rzuca pomysł, by sprowadzić armatę i z jej pomocą pokonać drzwi. Jednak margrabia Kowalski przekonuje go, że huk wystrzału spowoduje zawalenie się średniowiecznych stropów. W końcu ktoś wpada na pomysł, by sprowadzić do pomocy najlepszego ślusarza z Krakowa, majstra Weissa. Żołnierze wyciągają go łóżka i przywożą na Wawel.