Był bohaterem wojny o niepodległość i pierwszym prezydentem Stanów Zjednoczonych (1789–1796). Przystojny, bardzo wysoki, niezwykle podobał się kobietom. Jako młodzieniec Jerzy Waszyngton zakochany był w ślicznej sąsiadce, Sally Fairfax, która odwiedzała go często, aczkolwiek była zamężna. W 1758 roku Waszyngton zaręczył się z niezbyt urodziwą, bogatą wdową Marthą Dandridge Custis. W pożegnalnym liście zapewnił Sally, że kocha tylko ją, usiłował wszakże skłonić długoletnią przyjaciółkę do milczenia: „Nie przeinaczaj wszak moich myśli ani ich nie ujawniaj. Nic światu do tego, co ci w ten sposób wyznałem w przedmiocie mojej miłości, skoro chcę, aby pozostało to ukryte”. Rozczarowana Sally nie dała Waszyngtonowi upragnionego zapewnienia. Już jako małżonek Marthy, podczas wojny o niepodległość, generał Waszyngton zawarł bliską znajomość z Mary Gibbons, dziewczyną z New Jersey. Z niektórych dokumentów wynika, że przychodził bardzo późno w nocy do jej domu nad North River i gawędził z młodą damą także o polityce. Mary wszakże miała kochanka, pewnego Johna Clayforda, który sympatyzował z Anglikami.

Panna tak uwielbiała Johna, że obsypywała go prezentami. Potajemnie zabierała dokumenty i listy z kieszeni Waszyngtona i sporządzała ich kopie, które dawała Clayfordowi. John i Mary ułożyli nawet plan pojmania generała rebeliantów i wydania go Anglikom, jednak nie odważyli się wcielić swoich zamiarów w życie. Po latach spędzonych w Białym Domu Waszyngton został szacownym plantatorem w swej posiadłości Mount Vernon w Wirginii. O miłostkach narodowego herosa krążyły barwne opowieści. Istnieją dwie wersje na temat okoliczności, w jakich pierwszy prezydent przeziębił się śmiertelnie w grudniu 1799 r. Pierwsza, patriotyczna, głosi, iż w wichurze i śnieżycy zrobił wielogodzinny objazd gospodarstwa. Według drugiej, nieoficjalnej, Waszyngton spędził ten czas na miłych, ale wyczerpujących uciechach w kwaterze swych czarnych niewolnic.