Ośmioletnia dziewczynka zmarła w poniedziałek 31 lipca po wypiciu wrzącej wody. Mieszkająca w Bynton Beach na Florydzie  Ki’ari Pope w nocy z niedzieli na poniedziałek wyszła ze swojego pokoju i poinformowała chłopaka swojej matki, że ma problemy z oddychaniem.

Chwilę później Ki’ari straciła przytomność, a mężczyzna zadzwonił pod 911. Dziewczynka nie odzyskała już świadomości.

Marquisia Bonner dwudziestodwuletnia matka dziewczynki przyznała, że Ki’ari miała problemy z drogami oddechowymi. Dziewczynka wypiła przez słomkę wrzącą wodę w marcu bieżącego roku. Zachęcił ją do tego ośmioletni kuzyn po tym jak obejrzeli film na YouTube, na którym ktoś pije wrzątek.

Jak tylko trafiła do szpitala lekarze podjęli się operacji na jej tchawicy, aby usunąć blizny. Jednak nie udało się jej uratować. Jak twierdzi jej matka, dziewczynka miała problemy z oddychaniem i mówieniem po zabiegu tracheotomii, który przeprowadzono tuż po marcowym wypadku.

Niedawno boiling water challenge  „zainspirował” grupę nastolatków do głupiej zabawy. Piętnastoletni Nickolas Conrad wraz z grupą przyjaciół nocował u swojego kolegi. Kilku z nich obudziło się o 3:00 nad ranem i postanowili zaskoczyć Nicka oblewając jego gardło wrzątkiem. Dodatkowo został poparzony zapalniczką.

Nick obudził się płacząc i krzycząc, gdy dotarło do niego co się stało. Skóra na jego szyi zaczęła się odrywać od ciała i zwijać.

- To był największy ból jaki czułem w życiu. Chciałem, aby przyjaciele, którzy mi to zrobili zostawili mnie w spokoju. Właściwi to już nimi nie są i nigdy nie będą- mówi Nick.

 

Dlaczego ludzie rzucają się na takie wyzwania?

Problem nie dotyczy tylko młodych ludzi, w niebezpiecznych zabawach uczestniczą ludzie w każdym wieku. Przy każdym kolejnym doniesieniu o ofiarach internetowych wyzwań pojawia się pytanie o zwykły instynkt zachowawczy. Przed "challengem" z wrzątkiem było między innymi wyzwane z podpalaniem się. Mimo oczywistego niebezpieczeństwa podpalania się nie brakowało chętnych. Co zatem jest z nami nie tak?

Małgorzata Bulaszewska, kulturoznawczyni ze Uniwersytetu SWPS w Warszawie tłumaczy, że klucz do zrozumienia naszego zachowania stadnego (bo rzeczywiście działa to na podobnej zasadzie) leży w naszych głowach.

- Do podejmowania wyzwania skłania nas biologia, zwykła potrzeba wytwarzania adrenaliny. To co nasi przodkowie czuli podczas polowań, czy walk z innymi plemionami. W późniejszych wiekach dotyczy to też budowania własnego prestiżu. 

Może to przypominać "agon", paradygmat kulturowy znany ze starożytnej Grecji. Starożytni stawiali silny nacisk na rywalizację, zarówno na polu sportu, walki jak i sporów intelektualnych. Wyzwań nie wolno było unikać, a zwycięzca mógł liczyć na wieczną chwałę, którą nierzadko przedkładał nad własne bezpieczeństwo lub życie. 

- W dawnych wiekach wyzwaniom podlegali głównie mężczyźni - mówi Bulaszewska - dziś kobiety podejmują równie często wyzwania. Istnieją pozytywne wyzwania, na przykład: 30 dni z angielskim, szóstka Weidera, które służą naszemu zdrowiu, czy rozwojowi. Podobnie w sporcie, zwycięstwo i wyzwania dostarczają potężne ilości adrenaliny i poczucie zadowolenia, troszkę jakbyśmy jedli cukierki.

Nie każdy jednak może być znanym sportowcem, gwiazdą muzyki oklaskiwaną przez tysiące, czy liderem wpływającym na opinię publiczną. Masowa kultura jednak stwarza ogromne aspiracje promując tych, którzy "wybili się ponad", normalność, spokój, bezpieczeństwo nie są w cenie, za to ryzyko, walka i ekstremum rozbudzają emocje. Dodatkowo pozwalają jednostce udowodnić, że "mam znaczenie, jestem ważny, dokonałem czegoś".

- Sam w sobie internet nie rozbudza w nas takich zachowań, on jedynie ułatwia realizowanie tej potrzeby jako narzędzie. Mamy swoją grupę, w której chcemy być dowartościowani i spełnieni - tłumaczy Bulaszewska.

Zatem klucz do zrozumienia tego dlaczego ludzie rzucają się na niebezpieczne zabawy jest nie w technologii a psychologii. Zanim nastały czasy sieci nierzadko robiliśmy rzeczy niebezpieczne lub wręcz głupie by zdobyć uznanie, pozycję w grupie. Śladem tego są także rytuały przejścia, które warunkują wstęp do danej grupy.

- Im mocniejszą mamy osobowość tym silniej potrafimy się oprzeć presji wyzwań, które mogą zagrozić naszemu bezpieczeństwu - dodaje kulturoznawczyni.  

Wyzwania mogą być wykorzystywane świadomie, najlepszym przykładem są choćby korporacje, gdzie wyznacza się zespołom ludzi kolejne cele do wykonania i rozlicza z ich osiągnięcia. Takie "challenge" mogą być zarówno sposobem na motywowanie pracowników jak i manipulowanie nimi czy wykorzystywanie ich. Presja pozostania w grupie, strachu przed odrzuceniem, czy niesprawdzeniem się sprawia, że nierzadko potrafimy poświęcić własne bezpieczeństwo dla poczucia pozycji i akceptacji.

Odpowiedzią może być trening asertywności i dbanie o własną wartość. Ludzie o niskim poczuciu własnej wartości ulegają łatwo wyzwaniom, nawet gdy wewnętrznie nie zgadzają na nie, nie potrafią postawić swojej własnej granicy. Dorosłych ludzi formować ciężko, rodzice powinni pamiętać o zadbaniu o poczucie własnej wartości u dzieci - wtedy będą mogły same mówić "nie" kiedy sytuacja im zagraża.