To już koniec Internetu! Witamy na ostatniej stronie! Dalej już nic nie ma. Takiej treści komunikat pojawiał się po kliknięciu linka, rozsyłanego kilka lat temu w ramach popularnego żartu. Ale czy tylko żartu? Pojawiają się głosy, że sieć internetowa, przez którą przepływa coraz więcej danych (dziś to jest około 40 petabajtów dziennie), w końcu się zatka, a transmisja stanie się nieznośnie powolna czy wręcz niemożliwa. A nawet jeśli się tak nie stanie – informatycy pracują nad poprawą wydajności tzw. protokołu TCP, który pozwoli uniknąć „korków” na łączach – może dojść, na przykład wskutek zaognienia sytuacji międzynarodowej, do zmyślnego ataku terrorystycznego, paraliżującego za pomocą wirusów kluczowe punkty Sieci. Przez dobrych kilka dni, tygodni. A może już nigdy nie da się przesłać nawet krótkiego e-maila. Jak wtedy będziemy funkcjonować?

CO TO BĘDZIE?


Piętnaście lat temu mało kto, poza informatykami, wiedział co to Internet; jeszcze dziesięć lat temu wiele znanych firm wciąż nie miało nawet własnej strony www. Internet to bardzo młody wynalazek, ale kompletnie zmienił nasze codzienne zwyczaje. Można łatwo przewidzieć niektóre następstwa jego zniknięcia.

Koniec Internetu to słodki sen zarządów firm fonograficznych. Koniec bezczelnego piractwa! Nastolatki znów ustawiają się w kolejki pod sklepami, w których wydają wyżebrane od rodziców 60 złotych na najnowszą płytę. Frekwencja w kinach rośnie o sto procent, odkąd niemożliwością jest ściągnięcie filmu z Internetu.

Wzrasta wydajność pracy. Nie trzeba już blokować pracownikom dostępu do allegro, naszej-klasy, serwisów pocztowych. Ludzie, zamiast bumelować, w końcu pracują. To znaczy próbują pracować. Bo aby się porozumieć z kontrahentem, nie mogą już wysłać maila. Muszą zadzwonić i się dodzwonić. Wielokrotnie wzrasta obciążenie sieci komórkowej i zyski kompanii telefonicznych – zwłaszcza w połączeniach międzynarodowych, nie działa bowiem Skype.

Znacznie trudniejsza staje się praca na odległość. Pracodawcy wolą mieć człowieka na miejscu, by niewielka zmiana w jakiejś pracy nie trwała pół dnia. Pisarze, tłumacze, graficy komputerowi, dziennikarze starym zwyczajem biegają po redakcjach z dyskietkami i papierowymi wydrukami.

Po likwidacji internetowych serwisów aukcyjnych i sklepów wysyłkowych rozkwitają antykwariaty i sklepy specjalistyczne. Wskutek znacznie gorszego dostępu do informacji wzrastają ceny towarów. Znika eBay i Amazon, kompletnie zamiera drobny handel w skali międzynarodowej. Wzrasta jednocześnie zapotrzebowanie na informację drogą telefoniczną – zatykają się infolinie, które nawet w dobie Internetu działały raczej kiepsko. Zdalne sprawdzenie ceny telewizora czy samochodu graniczy z cudem, ludzie dużo częściej odwiedzają osobiście punkty handlowe.

Tłoczno robi się w bibliotekach i księgarniach, odżywają punkty ksero. Nie ma już forów internetowych ani serwisów w rodzaju googleearth, wzrasta więc sprzedaż przewodników turystycznych i map. Rośnie sprzedaż gazet, których nie da się już przeczytać na ekranie. Wzrasta sprzedaż leksykonów i słowników – już nie można w Wikipedii czy słowniku online szybko sprawdzić, co to jest „palimpsest”, albo co i w jakim języku znaczy „hatvankilenc”.

Banki internetowe zamieniają się w zwykłe placówki, w których pojawiają się długie kolejki księgowych, dzierżących w dłoniach pożółkłe polecenia przelewu.

HALO, MAMA?


Ale zmiany w sposobie funkcjonowania to nie wszystko. Rozpędzona przez Internet machina ekonomiczna odwraca bieg. Ludzie denerwują się, napotykając na przeszkody informacyjne, których wcześniej nie było. Wzrasta sprzedaż środków uspokajających. W całym kraju rośnie bezrobocie. Specjaliści od stron www, część informatyków lądują na bruku. To samo spotyka załogi serwisów internetowych, jak na przykład Wirtualna Polska, i sklepów wysyłkowych. Ponieważ nie sposób zapłacić w Internecie kartą kredytową, ludzie mniej chętnie wydają pieniądze – spadają obroty banków, a te zwalniają pracowników. Odżywa za to instytucja gońca, także firmy kurierskie mają pełne ręce roboty; wzrost obrotów notuje poczta.

Z drugiej strony spada przestępczość w Sieci, utrudnione życie mają pedofile i gwałciciele. Znika możliwość oszustw internetowych. Hakerzy nie mają co robić, wielu przestępców musi się przekwalifikować. Znikają płatne pornostrony, wirtualne kasyna i witryny bukmacherskie. Ponieważ nie ma już gdzie wieszać zdjęć i filmów, spada sprzedaż cyfrowych aparatów fotograficznych, podobnie jak komputerów.

Poprawiają się stosunki międzyludzkie. Nikt nie rzuca mięsem na forach, ludzie częściej do siebie dzwonią, odwiedzają się, piszą listy. Robi się... normalnie.

Max Suski