Ś”: Sprawa al-Nashiriego budzi w panu emocje. Traktuje ją pan osobiście?

M.P.: Mojego dziad­ka gestapo zamor­dowało na Pawia­ku, dopuszczając się wobec niego bardzo podobnych rzeczy. I nie jestem w stanie pojąć, jak w kraju o historii ta­kiej jak Polska ludzie mogą być obojętni wobec tak potwor­nej zbrodni.

Ś”: Stawia pan znak równości między tym, co działo się w Kiejkutach w 2002 roku, a tym co działo się w okupowanej Polsce w czasie II wojny światowej lub w okresie stalinowskim?

M.P.: Bezwzględnie tak. Zdaję sobie sprawę, że narażam się tu na zarzut nadużycia sło­wa. Ale zanim doszło u nas do powstania więzień CIA, ostatnie znane mi przypadki systemowe­go torturowania ludzi w Polsce występowały 50 lat wcześniej - w okresie ciężkiego stalinizmu, kiedy bezceremonialnie zamyka­no ludzi w piwnicach i katowano.

Ś”: Czy Amerykanie przeprowadzali podobne działania wobec podejrzanych o terroryzm na terytorium USA?

M.P.: Nie.

Ś”: A w Guantanamo?

M.P.: W Guantanamo dzieją się różne okropności, ale nie te, jakich amerykańskie służby dopuszczały się w tajnych więzieniach poza USA. Ame­rykanie nie zrobili tego na własnym terytorium, bo do­skonale wiedzieli, że dopusz­czają się rzeczy niezgodnych ... z prawem, które w USA są ścigane i karane.

Ś”: We Francji, Niem­czech czy Wielkiej Bry­tanii CIA nie tworzy­ła tajnych ośrodków. Z czego to wynika?

M.P.: Z konstytucyjnego porządku i świadomo­ści prawnej tych społe­czeństw. Żaden polityk z tych krajów nie zaryzykowałby współpracy z CIA w takim wy­miarze, bo skończyłby przed ich odpowiednikiem Try­bunału Stanu lub przed sądem karnym. Spójrzmy jednak na spra­wę al-Nashiriego z innej perspektywy..

Ś”: A jest taka?

M.P.: Nazwijmy ją per­spektywą skuteczności w zapewnianiu bezpieczeń­stwa. Żadna część władzy pu­blicznej nie ma tak potężnego arsenału sił i środków jak służ­by specjalne. Mogą nas nagry­wać, fotografować, gromadzić o nas dane, przekazywać je sobie, a w niektórych przypad­kach ingerować w nasze życie w sposób bezpośredni. My im dajemy uprawnienia do działania w sposób tajny, co jest odstępstwem od zasady transparentności władzy publicz­nej. Ale po to, aby wspierały praworządność, walczyły o przestrzeganie prawa i chroniły nas przed nadużyciami - a nie po to, by działały na granicy prawa lub bezprawnie. W lutym tego roku, po 9 latach procesu, włoski sąd skazał na kary od 6 do 10 lat więzienia szefów i agentów wojsko­wego wywiadu SISMI, oskarżonych o pomoc w porwaniu mułły Abu Omara w Rzymie w lutym 2003 roku. Skazani zaocznie zostali również biorący udział w tej akcji agenci CIA. Rozesłano za nimi listy gończe... a szefowi placówki CIA w Mediolanie Robertowi Lady skonfiskowano posiadłość, którą kupił we Włoszech.

Ś": Dodatkowo Abu Omar i jego żona dostali 1,5 mln euro odszkodowania. Czy wyobraża pan sobie podobny scena­riusz w Polsce?

M.P.: Ten scenariusz jest z wielu powodów nierealny. Z kilku, o których niestety nie mogę mówić, a które wy­nikają z akt sprawy, ale przyczyna jest również taka, że po­stępowanie „in absentia", które było możliwe we Włoszech, ze względów procesowych nie jest możliwe w Polsce. Z cze­go akurat należy się cieszyć, bo mamy bardzo wysoki stan­dard procesu karnego, i żaden polski sędzia nie zgodziłby się na przeprowadzenie po­stępowania pod nieobecność oskarżonych. Chociaż Polska z pewnością mogłaby oskar­żyć tych funkcjonariuszy, któ­rzy torturowali al-Nashiriego. Zależy to oczywiście od tego, czy prowadzący sprawę pro­kurator będzie w stanie ustalić ich tożsamość i przypisać im odpowiednią rolę w czynach.