Amerykański prom kosmiczny Discovery po dwudniowej podróży dotarł do Międzynarodowej Stacji Kosmicznej, do której przycumował o godzinie 2:03 czasu wschodnioamerykańskiego (8:00 rano czasu polskiego). Tuż przed nim dowódca Discovery Mark Kelly przeleciał nim w pobliżu stacji w taki sposób, aby można było wykonać setki zdjęć powłoki izolacyjnej. Te zdjęcia zostaną przeanalizowane w Centrum Kontroli Lotów, aby upewnić się, że w czasie startu powłoka nie uległa uszkodzeniu. Niespełna dwie godziny po dokowaniu, astronauci rozhermetyzowali śluzę i oba zespoły — siedmioosobowy z promu kosmicznego Discovery i trzyosobowa ekipa ze stacji - połączyły się. Od tej pory będą pracować wspólnie.
Nowym członkiem załogi stacji dowodzonej przez Rosjanina Siergieja Wokowa będzie Amerykanin Greg Chamitoff. Zastąpi Garretta Reismana, który na stację przyleciał w marcu w poprzedniej misji wahadłowca Endeavour (STS 123).
Wahadłowiec został wystrzelony z przylądka Canaveral w sobotę. Na pokładzie przywiózł ważny element stacji kosmicznej - drugą część japońskiego laboratorium Kibo (Nadzieja), które kosztowało miliard dolarów, ma jedenaście metrów długości i cztery i pół metra średnicy. Jego instalacja rozpocznie się we wtorek w czasie pierwszego z trzech spacerów kosmicznych zaplanowanych na 14-dniową misję Discovery. Po zakończeniu montażu japońskie laboratorium stanie się największą sekcją na stacji kosmicznej.
Wahadłowiec przywiózł także inny niezbędny element - pompę, dzięki której sprawnie pracują toalety na stacji kosmicznej. Niedawno taka właśnie pompa zepsuła się, a na Ziemi pojawiły się już plotki, że kosmonauci muszą zamiast ubikacji używać foliowych toreb. h.k.