Santorio Santorio, włoski lekarz żyjący na przełomie XVI i XVII w., godzinami przesiadywał na gigantycznej wadze. Pracował tam, spał i jadł. Przez 30 lat skrupulatnie ważył wszystko, co spożywał i wydalał. Tą dziwaczną metodą odkrył, że znaczna część produktów przemiany materii opuszcza organizm nie w toalecie, lecz w procesie, który nazwał „niedostrzegalnym oddychaniem”.

Na naukowców, którzy tak jak Santorio – zamiast szukać ochotników – sami sobie służyli jako króliki doświadczalne, zawsze patrzyło się podejrzliwie, zwłaszcza jeśli ryzykowali zdrowiem lub życiem. Fakt, niektórzy zachowywali się, jakby postradali zmysły. Część z nich brawurę przypłaciła nawet życiem, ale co najmniej dwaj otrzymali Nagrody Nobla, a wszyscy przyczynili się do postępu nauki, szczególnie medycyny.

UCZENI NA GAZIE


Tylko nieliczne doświadczenia były tak bezpieczne jak studia nad pamięcią, prowadzone przez niemieckiego psychologa Hermanna Ebbinghausa (zapamiętywał nic nieznaczące zbitki liter).

Tragicznie zakończyły się badania nad żółtą febrą, którą umyślnie zaraził się amerykański chirurg Jesse Lazear. Zapadłszy na tę chorobę po ukąszeniu komara, udowodnił prawdziwość swojej hipotezy na temat jej przenoszenia. Niestety, odkrycie przypłacił życiem.

Angielski chemik Humphry Davy uzależnił się od podtlenku azotu (gazu rozweselającego), gdy wraz z przyjaciółmi, poetami Samuelem Coleridge’em i Robertem Southeyem testował jego wpływ na ludzki organizm. Southey tak opisywał swoje wrażenia: „Davy wymyślił nową uciechę, której język nazwać nie potrafi – sprawia, że człowiek czuje się tak silny i tak szczęśliwy! I nie ma żadnych przykrych efektów, wręcz przeciwnie – wzmacnia umysł i ciało. (...) Jestem pewien, że w niebie oddycha się tym działającym cuda gazem rozkoszy”. Wykorzystanie gazu rozweselającego w gabinetach stomatologicznych należy zawdzięczać jednak amerykańskiemu dentyście Horacemu Wellsowi, który podpatrzył, jak tego związku używają artyści wędrownego cyrku.

Sam Wells podczas doświadczeń uzależnił się z kolei od chloroformu, co pośrednio doprowadziło go do więzienia i samobójstwa. Ten sam środek przetestował na sobie szkocki ginekolog-położnik sir James Young Simpson ze współpracownikami i rodziną. René Fülöp-Miller w książce „Triumph Over Pain” (Triumf nad bólem) opisuje zakończenie ich „chloroformowego party”: „Gdy radosny nastrój sięgnął zenitu, dr Simpson zeskoczył z krzesła i stanął na głowie na środku pokoju, machając nogami w powietrzu. Pani Simpson rzuciła się ku niemu, by skłonić go do zmiany tej niegodnej pozycji, lecz nim go dosięgła, doktor runął jak długi i zaczął głośno chrapać. (...) Tuż po obudzeniu się Simpson wymamrotał: »To jest nawet lepsze od eteru!«”. Wkrótce potem Simpson zaaplikował chloroform rodzącej królowej Wiktorii, a w niedługim czasie używanie środków znieczulających podczas porodów stało się powszechne.

Mniejszą odporność na nałogi wykazał wybitny amerykański chirurg William Halsted, który popadł w uzależnienie, badając przeciwbólowe działanie kokainy. Zastąpił ją co prawda morfiną, lecz skutecznie ten fakt ukrywał, do końca życia pozostając aktywnym zawodowo i zapracowując sobie na przydomek „ojca współczesnej chirurgii”. Nigdy nie udało mu się uwolnić od narkotyków.

ŁYK WIRUSA


Na szczęście pomyślnie zakończyły się próby niemieckich lekarzy Augusta Biera i Augusta Hildebrandta, którzy przetestowali na sobie znieczulenie rdzeniowe, oraz eksperymenty Fredericka Prescotta – na własnej skórze sprawdził paraliżujące działanie kurary (śmiertelnej trucizny). Niewiele brakowało, by Prescott doświadczenia nie przeżył, mimo iż było przeprowadzone w szpitalu pod kontrolą anestezjologa. Gdy zwiększona dawka alkaloidu spowodowała paraliż dróg oddechowych, Prescott zaczął się dusić, lecz nie był w stanie wydać z siebie głosu i zawołać współpracowników, którzy akurat wyszli z pokoju.

Pociąg do autoeksperymentów cechuje też twórców szczepionek. Współcześnie na taki krok zdecydowali się niecierpliwi twórcy prototypowych szczepionek przeciwko wirusowi HIV – Daniel Zagury w 1986 roku i Pradeep Seth w 2003. Hilary Koprowski, wybitny polski wirusolog i immunolog, twórca pierwszej doustnej szczepionki zapobiegającej chorobie Heinego-Medina, w 1949 roku jako pierwszy połknął przyrządzoną przez siebie miksturę zawierającą żywe, lecz osłabione wirusy polio. Jak wspomina, szczepionka miała smak tranu i nie wywołała żadnych przykrych efektów ubocznych. 20 lat później Koprowski wypróbował swoją szczepionkę przeciw wściekliźnie. Według profesora ryzyko, które podejmuje twórca, testując preparat na sobie, jest niewielkie w porównaniu z niebezpieczeństwem, że taka szczepionka mogłaby w ogóle nie powstać.

O CHLEBIE I WODZIE