Edward de Bono, maltański lekarz i światowej sławy autorytet w dziedzinie kreatywnego rozwiązywania problemów, opracował termin myślenia lateralnego (czyli równoległego lub myślenia w bok). Charakteryzuje się ono nowym spojrzeniem na sytuację, dostrzeżeniem dodatkowych możliwości, przeformułowaniem problemu, co daje szansę na rozwiązania go nowymi metodami. Myślenie to stoi w opozycji do myślenia wertykalnego (czyli w głąb), które polega na szukaniu rozwiązań szybkich, logicznych i zgodnych z posiadanymi wzorcami.

Jak sami sobie przeszkadzamy w kreatywnym myśleniu?

Zanim przejdziesz do dalszej części tekstu, zastanów się chwilę nad powyższym pytaniem. Znajdź jak najwięcej wyjaśnień i zapisz je.

Zwróć uwagę na jedną rzecz – z wiekiem nasza kreatywność słabnie. Bob McKim, amerykański naukowiec, który w latach 60. badał tę cechę na Stanford University, lubił robić ze swoimi studentami następujący eksperyment. Prosił ich o narysowanie na kartce w ciągu 30 sekund swojego sąsiada, siedzącego obok. Gdy studenci pokazywali sobie gotowe dzieła, pojawiało się dużo śmiechu, ale i wstydu. Właściwie za każdym razem McKim słyszał z sali słowo „przepraszam”, którym wymieniali się studenci. Dowodzi to, jak bardzo boimy się oceny naszych pomysłów. Ten strach powoduje, że myślimy zachowawczo, stosując sprawdzone schematy myślenia.

Myślenia logicznego i schematycznego uczymy się już w szkole – jak zadowolić nauczycieli, jak poprawnie narysować dom, jak zdać egzamin przy minimalnym wysiłku. Taki sposób myślenia ułatwia nam życie, ale zarazem uczy konformizmu. W przypadku konfliktu zamiast tworzyć rozwiązania, ścieramy się z innymi, za wszelką cenę udowadniając swoje racje. Poruszający się pod prąd buntownicy są bardziej kreatywni w rozwiązywaniu problemów, pomimo że – a może właśnie dlatego – gorzej opanowują obowiązujące „reguły gry”.

Stwórz warunki do kreatywnego myślenia

Gdyby dzieci przeprowadzały opisany wcześniej eksperyment McKima, świetnie by się przy tym bawiły i z dumą, bez cienia wstydu, pokazywałyby swoje pewnością dzieła każdemu, kto miałby ochotę popatrzeć. Bo w dzieciństwie byliśmy niesamowicie kreatywni, elastyczni w myśleniu i ciekawi świata.

Żeby twórczo radzić sobie z wyzwaniami dorosłego życia, czasem warto wrócić do tego stanu. Wiedzą o tym doskonale takie firmy jak Google czy Facebook, dla których kluczową wartością jest innowacyjność. Żeby stworzyć pracownikom przestrzeń do opracowywania niestandardowych rozwiązań, oferują ciekawie urządzone miejsca pracy, gdzie można poczuć się swobodnie i bezpiecznie. „W lobby poszczególnych budynków ustawione są stoły bilardowe – opisuje siedzibę Google w Mountain View w USA Justyna Jałowiec, dziennikarka Gazetapraca.pl – stoły do gry w ping-ponga, ogromne szachownice z pionkami. Na korytarzach pełno jest klocków Lego. Firma, niczym mama czterolatka, przyjęła też, że niektórzy, by efektywnie pracować, potrzebują uciąć sobie drzemkę. Na korytarzach gigantycznego kompleksu, w którym pracuje 8 tys. ludzi, stoją automaty do lodów włoskich, maszyny do popcornu i gofrów z dodatkami, lodówki pełne soków ze świeżo wyciskanych owoców oraz profesjonalne automaty do kawy”. Może wydawać się, że to przesadny luksus, który odciąga pracowników od ich zadań. Ciągły rozwój firmy Google i mocna pozycja w biznesie dowodzi, że twórcze miejsca pracy po prostu się opłacają.