SPÓR O PIETRUSZKĘ?

Wielu naukowców i czytelników nie podziela jednak tego zdania. Emocje towarzyszące sporowi były i są nadal ogromne. Czy to możliwe, by historia aż tak z nas zakpiła? By przez cztery stulecia za niedościgłego mistrza uważać handlarza zbożem z niedużej mieściny, gdy tymczasem prawdziwy geniusz przepadł w mrokach niepamięci? W materiałach z naukowych sesji, wywiadach z akademikami, wypowiedziach zwykłych miłośników literatury aż wrze. Oponenci zwalczają się z tak niesamowitą zajadłością, że nie sposób przejść obok całej sprawy obojętnie.Żeby przekonać się o tym, kto ma rację, najlepiej byłoby skorzystać z wehikułu czasu i przenieść się do Londynu z przełomu XVI i XVII wieku, ukryć gdzieś na widowni teatru Globe, np. podczas prób do „Hamleta”, i naocznie przekonać się, czy aktor odgrywający rolę ducha Ojca nie wtrąca się jakoś szczególnie do przebiegu próby, czy nie dyskutuje w kulisach z Richardem Burbage’em występującym w tytułowej roli. Ducha grał aktor Szekspir, to pewne. Jako autor z pewnością miałby wiele uwag do gry kolegów.

NIECHCIANY OŻENEK

De Vere miał 20 lat, gdy jego protektor postanowił ożenić go z własną córką. Byłoby to małżeństwo nobilitujące ród Cecilów, który co prawda mógł się poszczycić wpływami i majątkiem, ale do pierwszej ligi angielskiej arystokracji nie należał. Z tego też powodu Edward wzdragał się przed ożenkiem. Zwrócił się nawet do królowej Elżbiety z prośbą o interwencję. Wysunął dwa argumenty: mezalians i młody wiek dziewczyny (Anna miała zaledwie 14 lat). Królowa, która już wcześniej obiecała Cecilowi, że spełni jego zachciankę, wiła się jak piskorz. Odwlekła całą rzecz nieco w czasie, a gdy Anna skończyła 15 lat, nadała Cecilowi tytuł lorda Burghleya, by w ten sposób obalić oba argumenty. Trzeci, najważniejszy, nie został nigdy wyartykułowany. Edward obawiał się, i miał ku temu powody, że biorąc pod swój dach córkę Cecila, wprowadzi tam szpiega bezgranicznie oddanego swojemu zleceniodawcy, czyli ojcu. Chciał tego uniknąć za wszelką cenę, okazało się jednak, że nie ma wystarczającej siły przebicia. Małżeństwo zostało zawarte. Pokłosiem tej historii mógł być wątek Hamleta i Ofelii. Posłuszna ojcu dziewczyna, choć zakochana w księciu, stała się bezwolnym narzędziem w rękach Poloniusza. Przypłaciła to straszliwe rozdarcie obłędem i samobójstwem.

Z drugiej strony można by zakraść się do komnat Whitehall podczas występów trupy lorda Szambelana i przyjrzeć się, jak na wysiłki artystów reaguje bogaty, strojnie odziany arystokrata, ulubieniec królowej, Edward de Vere. Czy nie maskuje z trudem poczucia dumy na dźwięk padających ze sceny kwestii? Czy nie spogląda ze złośliwą satysfakcją na teścia, lorda Burghleya, którego chciał bezkarnie ośmieszyć w „Hamlecie” jako zakłamanego drania i szpicla? Niestety, ten sposób, choć jednoznacznie rozwiałby wszystkie wątpliwości, jest wciąż niedostępny. Jedyne co możemy zrobić, to przyjrzeć się bliżej argumentom stron w sporze.

Jako pierwsze narzuca się pytanie, kim, u diabła, był ten de Vere, hrabia Oksfordu, i czy przypadkiem jego największym atutem nie jest to, że ma żyjących krewnych, którzy chcą się ogrzać w blasku sławy autora „Romea i Julii”?