WYPASIONY KANDYDAT

Wiadomości na temat jego życia można odnaleźć sporo. Urodził się w 1550 roku. W hierarchii angielskiej szlachty plasował się na samym szczycie. Uzyskał staranne wykształcenie. Już jako ośmiolatek pobierał nauki w Cambridge, ojciec dbał też o jego rozwój fizyczny i rozrywki: jazda konna, polowania, sokolnictwo. Po śmierci ojca 12-letni Edward został oddany pod opiekę jednej z najbardziej wpływowych osób w królestwie, ministra Elżbiety I, Williama Cecila.

Pod okiem Cecila kontynuował naukę i poznawał życie dworskie. Opublikowana w 1563 roku sztuka „The Tragical History of Romeus and Juliet” opatrzona była nazwiskiem Arthura Brooka, ale powszechnie uznaje się ją za młodzieńcze dziełko Oksforda. W wieku 17 lat opublikował też tłumaczenie Owidiusza; dowiedziono, że i kilka późniejszych poematów oraz utworów epickich wyszło spod jego ręki.

Nie był typem człowieka pokornego. Ganiono go za arogancję, nieposłuszeństwo, awanturniczy styl życia. A mimo to królowa Elżbieta, gdy był już dojrzałym człowiekiem, przyznała mu roczną rentę w wysokości 1000 funtów, co stanowiło wówczas niemałą kwotę. Pobierał ją przez 18 lat, do końca swoich dni. Czemu zawdzięczał ten hojny gest? Zwolennicy teorii, że Szekspir był literackim pseudonimem de Vere’a, uważają, iż królowa wynagrodziła go w ten sposób za uprawianie w kronikach historycznych, zwłaszcza w „Henryku V”, patriotycznej propagandy. W okresie toczącej się wojny z Hiszpanią takie podbudowanie morale społeczeństwa było dla tronu bardzo cenne.

ILE OKSFORDA W SZEKSPIRZE

Jednym z najbardziej zagorzałych zwolenników teorii o autorstwie Oksforda był zmarły przed 10 laty amerykański pisarz Charles Ogburn. Wykonał prawdziwie benedyktyńską pracę, tropiąc zbieżności pomiędzy życiem Edwarda a wątkami szekspirowskich Wodramatów. Naliczył tych zbieżności kilkadziesiąt – świadczą one m.in. o tym, że życie członka społecznej elity w Anglii na przełomie XVI i XVII wieku nie było usłane różami.Wątki z życia hrabiego jak ulał pasują do motywów pojawiających się w tragediach (patrz ramki na poprzednich i na tej stronie).Ale to jeszcze nie wszystko. Dzieła „Szekspira” wyrosły z tradycji kultury europejskiej. Ten, kto je spłodził, znał pisma starożytnych Greków i Rzymian, odwoływał się do tragedii Sofoklesa, dialogów Platona i innych klasyków. Autor „Ryszarda III” gruntownie znał historię, prawo, bieżące stosunki polityczne, orientował się w zagadnieniach militarnych. Wiedział dużo na temat życia szlachetnie urodzonych, np. chętnie tworzył metafory odwołujące się do sokolnictwa. Angielscy filolodzy naliczyli w jego dziełach aż 29 tys. różnych słów, zasób naprawdę niezwykły, zważywszy że tłumaczenie Biblii pochodzące z tamtych czasów zawiera ich jedynie 5 tys. Jak to możliwe, żeby stratfordczyk, który miał zaledwie podstawowe (jeżeli w ogóle!) wykształcenie, posługiwał się tak bogatym słownictwem? Przyjęło się wprawdzie uważać, że uczęszczał do 14 roku życia do King’s School, gdzie mógł liznąć nieco łaciny i greki, zetknąć się z Plautem i Owidiuszem, niestety, żadne rejestry szkolne nie przetrwały. Nie ma też dowodów na to, by posiadał jakąkolwiek książkę lub korzystał z biblioteki.W annałach Stratfordu nazwisko Szekspir pojawia się raptem parę razy i to z bardzo prozaicznych powodów: nie zapłacił na czas podatku, a w 1604 r. sam pozwał miejscowego aptekarza o zapłatę za dostarczony słód. Jego śmierć w 1616 roku przeszła bez echa, gdy tymczasem pamięć innych poetów, którzy przekroczyli próg wieczności, czczono wzniosłymi elegiami.