Nie pomogło ani trwające ponad 2 lata śledztwo policji francuskiej, ani wznowione w styczniu 2004 i zakończone w grudniu 2006 r. niezwykle drobiazgowe dochodzenie Scotland Yardu. Wciąż co trzeci poddany brytyjskiej Korony podejrzewa, że Królowa Ludzkich Serc padła ofiarą spisku. Ktoś obliczył i media bezmyślnie to powtarzają, że powstało już ponad 36 tys. teorii, wyjaśniających „prawdziwe” okoliczności jej śmierci. Taka liczba to oczywiście absurd, gdyż samo wyliczenie tylu koncepcji wypełniłoby grubą książkę. Ale jeśli nawet ta liczba jest tysiąc razy mniejsza, wystarcza, by spiskowe teorie pobudzały wyobraźnię i stwarzały okazję do niezłego zarobku dla autorów sensacyjnych powieści, pseudobiografii czy scenariuszy filmowych. Przypomnijmy więc fakty, których nikt nie kwestionuje.

31 sierpnia 1997 r. Diana i ówczesny towarzysz jej życia Dodi al-Fayed wyszli z paryskiego hotelu Ritz. Wiedząc, że przed drzwiami czeka tłum paparazzich, skorzystali z tylnego wyjścia. Za kierownicą mercedesa 300 zasiadł Henri Paul, księżnej towarzyszył ponadto jej ochroniarz Trevor Rees-Jones. Fotoreporterzy nie dali się oszukać i, widząc odjeżdżającą limuzynę, ruszyli za nią. W tunelu Pont d’Alma rozpędzony samochód uderzył w betonowy filar. Al-Fayed i Paul zginęli na miejscu, Diana zmarła 3 godziny po przewiezieniu do szpitala, Rees-Jones został ciężko ranny.

Po stwierdzeniu zgonu i zbadaniu obrażeń ciało Diany zabalsamowano i przewieziono do Anglii. 6 września księżna Walii została pochowana w posiadłości rodu Spencerów – Althorp, na wysepce pośrodku sztucznego jeziora. Analizy laboratoryjne wykazały, że Henri Paul miał we krwi 1,7 promila alkoholu i śladowe pozostałości po lekach antydepresyjnych. Z badań śladów na jezdni wynikało, że samochód, który prowadził, jechał co najmniej z szybkością 160 km/h, biegli nie wykluczyli, że nawet 190 km.