TAJEMNICA BIAŁEGO FIATA

Wszystko wydawało się więc jasne. Jednak jeszcze przed pogrzebem Diany pojawiły się pierwsze wątpliwości dotyczące zarówno samego wypadku, jak i sposobu prowadzenia śledztwa. Początkowo były to czyste spekulacje. Zastanawiano się, dlaczego zmiażdżony samochód usunięto z tunelu już półtorej godziny po wypadku, i sugerowano, że chodziło o zatarcie śladów. W pośpiechu, z jakim balsamowano ciało księżnej, widziano z kolei zabieg mający uniemożliwić jego dokładne zbadanie. Oliwy do ognia dodała wiadomość o zaginięciu taśm z kamer w tunelu, na których podobno zarejestrowano moment wypadku.

Nie wiadomo, czy takie nagrania w ogóle istniały, ale pole do snucia teorii spiskowych zostało otwarte. Zwłaszcza gdy potwierdziły się pogłoski, że na miejscu wypadku bardzo szybko znaleźli się agenci brytyjskiego wywiadu MI6. Co prawda władze natychmiast wyjaśniły, że Diana – jak wszyscy członkowie rodziny królewskiej – podlegała z urzędu ochronie, jednak nie wszyscy dali wiarę, że chodziło tylko o rutynowe działania. Największe poruszenie wywołały opowieści o białym Fiacie Uno, który wyjechał z tunelu kilka sekund po wypadku. Do francuskiej prasy przeciekły informacje, że na roztrzaskanej masce mercedesa znaleziono ślady białego lakieru i okruchy szkła z reflektorów innego wozu. Świadkowie mieli zeznać, że widzieli w fiacie mężczyznę w wieku około 40 lat i dużego psa na siedzeniu.

Policja po kilku dniach ustaliła, że uno należało do paparazzo Jamesa Andansona. Fotograf przyznał, że był feralnego dnia w tunelu, jednak zapewnił, że nie brał udziału w kolizji. Na karoserii jego wozu odkryto odpryski ciemnej farby, ale ekspertyza wykluczyła, by pochodziły z mercedesa, którym jechała Diana. Tak przynajmniej głosił oficjalny komunikat. Jego wiarygodność została nadszarpnięta trzy lata później – 5 maja 2000 r. w lesie pod Nantes znaleziono spalony wrak samochodu. W środku znajdowały się całkowicie zwęglone zwłoki. Ich identyfikację umożliwiły dopiero testy DNA. Okazało się, że ofiarą jest 54-letni James Andanson. Miesiąc później trzech zamaskowanych mężczyzn włamało się do paryskiego biura agencji Sipa, dla której pracował. Zniknął jego laptop i twardy dysk z komputera stacjonarnego. Sprawców kradzieży nie znaleziono. Wyznawcy teorii spisku nie mieli wątpliwości, że byli to agenci tajnych służb – brytyjskich lub francuskich, a Andanson zginął, gdyż wiedział za dużo. Zdaniem policji i rodziny popełnił samobójstwo.