PODEJRZANA RODZINA

Nie ma przestępstwa bez motywu. Pierwszy i najczęściej podchwytywany trop wskazał ojciec Dodiego al-Fayeda, egipski miliarder, właściciel 7-piętrowego londyńskiego domu towarowego Harrods i klubu piłkarskiego Fulham, Mohamed al-Fayed. Jego zdaniem śmierć Diany była – jak to ujął na konferencji prasowej w Waszyngtonie – „morderstwem na tle rasowym”. Precyzując myśl, wyjaśnił, że brytyjska rodzina królewska chciała za wszelką cenę zapobiec małżeństwu księżnej Walii z jego synem. Gdyby do tego doszło, następcy tronu – książęta William i Harry staliby się bowiem pasierbami muzułmanina. Na to konserwatywni lokatorzy pałacu Buckingham nie mogli się zgodzić. Sugestia natychmiast znalazła zwolenników w świecie arabskim, egipski prawnik Nabih Alwasi pozwał do sądu królową Elżbietę II i zażądał niemal 200 tysięcy dolarów odszkodowania za udział w antyislamskim spisku.

Oskarżenie było tak idiotyczne i absurdalne, że musiało trafić na pierwsze strony tabloidów. Al-Fayedowi, który bez wątpienia stał za tą prowokacją, o nic innego nie chodziło – teoria spisku została nagłośniona i dotarła do milionów czytelników. Równolegle snuto spekulacje związane z księciem Karolem. Jeśli ktoś z rodziny krónalewskiej mógł mieć motyw do zbrodni – to przede wszystkim on. Po rozwodzie z Dianą stał bowiem przed dramatycznym wyborem – albo korona, albo małżeństwo z Camillą Parker- -Bowless. Brytyjski monarcha jest także głową Kościoła anglikańskiego i szanse, by tę godność otrzymał rozwodnik, który ożenił się po raz drugi, były znikome.

Śmierć Diany rozwiązywała wszystkie problemy – książę z napiętnowanego rozwodnika zmieniał się w godnego współczucia wdowca. Co więcej, mógł znów myśleć realnie i o koronie, i o ślubie z Camillą. W 2003 r. zwolennicy tej teorii uzyskali nieoczekiwane wsparcie. Dziennik „Daily Mirror” opublikował list, jaki 10 miesięcy przed śmiercią Diana napisała do zaufanego kamerdynera Paula Burella. Z listu wynikało, że księżna boi się o życie i przypuszcza, że ktoś próbował uszkodzić hamulce w jej samochodzie. W tekście znajdowało się imię lub nazwisko podejrzanego, jednak redakcja z obawy przed procesem zaczerniła je. Kamerdyner osobiście przekazał list redakcji, nie wyjaśnił jednak, dlaczego zrobił to dopiero 6 lat po wypadku.

CIĄŻA I WYWIAD

Oczywiście ani Elżbieta II, ani książę Karol nie organizowali zamachu osobiście. Od tego mają tajne służby. Mohamed al-Fayed wynajmował najlepszych detektywów, wydawał setki tysięcy funtów, by udowodnić, że w spisku maczali palce agenci MI6. Dwóch nawet zdemaskował, ale osiągnął niewiele – obaj przyznali, że faktycznie obserwowali Dianę, lecz robili to legalnie, zgodnie z przepisami o ochronie kontrwywiadowczej najważniejszych osób w państwie.

Szpiegowanie szpiegów nie było jednak całkowicie bezowocne. Detektywi odkryli bowiem, że księżnę podsłuchiwali agenci… wywiadu amerykańskiego. Gdy ta informacja trafiła do mediów, natychmiast pojawiły się sugestie, że spryciarze z MI6 dla całkowitego zatarcia śladów zlecili „brudną robotę” kolegom z CIA. W ten sposób spisek zaczął nabierać charakteru ogólnoświatowego. Kilka tygodni później wybuchła kolejna bomba – poważny dziennik „The Independent”, powołując się na anonimowego informatora w policji francuskiej, podał, że Diana w momencie śmierci była w ciąży. No i wszystko ułożyło się w spójną, spiskową całość. Ciąża oznaczała, że księżna poważnie myśli o wyjściu za Dodiego. Znaleziono nawet jubilera z Monte Carlo, który miał wziąć miarę z jej palca, by przygotować zaręczynowy pierścionek. Co prawda sam zainteresowany tego nie potwierdził, ale nie miało to już znaczenia dla twórców teorii. Według nich rozmowy kochanków podsłuchali Amerykanie, podzielili się informacjami z Brytyjczykami, ci przekazali je rodzinie królewskiej i zapadł wyrok. Po jego wykonaniu ciało Diany pośpiesznie zabalsamowano, gdyż formaldehyd uniemożliwia rozpoznanie wczesnej ciąży.

Dodatkowym argumentem na rzecz tej hipotezy stały się zdjęcia wykonane przez paparazzich na plaży w Saint Tropez, na których dostrzeżono lekko zaokrąglony brzuch księżnej. Protokół medyczny podpisany przez lekarkę Dominique Lecomte i stwierdzający jednoznacznie, że Diana nie była brzemienna, uznano za mistyfikację, której dokonał kolejny wywiad – tym razem francuski. Okazało się bowiem – i jest to jedyny stuprocentowo pewny element tego rozumowania – że kierowca Henri Paul był tajnym współpracownikiem francuskich służb specjalnych.