AGENT ZA KIEROWNICĄ

Po podjęciu decyzji o zamachu należało ją wykonać, co nie było łatwym zadaniem. W niemal wszystkich teoriach spiskowych, które wyjaśniają, jak tego dokonano, kluczową rolę odgrywa Henri Paul. Kamery w hotelu Ritz zarejestrowały kilka scen poprzedzających jego wyjście z hotelu. Zachowuje się zwyczajnie, porusza pewnie, nic nie wskazuje, by miał we krwi – jak wykazały pośmiertne analizy – 1,7 promila alkoholu. Dalsze rozważania idą w kilku kierunkach. Jedna z hipotez głosi, że Paul był trzeźwy w tunelu został potrącony przez inny samochód – tajemnicze białe uno. Przy ogromnej szybkości wystarczało muśnięcie, by stracił panowanie nad kierownicą i uderzył w stalowe przęsło. Dla udowodnienia, że to on zawinił, ponieważ prowadził w stanie kompletnego upojenia, podmieniono próbki krwi. Fotoreportera Andansona, który jechał tuż za mercedesem i mógł być świadkiem zamachu, zlikwidowano.

Według innej Paulowi podano środki odurzające o opóźnionym działaniu. Wyszedł więc z hotelu w pełni sił, a kilka minut później stracił kontrolę nad sobą i wozem. Śladu narkotyków nie wykryto w krwi, gdyż do badań przekazano fałszywą próbkę. Dlaczego jednak wywiad – francuski lub brytyjski – wybrał rozwiązanie, w którym musiał zginąć jego agent? Bo zdradził – odpowiada David Cohen, autor książki „Diana. Śmierć bogini”. Paul pracował oficjalnie jako szef ochrony Ritza, zarabiał około 30 tys. dolarów rocznie, ale zgromadził majątek wielokrotnie przekraczający jego dochody. Na kontach w zagranicznych bankach zdeponował ponad pół miliona dolarów. Skąd je miał? Cohen, a w ślad za nim inni łowcy sensacji, sugeruje, że działał na kilku frontach, być może również w świecie zorganizowanej przestępczości i handlarzy narkotyków. Gdy to odkryto, postanowiono za jednym zamachem rozwiązać 2 problemy – pozbyć się wiarołomnego agenta i niewygodnej księżnej.

ŻYDZI I „ŁOWCY SKÓR”

Stałym elementem większości teorii spiskowych jest obecność w nich Żydów. Nic zatem dziwnego, że i ten wątek pojawił się w rozważaniach nad przyczynami śmierci księżnej. Egipski dziennikarz Mohamed Ragab w książce „Kto zabił Dianę?” zasugerował, że głównym celem zamachu wcale nie była ona, lecz… Dodi al-Fayed, a mówiąc precyzyjniej: jego ojciec. Błyskotliwa kariera i fortuna zdobyta przez arabskiego biznesmena stanęła kością w gardle żydowskim konkurentom, zwłaszcza że działał w intratnej i zastrzeżonej ponoć dla nich branży handlowej. Nie ma skuteczniejszego sposobu ugodzenia ojca jak zabicie mu ukochanego syna. I tajne służby Izraela, być może we współpracy z MI6, zrobiły to. Śmierć Diany była natomiast tylko przykrywką, odwracającą uwagę śledczych od rzeczywistych powodów zamachu. Mohamed al-Fayed nigdy nie odciął się od tych sugestii, wręcz przeciwnie – wielokrotnie przedstawiał się jako ofiara rasistowskich uprzedzeń. Fakt, że książka ukazała się w jego ojczystym Egipcie, pozwala przypuszczać, że był jej inspiratorem.