Czarę goryczy władz brytyjskich przelały opowieści o „łowcach skór”. Według najbardziej szokujących teorii Diana mogła przeżyć wypadek, jednak potem ją po prostu dobito. Ratownicy mieli celowo opóźniać wydobycie ciała z rozbitego samochodu, zamiast przez kilka – robili to przez 35 minut. Potem podejrzanie długo powstrzymywali się przed podjęciem zabiegu przywracającego pracę jej serca, które w pewnym momencie przestało bić. Wreszcie zadziwiająco wolno jechali do szpitala – trasę z tunelu d’Alma do szpitala Pitié Salpetriere można pokonać nocą w 5 minut, tymczasem przejazd karetki trwał niemal pół godziny. Gdy dotarła do celu, na ratunek było już za późno. Nad „niesprawnym” przebiegiem akcji mieli cały czas czuwać agenci brytyjskiego wywiadu. Pod wpływem tak przerażających oskarżeń rząd premiera Blaira podjął pod koniec 2003 r. decyzję o wznowieniu śledztwa. Na czele ekipy dochodzeniowej stanął cieszący się wielkim autorytetem i nieposzlakowaną opinią emerytowany szef Scotland Yardu sir John Stevens. Prace ruszyły na początku następnego roku i trwały ponad 30 miesięcy. Zbadano wszystko – 6 tys. stron dokumentów z pierwszego śledztwa, zgromadzone wówczas dowody rzeczowe, rewelacje prasowe i relacje świadków. Szczególnie wnikliwie sprawdzano hipotezy o podmianie próbek krwi Henri Paula i ciąży Diany. W celach porównawczych pobrano materiał genetyczny od rodziców kierowcy i stwierdzono ponad wszelką wątpliwość, że do podmiany nie doszło. Analiza zachowanych próbek krwi księżnej wykluczyła, by spodziewała się dziecka.

Te jednoznaczne konkluzje znalazły się w raporcie końcowym, przedstawionym w grudniu 2006 r. O tym, że sir Stevens nie dopuścił się żadnych manipulacji, świadczyło potwierdzenie doniesień o podsłuchiwaniu Diany przez wywiad amerykański oraz tajnej współpracy Paula z wywiadem francuskim. Nie zmieniało to jednak faktu, że przyczyną wypadku była nadmierna prędkość i utrata panowania nad samochodem przez pijanego kierowcę. Autor raportu zdecydowanie odrzucił możliwość udziału osób trzecich w sprowokowaniu katastrofy. Mimo to co trzeci Brytyjczyk pozostał nieprzekonany.