Fizycy z University of St. Andrews opracowali wykrywacz bomb, który opiera się na wzajemnym oddziaływaniu półprzewodnikowego polimeru (polifluorenu) i cząstek trotylu. W przestrzeni nad urządzeniem wybuchowym zawsze unosi się chmura takich cząsteczek – wyjaśnia Graham Turnbull, jeden z autorów wynalazku. Gdy wchodzą one w kontakt z plastikową folią – podstawowym składnikiem laseru, rozpoczyna się proces przekazywania elektronów i emisja światła zostaje zahamowana.

W szeregu doświadczeń fizycy badali szybkość działania detektora. Intensywność promieniowania lasera po kontakcie z dinitrobenzenem, substancją pod wieloma względami podobną do trotylu, ulegała dość szybkim zmianom. Po 14 sekundach spadała ona do 20%, po 32 sekundach – do 40%. Według naukowców początkowe zaburzenia wywołane są wzajemnym oddziaływaniem dinitrobenzolu z powierzchnią plastikowej folii, a stabilizacja, do której dochodzi w ciągu 5 minut, jest związana ze zwolnieniem tempa przenikania cząsteczek w głąb półprzewodnika.

W warunkach rzeczywistych laserowy detektor powinien powracać do swoich parametrów jak najszybciej po wejściu w styczność z materiałem wybuchowym. Na razie całkowita regeneracja lasera w otwartej przestrzeni trwa 3,5 godziny, w kontakcie z czystym azotem czas ten ulega skróceniu do trzech minut, a w próżni - do zaledwie 20 sekund.

Autorzy laserowego detektora mają nadzieję na to, że w przyszłości laserowe czujniki będzie można wykorzystywać w zautomatyzowanych urządzeniach wykrywających bomby. Będą one odgrywały rolę „sztucznego nosa”, który wykryje nawet najmniejsze stężenia pary ładunków wybuchowych. Technologia ta zapewni lepsze bezpieczeństwo na lotniskach, pomoże w wykrywaniu ładunków wybuchowych wzdłuż dróg i min-pułapek.

źródło: www.st-andrews.ac.uk