W maju Tomasz Lagra będzie zdawał maturę. Na naukę poświęca sporo czasu, bo egzamin maturalny musi zdać dobrze, nawet bardzo dobrze. Inaczej nie przyjmą go do wymarzonej szkoły – tej w Dęblinie lub Rzeszowie. Jeszcze nie podjął decyzji, w której chce się uczyć latania, ale pewne jest, że latać będzie.

Zaczęło się od konkursu przyrodniczego, był wtedy w czwartej klasie podstawówki. W nagrodę za zwycięstwo w konkursie poleciał z nauczycielką na wycieczkę do Paryża. Na lotnisku, po wylądowaniu, kapitan zebrał dzieciaki i zaprowadził do kabiny pilotów. Jedenastoletni Tomek usiadł w fotelu kapitana, spojrzał na świat przez szybę kokpitu i pomyślał, że to fajna praca – kto nie chciałby mieć biura z takim widokiem za oknem?

Żeby ponownie spojrzeć na świat z kabiny pilota, czekał sześć długich lat. Krótko po siedemnastych urodzinach pojechał na badania lekarskie, nie bez obaw, bo nie wiedział, jak lekarze zareagują na jego alergię pyłkową. Na szczęście okazało się, że alergia przekreśla szanse jedynie na karierę pilota wojskowego. Za sterami samolotów cywilnych pilot z alergią może siadać bez obaw. Pozostało mu tylko przekonać rodziców, by sfinansowali kurs.

NIE MATURA, LECZ CHĘĆ SZCZERA…
We wrześniu 2013 roku zaczął szkolenie teoretyczne. Już w listopadzie, mając za sobą 40 ze 100 godzin wykładów na licencję turystyczną, po raz pierwszy usiadł za sterami Cessny 152, dwuosobowej awionetki. I po raz pierwszy, będąc w powietrzu, mógł spojrzeć na świat nie przez szybę boczną, jak pasażer, ale przez przednią, jak pilot.

Jeszcze większa euforia towarzyszyła mu, gdy po raz pierwszy wystartował Cessną sam, bez instruktora. Nie miał jeszcze licencji, ale po wylataniu określonej liczby godzin możliwe są krótkie samodzielne loty szkoleniowe. Pierwszy samodzielny start, pierwszy krąg nad lotniskiem i pierwsze samodzielne lądowanie to momenty niezapomniane, wręcz magiczne. Dla każdego pilota, bez wyjątku. Pamiętają je nawet ci najbardziej doświadczeni, z tysiącami godzin w powietrzu.

Potem poszło już szybko. W lipcu ubiegłego roku zdobył licencję turystyczną. I lata dalej. Każda godzina lotu kosztuje 380 złotych, więc nie może poszaleć, ale stara się, by przynajmniej raz czy dwa razy w miesiącu usiąść za sterami Cessny. W wakacje chce zdobyć uprawnienia na Kolibra – czteromiejscowy samolot. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, zrobi to jeszcze przed 19. urodzinami.

Jego młody wiek nie dziwi. Są od niego młodsi, bo za sterami samolotu można usiąść wcześniej niż za kierownicą samochodu.

Żeby zacząć kurs teoretyczny, wystarczy mieć wykształcenie gimnazjalne, loty samodzielne może odbywać każdy, kto skończy 16 lat, a licencjonowanym pilotem może zostać już siedemnastolatek. Wystarczy, że zaliczy stugodzinny kurs teoretyczny, przyswoi wiadomości m.in. z nawigacji, meteorologii, budowy samolotów, prawa lotniczego, łączności czy procedur lotniczych; w ciągu trzech dni zda dziewięć egzaminów, po trzy każdego dnia. A potem wylata jeszcze minimum 45 godzin i zda w powietrzu egzamin praktyczny.