Przed kilku laty wróżono, że smartfony mogą zagrozić pozycji popularnych aparatów cyfrowych.

Podkreślamy – popularnych, bo oczywiście telefon kontra lustrzanka to porównanie tyleż śmieszne, co niewłaściwe. Czy wróżby się jednak sprawdziły? Oczywiście. Okazuje się, że połączenie inteligentnego telefonu i cyfrówki działa lepiej niż bardzo dobrze.Tak jest w przypadku Huawei P10, który miał swoją polską premierę tej wiosny. Smartfon – znany z reklamy z Robertem Lewandowskim – ma jednak nieco inne rozwiązania niż w modelach konkurencji.

Konkretnie chodzi o jego aparaty opracowane we współpracy z legendarną firmą Leica. Producent obiecywał „możliwość wykonywania zdjęć o jakości porównywalnej z profesjonalnymi aparatami fotograficznymi” i... słowa dotrzymał. Sprawdziliśmy na własnej skórze, że cyfrówka z obiektywem o jasności F/2.2 i dwiema matrycami – 12-megapikselowa RGB (kolor) i 20-megapikselowa monochromatyczna – naprawdę działa. Inżynierowie Huawei użyli sprytnego algorytmu, który – dla świetnej jakości zdjęć – łączy dane z obydwóch matryc.

Ponieważ mamy czasy tzw. selfie i robimy też chętnie portrety producent wyposażył P10 w wyjątkowy tryb portretowy (żeby efekt był lepszy, czujnik zamontowany we wnętrzu telefonu zbiera informacje o 190 cechach związanych z mimiką i kolorystyką twarzy). Przedni aparat, właśnie ten do selfie i również certyfikowany przez Leica, współpracuje z kolei z matrycą o rozdzielczości 8 megapikseli i ma obiektyw jasności F/1.9. P10 rozpoznaje samo- czynnie, czy w kadrze znajduje się jedna czy więcej osób (a gdy tak jest, włączy tryb szerokokątny). Do tego na pokładzie mamy system stabilizacji obrazu, możliwość edycji punktu ostrości i eleganckiego rozmycia tła już po wykonaniu zdjęcia oraz 4 gigabajty pamięci RAM i 64 GB pamięci wewnętrznej.

A poza wszystkim Huawei P10 to smartfon, czyli i pogadać się da, i posurfować w internecie. Wyślecie nim przelew, znajdziecie drogę do celu z użyciem przenośnej nawigacji i wiele innych. Aparat, nawet lustrzanka, tego nie potrafi.