Maria bez parytetów

Z Małgorzatą Sobieszczak-Marciniak, byłą dyrektor Muzeum Marii Skłodowskiej-Curie w Warszawie, rozmawia Adam Węgłowski.

W biografii Skłodowskiej-Curie jest wiele wątków w Polsce zapomnianych, np. że podczas I wojny światowej z narażeniem życia jeździła samochodem z aparatami rentgenowskimi pod Verdun. Specjalnie po to zrobiła prawo jazdy!

Żeby dostać się wtedy na front, należało uzyskać pozwolenie ministra wojny. Maria była tak „namolna”, że w końcu je dostała. W ministerstwie mieli już dość tej „potwornej baby”, jak mówili. Chcieli, żeby sobie poszła. Nieważne, czy coś się jej stanie, czy zginie. Ważne było, żeby już ich nie nękała. Maria wiedziała, że jeżeli człowiek chce coś osiągnąć, musi być uparty i dać z siebie wszystko. Myślę, że to dlatego jest obecnie bardzo popularna w Azji, szczególnie w Japonii.

Właśnie: jak mamy mieć nowe Skłodowskie-Curie, skoro jej biografia jest lekturą w szkołach w Japonii, ale nie u nas?

Kiedy w 1999 r. byłam w Japonii z wystawą o Marii w Muzeum Nauki w Hamamatsu, zwiedziły ją tysiące ludzi. Byli zafascynowani Marią, bo potrafiła dojść do celu, a jednocześnie pozostała normalną kobietą. Kochała teatr i muzykę. Przyjaźniła się z Einsteinem. Polacy bardzo kiepsko ją znają. Podczas Nocy Muzeów widać, jak ludzie są zaskoczeni tym, czego dowiedzieli się o Marii. Kojarzyli odkrycie polonu i radu, badania nad rakiem. Ale nie wiedzieli, że dzięki jej pracy mogły się rozwijać nowe kierunki, np. fizyka nuklearna czy medycyna jądrowa.

W polskiej szkole na fizyce nie ma eksperymentów, nic się nie dzieje. Na chemii wspomina się o Marii w wąskim zakresie. Mówi się o niej trochę na historii i języku polskim. Nie pomagają też media. Pamiętam, jak w 1995 r. przenoszono prochy Marii do paryskiego Panteonu. Była pierwszą kobietą, i do tego nie urodzoną we Francji, którą spotkał ten zaszczyt. Zadzwoniłam wtedy do radia i zapytałam, czy o tym wiedzą. Odpowiedzieli, że to nie jest interesująca informacja, bo ktoś gdzieś właśnie podłożył bombę. Jak tak dalej pójdzie, to Polkom i parytety nie pomogą!

Może dlatego, że u nas uwielbia się bohaterów przegranych, umęczonych, martwych?

Tak, gdyby życie Marii ucięło się szybko, nagle i tragicznie, to na pewno byłaby w Polsce prawdziwą bohaterką narodową.

Jak nikt nadaje się na patronkę ruchów feministycznych w Polsce. Co zwyciężczyni w rankingu magazynu „New Scientist” na uczoną wszech czasów powiedziałaby na temat parytetów?

Współczesne feministki często biorą Marię za przykład. Całkiem słusznie – przy założeniu, że feminizm walczy o zrównanie szans kobiet i mężczyzn. Na pewno jednak nie było w Marii oczekiwania, że należy się jej więcej z tego powodu, że jest kobietą. Parytetów chybaby nie chciała. Uważała, że trzeba włożyć dużo wysiłku, żeby coś osiągnąć. Było jej trudniej, ale jednak udało się jej zdobyć więcej niż komukolwiek. Jest jedynym naukowcem, który zdobył Nagrody Nobla w dwóch dziedzinach: w fizyce i chemii. I dokonała tego we Francji, gdzie kobiety były traktowane mniej serio niż w Polsce! U nas po powstaniach na nich właśnie często spoczywał obowiązek utrzymania rodziny, wychowania dzieci, opieki nad majątkiem. Spokojnie „dorównywały” więc w wielu aspektach mężczyznom, a ci to tolerowali. Natomiast we Francji, nawet jeśli kobieta mogła pracować, pieniądze musiała oddawać mężowi. Jeśli przyłapano ją na cudzołóstwie, czekał ją rozwód i szykany. Kiedy Maria – już wdowa – miała romans z żonatym fizykiem Paulem Langevine’em, piętnowano przede wszystkim ją! Odradzano jej nawet odbiór drugiej Nagrody Nobla w 1911 r. Co ciekawe, po wielu latach Helena Joliot-Curie, wnuczka Marii, wyszła za mąż za Michela Langevine’a, wnuka Paula. Oboje są fizykami nuklearnymi.

Skłodowska-Curie to najbardziej znamienita Polka i warszawianka w historii. Ale nie jest to fakt szeroko znany na świecie. Zresztą nawet swoją ulicę w stolicy ma dosyć skromną...

Maria ma krótką ślepą uliczkę – koło Instytutu Onkologii (dawniej Radowego) przy ul. Wawelskiej. Obok stoi pomnik. Natomiast jej zięć noblista Fryderyk Joliot-Curie ma sporą ulicę na Mokotowie. A jej córka noblistka Irene Joliot-Curie nie ma w Warszawie nic... Z kolei wśród obcokrajowców wciąż niewystarczająca jest świadomość, że Maria Curie i Maria Skłodowska-Curie to ta sama osoba, Polka.