Zespół naukowców kierowany przez Ronalda Amundsona z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley stwierdził, że przed wieloma laty na Marsie padały  deszcze. Do takiego wniosku naukowcy doszli, podsumowując i analizując dane zebrane przez pięć marsjańskich misji, mających na celu badanie tej tajemniczej planety. Chodzi o informacje o Marsie dostarczone przez najnowszą sondę Phoenix, lecz także przez starsze Spirit, Opportunity, Pathfinder oraz Viking.

          Dopiero niedawno okazało się, że gleba na Marsie nadaje się pod uprawę niektórych rodzajów roślin, wykazując niezwykłe podobieństwa do podłoża ziemskiego, głównie do gleb występujących na Antarktydzie. Niedawno znaleziono kolejne podobieństwa łączące Czerwoną Planetę z jej zieloną siostrą. Okazało się, że we wszystkich próbkach gleby, zebranych na Marsie, znajdują się podobne związki chemiczne – siarczany i chlorki. Siarczany mają przy tym tendencję do osiadania bliżej powierzchni, natomiast stężenie chlorków zwiększa się wraz ze wzrostem głębokości. Dokładnie tak samo zachowują się te związki chemiczne w suchym podłożu Antarktydy i na pustyni Atakama w Ameryce Południowej. Pomimo tego, że deszcze na tych obszarach są rzadkością, to właśnie opady atmosferyczne wpływają na takie a nie inne rozmieszczenie soli w glebie. W ciągu milionów lat krople wody stopniowo przenoszą bardziej rozpuszczalne chlorki wewnątrz gruntu, a mniej rozpuszczalne siarczany pozostają przy powierzchni.

          Amundson wraz z innymi naukowcami twierdzi, że około 3 mld lat temu wielkie masy ciekłej wody (wody gruntowe) istniejące na Marsie uległy zamrożeniu lub wyparowały. Wody te pozostawiły po sobie charakterystyczną rzeźbę terenu. Amerykańscy naukowcy są zdania, że po zniknięciu tych potężnych potoków wody na Marsie rozpoczął się długi okres rzadkich opadów atmosferycznych, które powoli zmieniły skład chemiczny gleb powierzchniowych. JSL

www.berkeley.edu