Chwieje się jeden z ostatnich przyczółków brytyjskiego kolonializmu. Prawdopodobnie już całkiem niedługo straże przed Pałacem Buckingham zostaną pozbawione słynnych niedźwiedzich czap, które interesują głównie turystów. Zamiast nich dostaną przypuszczalnie syntetyczny ersatz w postaci czapek uszytych ze sztucznego, czarnego, nylonowego misia. A czapki z takiego misia, to już nie to samo. Rzecz wzięła się stąd, że brytyjskie ministerstwo obrony ugięło się wreszcie pod naciskiem protestujących aktywistów z organizacji PETA (People for the Ethical Treatment of Animals - Ludzie na rzecz etycznego traktowania zwierząt). Ekolodzy argumentowali, że w dzisiejszych czasach nie uchodzi mordowanie północnoamerykańskich baribali w Kanadzie tylko po to, aby ich futro mogło zaspokoić królewską fanaberię. Resort co roku kupuje od 50 do 100 niedźwiedzich skór i używa ich do reperacji istniejących czap lub produkcji nowych. Jedna czapa kosztuje dziś 1100 dolarów, a wytrzymuje w służbie królowej średnio 40 lat. I mimo, że misiom nie grozi wymarcie ministerstwo będzie szukać materiału syntetycznego, równie wytrzymałego, jak niedźwiedzie wyprawione futro. Jednak można się spodziewać, że podobnego materiału nikt nie produkuje i legendarne osiemnastocalowe włochate czapki staną się prędko pokarmem moli w muzeach. A strzegące królowej wojsko należące do ośmiu regimentów zacznie wyglądać, jak podobne straże w innych częściach cywilizowanego świata. h.k.