Nie była im jednak pisana wspólna przyszłość. Choć Lassalle miał gorącą głowę, sprawę z Heleną postanowił załatwić jak najbardziej legalnie, tzn. poprosić oficjalnie o jej rękę. Tatuś arystokrata z założenia nie lubił Ferdynanda, jako że ten był socjalistą. Lassalle tymczasem uparł się na to rodzicielskie przyzwolenie, a to już nie spodobało się Helenie. Ona chciała przygód, uciec z nim choćby zaraz, daleko, na koniec świata, albo przynajmniej do Francji lub Włoch. Lassalle’owi udało się jednak przekonać przyszłego teścia, a to już kompletnie rozwścieczyło ukochaną. Porzuciła Ferdynanda i wróciła do poprzedniego narzeczonego Yanko von Racowitza. Zrozpaczony Lassalle zaczął słać obelżywe listy, zarówno do przyszłego teścia, jak i do obecnego narzeczonego byłej narzeczonej. W końcu został wyzwany na pojedynek. Jeszcze niedawno, dla zasady odmówiłby wzięcia udziału w pojedynku, tym razem szedł na niego prawie z radością. Mimo pewnych problemów ze znalezieniem sekundantów, 28 sierpnia 1864 roku w Genewie przeciwnicy oddali do siebie pierwsze strzały.

Lassalle został trafiony, cierpiał tak bardzo, że ból mogły uśmierzyć tylko silne dawki opium. Rana okazała się jednak śmiertelna. Zmarł cztery dni później. Helena wyszła za mąż i po roku została wdową. Yanko zmarł na gruźlicę. O tym, że miłość do młodych piękności może mieć zabójczy koniec, przekonał się również Aleksander Puszkin. W 1829 roku zakochał się w pięknej szesnastolatce Natalii Gonczarowej i poślubił ją dwa lata później. Młoda żona była istotką dość frywolną, otaczał ją bez przerwy krąg wielbicieli. Bywała na niemal każdym balu w carskim pałacu. W końcu wybuchł skandal. Po mieście zaczęła krążyć plotka o rzekomym romansie Natalii z przystojnym baronem Georges’em d’Anthes. Trzeba przyznać, że oficer adorował śliczną mężatkę w sposób, który Puszkina doprowadzał do wściekłości. Czary goryczy dopełnił anonimowy list do poety.

Biografowie Puszkina spierają się o to, czy małżeństwo d’Anthesa z siostrą Natalii zostało zawarte po to, aby stłumić plotki, czy też adorator chciał być jeszcze bliżej żony Aleksandra. Ślub odbył się w styczniu 1837 roku, zaś Puszkin postanowił bronić honoru swojej żony już w lutym. D’Anthes, jako obrażony, strzelił pierwszy, raniąc przeciwnika w podbrzusze. Poeta oddał strzał, zaledwie drasnąwszy oficera w prawą rękę. Lekarze twierdzą, że gdyby Puszkin pojedynkował się dzisiaj, udałoby mu się przeżyć. Uratowałaby go szybka operacja i antybiotyki. Poeta zmarł dwa dni po pojedynku, 10 lutego 1837 roku. Car kazał go pochować bez rozgłosu, spłacił jego długi i zapewnił Natalii pensję. Wkrótce zaczęła krążyć kolejna plotka – jakoby Adam Mickiewicz wyzwał na pojedynek zabójcę Puszkina. Sam zaś d’Anthes musiał wyjechać z Rosji.

Wielu badaczy literatury twierdzi dziś, że dał swoje nazwisko Edmondowi Dantesowi, głównemu bohaterowi powieści Aleksandra Dumasa „Hrabia Monte Christo”. Inni sugerują, że d’Anthes był niewinny, zaś intrygę uknuło dwóch homoseksualistów z książęcymi tytułami, którzy chcieli się zemścić na baronie za jego przygodę z ambasadorem Holandii.

NIE STRZELAM BEZ KALOSZKÓW

Nie minęło kilkadziesiąt lat, a w tym samym miejscu, w którym kiedyś Puszkin strzelał się z d’Anthesem, nad Czarną Rzeką w Sankt Petersburgu, do pojedynku stanęło dwóch znakomitych poetów. Mikołaj Gumilow i Maksymilian Wołoszyn zamierzali walczyć oczywiście z powodu kobiety. Tyle, że ta kobieta nigdy nie istniała, a i do pojedynku właściwie nie doszło. Wszystko zaczęło się w sierpniu 1909 roku, kiedy do słynnego rosyjskiego magazynu „Apollon” zaczęły przychodzić tajemnicze listy na perfumowanym papierze. Ich autorka, jak przypuszczano, piękna kobieta o ciemnych oczach, nie chciała się ujawniać ze względu na pewien sekret z przeszłości. Wkrótce wyszło na jaw nazwisko owej damy. Była to baronowa Cherubina de Gabriak, mówiąca po rosyjsku panna polsko- francuskiego pochodzenia, której rodzina – ze względu na wspomniany już sekret – ograniczała jej kontakty z otoczeniem. Cherubina pisała poruszające wiersze, i wkrótce rozbudziła miłość innych autorów „Apollona”. Zakochany w jej poezji Mikołaj Gumilow zaczął pisywać do poetki namiętne listy, na które ona równie namiętnie odpowiadała.

Po kilku miesiącach okazało się jednak, że ktoś taki jak Cherubina nie istnieje, autorką wierszy była zaś niepełnosprawna nauczycielka, której pomagał redaktor „Apollona”, poeta Maksymilian Wołoszyn. Gumilow poczuł się upokorzony. Jego listy miłosne mogły przecież być czytane przez Wołoszyna i kto wie, czy na niektóre sam nie odpowiadał. Nauczycielka zaklinała się jednak, że owe listy pisała sama, zdawała sobie jednak sprawę, że kiedy Gumilow ją zobaczy, namiętny romans może się skończyć. Pojedynek wisiał w powietrzu. 22 listopada 1909 roku Gumilow i Wołoszyn szli naprzeciwko siebie nad jeszcze skąpaną we mgle Czarną Rzeką. Wołoszynowi nie uśmiechał się wcale pojedynek, wymyślił więc... poszukiwania buta. Oświadczył, że w drodze nad rzekę zgubił w błocie kaloszka i nie zamierza się strzelać, dopóki nie znajdzie buta. Do poszukiwań włączyli się dwaj sekundanci, a po kilkunastu minutach i zrezygnowany Gumilow. Kiedy nieoczekiwanie kalosz się odnalazł, o pojedynkowaniu się nie było już mowy. Atmosfera napięcia pękła jak mydlana bańka, przeciwnicy zawarli rozejm, jednak ich przyjaźń została odnowiona dopiero po 12 latach, na kilka miesięcy przed śmiercią Wołoszyna.