Kurort Pattaya nad Zatoką Tajlandzką od lat uznawany jest za stolicę światowej seksturystyki. Opowieści o pięknych dziewczętach i młodych mężczyznach gotowych na wszystko już w 2007 roku przyciągnęły tu rekordową liczbę przyjezdnych – miasto odwiedziło wówczas ponad 6,5 mln turystów z całego świata. Na ulicach Pattayi bez trudu można usłyszeć także język polski. Bo choć nikt tego oficjalnie nie przyzna, to tajemnicą poliszynela jest, że spragnionym seksualnych wrażeń klientom pracownicy biur podróży polecają właśnie to tajlandzkie miasto.

 

Sekssafari

Początek takiej sławy Pattayi sięga lat 60. ubiegłego wieku, kiedy cielesnych uciech szukali tu amerykańscy żołnierze walczący w Wietnamie. Dziś za pieniądze można w tym „występnym” kurorcie dostać niemal wszystko, a swoje ciała sprzedają nawet nieletni, chociaż to w Tajlandii zakazane. Niemal każda barmanka czy kelnerka jest prostytutką. Dziewczynie należy zapłacić „za usługę”, postawić drinka, ale też – jeśli jest zatrudniona w lokalu – dać „wykupne”, aby mogła opuścić na jakiś czas miejsce pracy.

Tajlandia to jednak nie jedyny cel seksturystów. Mapę światowych centrów uciech tworzy organizacja Fondation Scelles, która zajmuje się monitorowaniem zjawiska prostytucji i handlu ludźmi na świecie. Autorzy raportów Fondation Scelles wyliczają, że na całym świecie prostytucją para się co najmniej 40 mln ludzi, głównie młodych kobiet. Nie pozostawiają żadnych złudzeń wierzącym w bajki o dziewczętach, które z własnej woli handlują swoim ciałem – 9 na 10 prostytutek jest w różny sposób przymuszanych do tego, co robią.

Ludzie z Fondation Scelles seksturystów dzielą na dwie kategorie: tych, którzy z góry opłacają cel swojej wizyty za pośrednictwem internetu (takie wakacje bez problemu można kupić na przykład w Kenii), oraz tych, którzy jadą na swoiste „sekssafari”. Ci po prostu kierują się do miejsc, które słyną z obfitości seksualnych usług i odwiedzając liczne bary czy hoteliki, szukają swojej „zdobyczy”. Seksturystyka nie jest wcale zjawiskiem nowym. O egzotycznych wakacjach i seksualnych rajach nader chętnie donosiły modne w latach 90. pisemka erotyczne.

„Cats” – skandynawski magazyn erotyczny, obecny niegdyś w każdym kiosku „Ruchu”, w sierpniowym numerze z 1991 roku zachęcał do wyjazdu na hiszpańskie plaże w rejonie Torremolinos: „Przeważająca część turystów pochodzi obecnie z Madrytu i Barcelony. Nie brakuje jednak też Skandynawów, Anglików i Niemców. Nie sądź, że tylko dziewczyny z Północy są dobre w łóżku. Hiszpanki w niczym obecnie nie ustępują swoim skandynawskim koleżankom, a ich zaletą jest to, że mają kompletnego bzika na punkcie przybyszy z Norwegii, Szwecji czy Danii (…). W klubie nie brakuje eksluzywnych pań. Ażeby je jednak kupić, musisz wydać majątek na drinki (…) Gdy cię na to nie stać, możesz oczywiście pójść do łóżka z dziewczyną brzydką i nie dbającą o higienę. Wy- bór należy do ciebie”.