RENDEZ-VOUS Z HITLEREM

Pod urokiem Marthy był również pianista Hitlera Ernst „Putzi” Hanfstaengl, który postanowił wyswatać Dodd z samym… kanclerzem III Rzeszy. Jak zapisała w swych wspomnieniach „My Years in Germany”,
Hanfstaengl przekonywał ją, że „Hitler potrzebuje kobiety, powinien związać się z Amerykanką – urocza kobieta mogłaby wpłynąć na bieg historii Europy. Martha, ty jesteś tą kobietą”. Sugestia „Putziego” połechtała ego Dodd, która była „podekscytowana możliwością spotkania przywódcy”.

Do zaaranżowanej rozmowy z Führerem doszło w hotelu Kaiserhof 8 października 1933 roku. Przygotowując się do rendez-vous Martha wzięła pod uwagę obowiązujący wówczas „ideał” Niemki. Jak zanotowała w swych wspomnieniach, naziści woleli, by „na ich kobiety patrzono, lecz niekoniecznie
z nimi rozmawiano”, miały być „dodatkiem do wspaniałych mężczyzn, którym towarzyszą”. Z tego względu Amerykanka postanowiła zrezygnować z mocnego makijażu i ubrać się skromnie. Kanclerz zjawił się w hotelowej restauracji w otoczeniu nieodzownej świty i usiadł przy stoliku sąsiadującym z zajmowanym przez Dodd i „Putziego”. Po chwili zaprosił do siebie polskiego śpiewaka Jana
Kiepurę, z którym żywo dyskutował na temat muzyki. „Putzi” niezwłocznie przedstawił Marthę Hitlerowi. Ten ostatni ucałował dłoń Amerykanki i powiedział kilka miłych słów. W podjęciu rozmowy przeszkadzały
braki językowe obu stron. Mimo prywatnych lekcji Dodd słabo w tym czasie władała językiem niemieckim, Hitler zaś nie mówił po angielsku.

Z tego względu Martha postanowiła skupić się na kontemplowaniu fizjonomii kanclerza. Przede wszystkim zwróciła uwagę na spojrzenie Hitlera, które „było nie do zapomnienia, wręcz hipnotyczne”. Kanclerz „tego konkretnego popołudnia był szczególnie delikatny i skromny w swoich manierach”.
Martha odniosła wrażenie, że Hitler był z natury nieśmiały i czuł się niepewnie spotykając cudzoziemców. „Trudno było mi uwierzyć, że ten mężczyzna to jeden z najpotężniejszych ludzi w Europie (…), inne nacje bały się go i jego wzrastających w siłę »nowych Niemiec«. Wydawał się skromny, mieszczański, raczej nudny i nieśmiały (…), z tą dziwną delikatnością i atrakcyjną bezradnością. Tylko w szalonych, płonących oczach widać było (zapowiedź – P.S.) strasznej przyszłości Niemiec”.