ZOFIA ROKITA: Czy odżywianie ma wpływ na psychikę?

MAGDALENA JARZĘBOWSKA: Niebagatelny. To, co zjadamy, wpływa na każdą komórkę naszego ciała, więc także na pracę mózgu i emocje.

Z.R.: Czym karmi się nasz mózg?

M.J.: To nasz panel sterowania, który zużywa ponad 20 proc. energii dostarczanej całemu ciału. Do życia potrzebuje przede wszystkim tlenu i cukru, a o jego kondycji decydują składniki mineralne i witaminy. Im bardziej mózg jest zaangażowany, tym więcej cukru potrzebuje – najmniej, kiedy śpimy, wtedy odpoczywa, chociaż nie jest całkowicie wyłączony z pracy. Natomiast najbardziej energochłonny jest podczas pracy intelektualnej i w sytuacjach stresowych – zapotrzebowanie na glukozę jest wówczas ogromne.

Z.R.: Ja od razu myślę wtedy o czekoladzie...

M.J.: Tak, wiele osób w sytuacjach wielkiego napięcia czy dużego intelektualnego wyzwania sięga po czekoladę. Ja też nieraz tak robię i nie mam z tego powodu wyrzutów sumienia, bo wiem, że kostka czekolady mi pomoże. Taki zastrzyk cukru działa, ale tylko na krótko, ponieważ po szybkim wzroście poziomu glukozy we krwi następuje równie szybki jego spadek i utrata energii. Przypomina to fajerwerki i jest wątpliwą strategią długoterminową. Dlatego tak ważne są rodzaj i jakość glukozowego paliwa, które dostarczamy mózgowi na co dzień. Dietetycy zalecają, by czerpać je przede wszystkim z węglowodanów złożonych, które – zamiast spektakularnego, ale krótkotrwałego efektu – mozolnie i stopniowo uwalniają glukozę do krwi, nie powodując nagłych wahań jej poziomu. Bo kiedy mózg znajduje się na cukrowej kolejce górskiej, może wysyłać do organizmu sygnały, które odczuwamy jako dyskomfort psychiczny lub fizyczny

Z.R.: Na przykład?

M.J.: Rozdrażnienie, podenerwowanie, kłopoty z koncentracją, z pamięcią, niepokój czy bóle głowy, a nawet stany obniżonego nastroju. Pojawić się też mogą napady obżarstwa.

Z.R.: Czy dieta może pomóc zniwelować takie stany?

M.J.: Oczywiście. Niestety, coraz trudniej o pokarm naprawdę dobrej jakości, ale przy odrobinie chęci powinniśmy dać radę oddzielić ziarno od plew. Pamiętajmy, że im mniej przetworzone produkty jemy, tym większą mamy kontrolę nad ich jakością. Im krótszy jest termin jakiegoś produktu do spożycia, tym mniej środków konserwujących zostało użytych w procesie jego produkcji. I wreszcie, im krótsza lista składników na liście produktu finalnego, tym mniej chemii dostaje się do naszego organizmu. I jeszcze jedno: mikroelementów i witamin szukajmy głównie w świeżych owocach i warzywach, a nie w suplementach diety. 

Z.R.: Powiedziała pani, że mózg zużywa ogromnie dużo energii w sytuacjach napięcia. A przecież żyjemy w ciągłym pośpiechu, robimy stale kilka rzeczy naraz i jesteśmy narażeni na permanentny wręcz stres, od którego trudno uciec.

M.J.: To prawda, trudno komukolwiek radzić, by się odizolował od źródeł stresu, bo we współczesnym świecie jest to prawie niemożliwe. Możemy się jednak nauczyć, jak reagować na stres, odróżniać stresory niezależne od nas od tych, na które mamy wpływ. Poziom stresu to zjawisko subiektywne. Ta sama sytuacja przez jedną osobę może być odebrana jako nieznacząca i błaha, a dla innej będzie obciążeniem ponad miarę. Są ludzie, którzy bardziej niż inni interpretują otaczający ich świat jako stresujący, zagrażający. Czasami sami tworzą sobie taki obraz rzeczywistości.

Z pewnością każdy zna osobę, która ma tendencję do wyolbrzymiania trudności czy zagrożeń lub zadręcza się rzeczami, na które nie ma realnego wpływu. W swoim psychodietetycznym gabinecie spotykam się często z kobietami, które nadmiernie przeżywają pewne sprawy, tworząc sobie tym samym stresory. Jedną z przyczyn stresu jest właśnie zwracanie się ku rzeczom, na które nie mamy żadnego wpływu. Najbardziej banalną jest pogoda. Denerwujemy się, że pada, zamiast wziąć parasolkę i na przykład wyjść z psem na spacer. Albo wyjeżdżamy na urlop nad Bałtyk i wściekamy się, że nie ma słońca i nie możemy zrobić tego, co sobie zaplanowaliśmy. Przecież nie mamy na to wpływu i zamiast się stresować, lepiej powiedzieć sobie: „OK, skoro pada i nie mogę leżeć na plaży, włożę kalosze i pozwiedzam okolice”.

Z.R.: Jasne! Jeśli stoimy w korku, to też denerwując się, nie przyspieszymy ruchu drogowego, więc lepiej wykorzystać ten czas na przykład na słuchanie ulubionej muzyki.

M.J.: Właśnie, po co tracić bezproduktywnie energię. Pamiętajmy, że im więcej stresu przeżywamy, tym większe jest zapotrzebowanie mózgu na cukier. Z tej perspektywy bardzo ważna wydaje się praca nad tym, w jaki sposób zmieniać swoją percepcję źródła stresu – oczywiście tam, gdzie jest to możliwe. Permanentny stres, który współcześnie stał się udziałem wielu ludzi, jest przyczyną między innymi otyłości. Wtedy bowiem mózg pozostaje cały czas w stanie dużej mobilizacji, a tym samym jego potrzeby energetyczne wzrastają. Nauczmy się zarządzać stresem. Odżywiajmy się zdrowo, nie wrzucajmy w siebie „śmieciowego” jedzenia, nie szpikujmy się chemią, bo na niekorzystne efekty, także te emocjonalne, nie trzeba będzie długo czekać. Mózg nie da się oszukać. Zadbajmy o siebie.

Z.R.: Człowiek dobrze odżywiony to człowiek w lepszym humorze?

M.J.: Przede wszystkim mniej zestresowany, bo głód to dla człowieka także stresor. Niedożywiony organizm musi uruchamiać rezerwy, musi kombinować... Ludzki organizm to złożony mechanizm i nie wyobrażajmy sobie, że jeśli na przykład zjemy pudełeczko magnezu, bo ktoś nam powiedział, że magnez jest dobry na stres, to jak za sprawą czarodziejskiej różdżki przestaniemy się denerwować. Czasem trudno nadrobić wieloletnie zaniedbania, nie tylko zresztą te przy stole, także w innych sferach życia. Ale można i warto nad tym popracować. Opowiem pewną historię. Kiedyś zostałam poproszona do udziału w programie telewizyjnym, podczas którego miałam rozmawiać z kobietą, która traciła życie na odchudzanie się. Co jakiś czas serwowała sobie kurację odchudzającą i wtedy stawała się utrapieniem dla swojego męża – była bardzo nerwowa, a nawet agresywna. i ma pewne braki na poziomie mikro i makroelementów.