Gdy Peter Madsen zwodował w kopenhaskim porcie trzecią łódź podwodną własnego projektu, odbiło się to szerokim echem w mediach. Jego 18-metrowy UC3 Nautilus był najdłuższym okrętem podwodnym na świecie zbudowanym za prywatne pieniądze. Zapytany o plany na przyszłość, Madsen odparł, że teraz chce skonstruować rakietę kosmiczną. „To facet, jakiego szukam” – pomyślał Kristian von Bengtson. Był maj 2008 roku i Kristian wrócił właśnie do Danii po 10 latach spędzonych za granicą. Studiował technikę lotniczą i kosmiczną, a podczas pracy dla NASA i ESA uderzył go ogrom biurokracji utrudniającej realizację projektów w rządowych agencjach kosmicznych.

Doszedł do wniosku, że jeśli chce spełnić marzenie z dzieciństwa i zbudować rakietę kosmiczną, musi zrobić to sam. Już na pierwszym spotkaniu z Madsenem powstał szkic rakiety zdolnej wynieść człowieka nad linię Kármána – umowną granicę kosmosu przebiegającą 100 km nad Ziemią. By zyskać współpracowników i finansowanie, Peter i Kristian założyli organizację non-profit Copenhagen Suborbitals. Narzędzia i materiały kupowali w hipermarketach budowlanych i sklepach narzędziowych. Brak milionowych funduszy okazał się doskonałym paliwem dla kreatywności.

3, 2, 1, 0 START!

W pierwszej rakiecie do ogrzewania zaworu zbiornika z tlenem Duńczycy użyli suszarki do włosów. Skafander dla kosmonauty testowali w szpitalnej komorze hiperbarycznej, a reakcję na przeciążenia – w kopenhaskim parku rozrywki Tivoli Gardens (znajdujące się tam wahadło Vertigo porusza się z prędkością 100 km/godz. i wytwarza przeciążenie 5G). Swoją wiarę w powodzenie projektu oparli na dwóch zasadach. Uznali, że każdy trudny problem da się prosto rozwiązać, a rozwiązania nie muszą być perfekcyjne, wystarczy, że są dobre.

Po dwóch latach powstała rakieta HEAT-1X wysokości dziewięciu metrów. Podczas pierwszej próby startu w 2010 r. nawaliło zasilanie. Dziewięć miesięcy później rakieta z kapsułą załogową Tycho Brahe i manekinem na pokładzie wystartowała z małej platformy na Bałtyku (wystrzelenie jej z lądu okazało się niemożliwe ze względów prawnych).

Osiągnęła jedynie 2,8 km, ponieważ Duńczycy wyłączyli silniki, gdy zaczęła zbaczać z kursu. Niedopracowane okazały się też spadochrony, ale mimo to próbę uznano za sukces. Każdy błąd ujawniony podczas testów to przecież krok naprzód. W kolejnych latach członkowie Copenhagen Suborbitals zbudowali i wystrzelili dwie mniejsze rakiety testowe. W 2014 r. największą jak do tej pory HEAT-2X ogień zniszczył w czasie testów. W tym samym roku Kristian i Peter poróżnili się. Zrezygnowali z pracy w organizacji, otworzyli własne firmy. Peter w RML SpaceLab buduje statek załogowy, Kristian w Orbital Express wytwarza rakiety nośne dla satelitów. Mimo ich odejścia Copenhagen Suborbitals przetrwało.


Dziś liczy ok. 50 członków, którzy pracują społecznie, i mnóstwo sympatyków na całym świecie kibicujących projektowi i wspierających go finansowo. 23 lipca 2016 roku odbył się pierwszy testowy lot nowej rakiety Nexø I, w tym roku polecieć ma Nexø II. Za kilka lat pierwszego śmiałka wyniesie na krótką przejażdżkę w kosmos potężniejsza już rakieta Spica.