Badania przeprowadzili amerykańscy naukowcy z Northeastern University w Bostonie (stan Massachusetts). Uczeni dogadali się z zagraniczną firmą telekomunikacyjną, która jest operatorem sieci komórkowej i przez dłuższy czas za jej pośrednictwem śledzilli właścicieli telefonów komórkowych.

- To nowy krok w nauce - uważa współautor badań Albert-Lazlo Barabasi, dyrektor  Northeastern's Center for Complex Network Research. - Po raz pierwszy możemy śledzić ludzki behawior.

Z dostępnych sześciu milionów użytkowników telefonów wybrano tylko 100 tysięcy. Wyniki badań są dosyć zaskakujące. Mimo, że współczesny świat oferuje wiele możliwości podróżowania na dalekie odległości okazało się, że przeciętny obywatel nie rusza się z domu dalej niż na jakieś 60 kilometrów (83 procent). Trzy czwarte użytkowników telefonów nie przekroczyło kręgu o tym promieniu w ciągu pół roku. Połowa badanych nie przekracza kręgu o promieniu dziesięciu kilometrów. Zaledwie 3 procent badanej populacji regularnie wykracza poza promień 300 kilometrów. A mniej niż 1 procent podróżuje jeszcze dalej, przekraczając granicę 1000 kilometrów. Jednak najchętniej ludzie przebywają w pobliżu domu.

Naukowcy wykorzystali w badaniach maszty telefonii komórkowej. Sprawdzali, jak względem nich przemieszczają się użytkownicy komórek i to niezależnie od tego, czy akurat dzwonili do kogoś, odbierali rozmowę, czy wysyłali lub właśnie dostawali sms. Eksperyment został przeprowadzony w kraju uprzemysłowionym. Badacze nie ujawniają, gdzie, obawiając się skandalu. Badanie nie byłyby możliwe w Stanach Zjednoczonych. Tamtejsze przepisy uznają je za nielegalne.

- Nie mam co do tego wątpliwości - powiedział Rob Kenny, rzecznik Federalnej Komisji Komunikacji.

Jednak naukowcy nie mają sobie nic do zarzucenia. Badania przeprowadzili tam, gdzie przepisy dopuszczają tego typu działalność. Współautor badań, fizyk Cesar Hidalgo, zapewnił jednak, że naukowcy nie poznali prywatnych numerów telefonów, które na potrzeby badań w wydrukach otrzymywanych od kompanii telefonicznej były zamienione na „okropny 26-znakowy cyfrowo-literowy kod”.

Zdaniem bioetyka Arthura Caplana z Universitetu Pennsylvanii te badania naruszyły tabu prywatności.

- Idąc ulicą mogę stać się obiektem badań. Ale mój telefon, to własność prywatna, a nie publiczna. Śledzenie mnie za pośrednictwem telefonu, to naruszenie mojej prywatności.

Hidalgo odpowiada jednak, że jest różnica między statystycznym potraktowaniem danych uzyskanych w badaniu, a śledzeniem konkretnej osoby. Niezależnie od kontrowersji naukowcom udało się uzyskać dane dotyczące wędrówek ludzi nieobciążone innymi informacjami takimi jak przynależność do grupy etnicznej czy zamożność. Badania opublikowało najnowsze Nature. h.k.