Nikt nie lubi kłucia igłą. Po- branie i dostarczenie do przychodni próbki moczu też trudno uznać za najciekawsze z możliwych zajęć. Nic dziwnego, że naukowcy starają się znaleźć mniej kłopotliwe metody sprawdzenia, co się dzieje w naszym organizmie. Być może niedługo badania okresowe będą polegały na tym, że lekarz poprosi nas o przepłukanie ust. A żołnierzy w czynnej służbie czekają jeszcze większe atrakcje – pozyskiwanie próbki nasienia.

Pomysł może wydawać się dziwaczny, ale z punktu widzenia wojskowych ma sens. Chodzi o to, by zminimalizować czas i koszty związane z diagnostyką, zwłaszcza w trudno dostępnych rejonach. Dlatego Pentagon zlecił agencji DARPA opracowanie technologii wykrywania chorób na podstawie śliny, włosów czy spermy. Do czego może być potrzebna ta ostatnia? W nasieniu znajdują się leukocyty, czyli białe krwinki, a ich ilość zmienia się np. w czasie infekcji.

Jednak największe nadzieje są wiązane ze śliną. Można ją z łatwością pobrać od pacjentów obojga płci, a jej przechowywanie jest bardzo proste. Docelowo żołnierze na polu walki – a potem zapewne także lekarze w przychodniach, a nawet pacjenci we własnych domach – będą mieli kieszonkowe urządzenia diagnostyczne. Wówczas wystarczy je polizać i poczekać chwilę na werdykt.