Wychodzisz z gabinetu lekarskiego, rokowania – kilka miesięcy życia. Jak je spędzisz? Zamartwiając się, biorąc nadgodziny w biurze, kłócąc się z administracją budynku, w którym mieszkasz? Czy może jednak żyjąc w pełni, realizując odkładane od dzieciństwa marzenia, kochając bez pośpiechu? „Moja rozpasana wyobraźnia podpowiada mi zawsze najgorsze obrazy” – mówi „Focusowi” piosenkarka Katarzyna Nosowska.

„Nie istnieje katastrofa, forma cierpienia, której nie przerobiłabym w głowie. Jestem przygotowana na najgorsze i jeśli pojawia się coś ciut lepszego niż to, co wymyśliłam, to jestem szczęśliwa. I to jest idealna, autentyczna radość. Cenię sobie takie myślenie, ono pomaga mi żyć, cieszyć się tym, co mam” – dodaje wokalistka, spełniona matka, dla niektórych pesymistka.

 

Jak tarcza

Sposób myślenia, o którym opowiada Katarzyna Nosowska, psychologia nazywa pesymizmem defensywnym. To skłonność do drobiazgowego, niekiedy przesadnego przewidywania przeciwności, które mogą się pojawić. Tworzenie czarnych scenariuszy przygotowuje do lepszego wykonania praktycznie każdego zadania. Kluczową zasadą przy projektowaniu reaktorów jądrowych jest pesymizacja, czyli analiza tego, co się stanie, gdy awarii ulegną urządzenia zabezpieczające reaktor przed... awarią.

Potocznie rozumiany pesymizm postrzegany jest jako samo zło: oznacza negatywne nastawienie, przeszkadza w realizacji marzeń, demotywuje, skazuje na bierność i apatię. Tyle że ten opis pasuje raczej do zaawansowanej depresji lub pesymizmu dyspozycyjnego, czyli skrajnej odmiany pesymizmu. Dotknięte nim osoby przestają wierzyć w powodzenie jakichkolwiek swoich działań, więc się poddają i ich nie podejmują.

Tymczasem pesymizm defensywny nie jest chorobą ani stałą cechą, lecz jednym ze sposobów radzenia sobie w życiu. W kryzysie jest jak tarcza, która chroni i ułatwia walkę. „Pesymizm defensywny jest strategią radzenia sobie z negatywnymi emocjami, głównie z lękiem. Nie oznacza bierności, przeciwnie – idą za nim konkretne działania. Zakładam, że może być wyjątkowo trudno, więc muszę szukać nadzwyczajnych środków zaradczych” – wyjaśnia dr Magdalena Nowicka, wykładowczyni. „Taki pesymizm pomaga znaleźć rozwiązanie, a najczęściej nawet kilka” – dodaje.

 

Patologiczny optymizm

Polacy słyną z kultury narzekania. Stąd zmasowany atak wydawców, oferujących dziesiątki optymistycznych książek o pożytkach z pozytywnego myślenia. Zamiast jednak uczyć się, jak w siedem dni uleczyć związek, a w pięć kolejnych zostać szczęśliwym pracownikiem korporacji, warto zrozumieć korzyści, jakie daje nam postawa, którą już mamy, czyli pesymizm defensywny. 

Skrajny pesymista uważa że jest tylko bezwolną ofiarą działań innych i nic od niego nie zależy. Nas jednak cechuje raczej pesymizm defensywny, za którym idzie konkretne działanie. Polacy narzekają. W ten werbalny, bezpieczny sposób zmniejszamy napięcie emocjonalne, ale to, co mówimy, niekoniecznie jest opowieścią o rzeczywistości.

„Pesymizm to świetna strategia na trudne czasy, na kryzys” – mówi dr Magdalena Nowicka. „Pesymista unika ryzyka, więc nie naraża się na stratę”. Świadomość trudniejszych chwil albo nawet lat, które się zbliżają, powoduje, że rozsądniej podchodzimy do decyzji podejmowanych w teraźniejszości i do planowania przyszłości. Coraz częściej pesymizm (optymizm zresztą też) postrzegany jest nie jako wrodzona cecha osobowości, lecz raczej jako nastawienie, które możemy przyjąć w zależności od okoliczności. Dotychczas psychologia pozytywna przekonywała jednak przede wszystkim, że warto być optymistą (Martin Seligman, guru tej dziedziny, radził nawet, jak się optymizmu nauczyć).

I rzeczywiście, badania pokazują, że optymiści żyją dłużej, są zdrowsi, więcej zarabiają, a nawet mają więcej przyjaciół. W efekcie zostaliśmy zasypani poradnikami, które już nie tyle polecają, ile wręcz nakazują bycie optymistą. Księgarnie puchną więc od książek psychologicznych, z których okładek terroryzują nas osoby z szerokim hollywoodzkim uśmiechem. Tymczasem optymizm może być i coraz częściej staje się... patologiczny. Optymiści częściej podejmują ryzykowne zachowania, zarówno w sferze ekonomicznej czy zawodowej, jak i emocjonalnej. Patologiczny optymista częściej ignoruje zalecenia lekarzy, bo towarzyszy mu nierealistyczne przekonanie: „mnie to nigdy nie spotka” – „to”, czyli śmiertelna choroba czy wypadek.

Jak pokazują badania, optymistyczni motocykliści częściej jeżdżą bez kasków, a optymistyczne studentki częściej zachodzą w niepożądaną ciążę. „Ludziom się wydaje, że optymizm jest atrakcyjny, lubimy o nim czytać, ale w rzeczywistości pesymizm i optymizm, czyli dwa różne typy nastawienia, mogą przynieść zarówno pozytywne, jak i negatywne konsekwencje” – dodaje Magdalena Nowicka. Z badań Charlesa Carvera z University of Miami i Michaela Scheiera z Pittsburgh Mind-Body Center wynika, że optymizm i pesymizm to nie są dwa bieguny tego samego wymiaru. Bycie pesymistą nie wyklucza optymistycznego nastawienia w konkretnych sytuacjach, i odwrotnie. Cnota ostroznosci „Badałam zawodowych kierowców. Okazuje się, że pesymiści jeżdżą wolniej, podejmują znacznie więcej bezpiecznych zachowań na drodze” – tłumaczy dr Nowicka.