Należąca do NASA sonda kosmiczna Voyager 2 zmierza ku przestrzeni międzygwiezdnej. Będąc na skraju Układu Słonecznego próbnik dostarcza naukowcom danych, które prawdopodobnie będą wymagały pisania podręczników astronomii od nowa. Wynika z nich bowiem, że Układ Słoneczny wcale nie jest sferyczny, ale to tylko idealne wyobrażenie o naszym układzie. Obie sondy – Voyager 1 i Voyager 2 wyleciały już poza krawędź Układy Słonecznego mijając strefę tzw. szoku terminalnego. Zdaniem fizyka Edwarda Stone’a z zespołu Voyagera w Kalifornijskim Instytucie Technologicznym w Pasadenie (USA) w Układzie Słonecznym ścierają się tam dwa oddziaływania. Z centrum dmucha wiatr słoneczny. Z zewnątrz nadlatują cząstki wiatru międzygwiezdnego. Wiatr słoneczny oddaje im sporo energii, a procesy, które tam zachodzą wciąż nie są do końca rozpoznane. Głównie dlatego, że to Voyager 2 jako pierwszy dostarczył wiarygodnych danych, bo w sondzie Voyager 2 niektóre urządzenia nie działały, gdy mijała tę strefę. Voyager 1 minął szok terminalny w innym miejscu niż Voyager 2 i zrobił to znacznie wcześniej. Zdaniem Edwarda Stone’a to dowód na asymetrię Układu Słonecznego (heliosfery), które jego zdaniem może brać się z magnetyzmu międzygwiezdnego. Edward Stone opublikował swoje i swoich kolegów spostrzeżenia w „Nature”. h.k.