Amerykański prom kosmiczny Columbia uległ katastrofie podczas schodzenia z orbity 1 lutego 2003 roku. Zginęła wówczas cała, siedmioosobowa załoga wahadłowca, a z niego samego, po eksplozji i rozpadzie na kawałki, niewiele zostało.
Twardy dysk z wahadłowca Columbia, z którego zostały dwa silnie nadtopione kawałki metalu trafił jednak w ręce specjalisty z brytyjskiej firmy Ontrack Data Recovery. John Edwards podjął się odzyskania danych. Jego praca została opisana w piśmie „Scientific American”.
Dysk twardy z Columbii o pojemności 340 megabajtów spadł razem z innymi szczątkami na Ziemię. Był nadpalony, nadtopiony i poważnie uszkodzony. Ocalały dwa wirujące dyski, na których zapisywane są dane, a sam dysk został odnaleziony w stercie szczątków, które zebrano z ziemi. Dysk zawierał dokumentację eksperymentu przeprowadzonego na orbicie, który miał sprawdzić, jak zachowują się atomy ksenonu w warunkach zerowej grawitacji. Dane, które były zwieńczeniem dwudziestoletniego projektu badawczego National Institute of Standards and Technology in Gaithersburg (USA) zostały odzyskane przez Ontrack Data Recovery w Minneapolis w 99 procentach i niedawno opublikowało je pismo „Physical Review E”. Sam proces odzyskiwania danych był nieskomplikowany i przypominał codzienną rutynę firm zajmujących się odzyskiwaniem danych. Wirujące płytki oczyszczono w odpowiednim roztworze, a następnie zainstalowano w sprawnej obudowie twardego dysku. Następnie dane zostały odczytane i skopiowane - warstwa magnetyczna była prawie nie uszkodzona.
h.k.