„Decyzje rodziców tych dzieci to forma buntu, może naiwnego, przeciwko wtłaczaniu dziecka w sztywne płciowe podziały. Chcą mu dać możliwość samodzielnego wyboru. Pytanie, czy tym eksperymentem nie narażają go na późniejszy społeczny ostracyzm” – zastanawia się Mizielińska.

Mężbieta z podbitym okiem 

„Cierpię na androgynię. Czuję się zarówno mężczyzną, jak i kobietą, i nie utożsamiam się z żadną z płci. Fizycznie wyglądam jak dziewczyna, psychicznie czuję się zarówno dziewczyną, jak i chłopakiem. Jest mi wszystko jedno, czy chodzę w męskich, czy kobiecych ubraniach, czy używam męskich, czy damskich kosmetyków. Często mówię: poszedłem, zrobiłem” – pisze na forum  www.e-mlodzi.com Nataniel.

„Wiem jednak, że ze względu na zaburzenie nie nadaję się do związków, bo patrzę na kobiety i na mężczyzn jako na osoby zupełnie różnej płci, odmiennej niż moja. Już jako dziecko przejawiałam zamiłowanie do zabaw zarówno chłopięcych, jak i dziewczęcych (…). W wieku 13 lat wiedziałam, że coś jest nie tak, ponieważ wydawało mi się, że jestem chłopakiem i szukałam sobie dziewczyny. (…) Dopiero po poznaniu innych androgynów udało mi się ze wszystkim pogodzić, a nawet pokochać siebie. Nie chcę robić sobie operacji ani niczego zmieniać, chcę po prostu być sobą, choć zdaję sobie sprawę, że będzie to poważną przeszkodą w budowaniu związków, o ile w ogóle będę je budować”. „Przykład ten pokazuje, że odkrycie, że nie przystaje się do schematów płci, może być poważnym problemem psychicznym. Osoby takie mogą się czuć wyrzucone poza nawias społeczny, nie odnajdując się ani w świecie mężczyzn, ani w świecie kobiet” – tłumaczy Mizielińska. 

Bohater tekstu „Ja, elegant”, zamieszczonego w opublikowanej w 2010 r. książce Marty Konarzewskiej i Piotra Pacewicza „Zakazane miłości. Seksualność i  inne tabu”, mieszka w Łodzi i studiuje chemię. Trudno go nie zauważyć, bo spaceruje po łódzkich ulicach w długich skórzanych płaszczach, cylindrach, w pełnym makijażu. To „totalny androginiczny fusion: kobiecy gorset i męski krawat”. Uważa, że istnieje coś poza męskością i kobiecością.

„Ja nie jestem wyłącznie kobietą ani wyłącznie mężczyzną. W duszy jestem jednym i drugim, choć biologicznie jestem mężczyzną i tego, co między nogami, nie chce mi się zmieniać. Definiuję się jako typ androginiczny. Jestem naczelnym antyfacetem Łodzi”. „Elegant” przyznaje, że jego zachowa-nie naraża go na społeczny ostracyzm: „Jechałem kiedyś autobusem nocnym i jakiś dres wyzwał mnie z końca autobusu: »Pedał jebany« i takie tam. (…) Podszedł, poczekał, aż autobus zatrzyma się na przystanku, walnął mnie sierpowym i uciekł”. Ma trudności nawet z akceptacją w środowisku LGBT. „Geje to już taki mainstream. (…) Ich powtarzalność mnie troszeczkę uwiera. (…) Jako kobieczyzna albo – jak też się określam – mężbieta nie wpasowuję się w schemat patriarchatu i dzielę z kobietami wiele doświadczeń. Ale mężczyźni też są dyskryminowani, a właściwie sami się dyskryminują, bo uciekają od fantazyjnych ubrań, stylizacji, kosmetyków, piją mnóstwo alkoholu, żeby pokazać, jak są męscy” – wylicza. 

Doświadczenia te nie dziwią Joanny Mizielińskiej. „Łódzka ulica to nie wybieg modnego projektanta ani studio telewizyjne. Choć fascynujemy się androgynią w mediach, trudno nam się zdobyć na tolerancję, gdy ktoś w zwyczajnym społeczeństwie odstaje od sztywnych ról społecznych. Drag queen czy drag kings jako element widowiska w klubach są oklaskiwani, ale tak samo przebrani na ulicy mogą być obiektem zaczepek, a nawet ataków” – mówi Mizielińska. Sam Szpak miał początkowo trudności z  akceptacją:  „K…, co to wyszło?! Chłop czy baba? Michalina jakaś” – miał powiedzieć prowadzący program X Factor Jarosław Kuźniar, gdy Michał po raz pierwszy pojawił się na scenie. „Mitologiczny Tejrezjasz najpierw przez połowę życia był mężczyzną, potem – kobietą, a na końcu oślepł i zyskał dar wieszczenia. Doznał unikalnego doświadczenia posiadania obu płci, ale też za swoją wiedzę musiał zapłacić” – podsumowuje dr Muniak.

Raz mężczyzna, raz kobieta

Czy mimo to warto rezygnować z podziału na kobiece i  męskie? Co można zyskać, rezygnując z jednej płci? „Przymus realizacji sztywnych ról społecznych ogranicza wszechstronny rozwój” – twierdzi psycholog społeczny Elliot Aronson. I namawia do powszechnej androginiczności, która polega na świadomym przezwyciężeniu społecznych oczekiwań związanych z płcią i uznaniu, że każdy człowiek może czerpać z obu wzorców to, czego akurat potrzebuje. 

Jak dowiodły badania Sandry Lipitz Bem, osoby o zdecydowanie męskich lub kobiecych cechach ograniczają swój potencjał, nieświadomie narzucając sobie normy kulturowe, podczas gdy osoby androginiczne lepiej się przystosowują do otoczenia i łatwiej sobie radzą w różnych sytuacjach. Ich zdolności adaptacyjne polegają na stosowaniu raz męskich, raz kobiecych wzorców zachowań – w zależności od potrzeb. Ich wachlarz możliwości jest dzięki temu większy, a repertuar zachowań szerszy, co przekłada się na konkretne korzyści: większą odporność na stres, wyższą samoocenę, lepsze zdrowie i silniejszą osobowość.