Daj coś z siebie

 

Daniel Goleman na konferencji TEDx w Kalifornii w 2007 roku przytoczył pewien eksperyment. Grupie studentów teologii z Princeton powiedziano, że mają wygłosić próbne kazanie na temat konkretnego fragmentu Biblii. Połowa studentów dostała przypowieść o dobrym Samarytaninie, a pozostali losowo wybrane przypowieści.

Każdego poinstruowano, że ma przejść do drugiego budynku i wygłosić swoje kazanie. Po drodze każdy z nich mijał człowieka, który zgięty wpół jęczał z bólu – ewidentnie potrzebował pomocy. Okazało się, że ci, którzy rozmyślali o dobrym Samarytaninie, wcale nie pomagali częściej. Studenci nie zatrzymywali się przy potrzebującym człowieku, bo albo się spieszyli, albo byli tak zaabsorbowani swoimi myślami, że w ogóle go nie zauważyli.

„Myślę, że to właśnie jest nasz problem – podsumował Goleman – nie wykorzystujemy każdej okazji, by pomóc, bo skupiamy się na niewłaściwych rzeczach (...) Prawda jest taka, że jeśli jesteśmy skupieni na sobie, jeśli jesteśmy czymś zajęci, jak to często bywa w ciągu dnia, to tak naprawdę nie dostrzegamy innych w pełni”.

Tymczasem dawanie czegoś od siebie bezinteresownie – czasu, uwagi czy umiejętności – uszczęśliwia nas bardziej niż cokolwiek innego i zwiększa poczucie własnej wartości. Jeśli chcesz poczuć się szczęśliwy i spełniony, zastanów się, co dobrego możesz dać innym od siebie. Czasem wystarczy… obecność.

 

Obecność lekiem na ból

 

W 2010 r. Greg J. Stephens z Uniwersytetu Amsterdam przeprowadził badania, podczas których odkrył coś niezwykłego. Badał aktywność mózgu osób opowiadających jakąś historię i tych, które uważnie jej słuchały. Okazało się, że aktywność mózgu słuchacza dokładnie odzwierciedlała aktywność mózgu mówiącego i pojawiała się z około jednosekundowym opóźnieniem. Im bardziej ta aktywność mózgowa była zbliżona, tym lepiej słuchacz rozumiał całą historię.

Jednak najbardziej zaskakujące było to, że aktywność mózgów osób, które słuchały ze szczególnym skupieniem i zrozumieniem, odzwierciedlała częściowo aktywność mózgu osoby mówiącej z wyprzedzeniem jednej lub dwóch sekund!

O innym odkryciu pisze w książce „Focus” Daniel Goleman: „Badania wskazują, że sama obecność bliskiej osoby działa przeciwbólowo, bo wycisza ośrodki odpowiadające za rejestrowanie bólu. Co ciekawe, im większą empatią cechuje się osoba towarzysząca cierpiącemu, tym silniejszy jest uspokajający efekt jej obecności”.

Z badań tych więc wynika, że dzięki budowie naszego mózgu każdy z nas może dać wsparcie. Jak tego dokonać?

­→ Zapewnij komfortowe warunki do rozmowy, upewnij się, że nic was nie będzie rozpraszało – wyłącz telefon, zamknij laptopa.

­→ Nastaw się na zadawanie pytań, a nie ocenianie czy dawanie rad.

­→ Mimo że masz podobne świadczenia i chęć, żeby o nich opowiedzieć, postaraj się powstrzymać; za cel rozmowy postaw sobie zrozumienie, jak przeżyła dane wydarzenie druga osoba, co dla niej znaczyło, co czuje.

­→ Jeśli nie wiesz, jak pomóc w danej sytuacji, po prostu zapytaj: „Czego potrzebujesz w tej chwili?”, „Wolisz zostać teraz sam czy mnie potrzebujesz?”.

­→ Czasem nie trzeba nic mówić, czasem druga osoba potrzebuje tylko tego, żeby ktoś z nią pobył, przytulił, potrzymał za rękę.

­→ 10 min uważnej, prawdziwej rozmowy potrafi załatwić wiele spraw szybciej niż godziny gadania na Facebooku, przez telefon czy SMS-y.

Kiedy pomagamy i skupiamy się na innej osobie, automatycznie uruchamiają się nasze neurony lustrzane. Skoro jesteśmy biologicznie przygotowani do pomagania innym, uszczęśliwia to nas i innych, dlaczego tego nie robić?