...bez skutku

Prawdziwy dramat polegał jednak na tym, że Tołstoj nie potrafił tej nowej filozofii wprowadzić w czyn. Los chłopów w jego dobrach nie przestał go obchodzić, zorganizował dla nich szkołę, a w czasie głodu niósł pomoc, lecz przecież nie zrezygnował z dostatniego życia w jasnopolańskim dworze. Potępiając żądzę cielesną, nie potrafił oprzeć się wdziękom młodych wieśniaczek, a nawet niemłodej żony. Chadzał z kosą na pole, ale bardziej przypominało to poranną gimnastykę niż robotę. Z zapałem wykładał poglądy w tekstach publicystycznych i rozprawach religijno-filozoficznych, ale wciąż ciągnęło go do literatury pięknej. Tołstoj był przy tym – jak dowodzą jego dzienniki – człowiekiem o niezwykłej zdolności autoanalizy, szczerym wobec samego siebie i dlatego boleśnie przeżywającym własną słabość. Na to wszystko nakładały się pogarszające się z czasem stosunki rodzinne, zwłaszcza z żoną. Zofia Tołstojowa, młodsza od pisarza o 16 lat, poślubiona, trzeba przyznać, z miłości jako 18-latka, była dobrą żoną i panią domu, matką jego 13 dzieci (pięcioro zmarło w dzieciństwie). Zofia angażowała się w pracę męża, przepisywała rękopisy, zabiegała o ich wydawanie. Przy tym wszystkim pozostała jednak kobietą praktyczną, dbającą o interes rodziny. Na duchową przemianę 50-letniego męża spoglądała ze zdumieniem, a niektóre jego pomysły, jak zrzeczenie się praw do swoich dzieł, traktowała jak niebezpieczne fanaberie. Ostatecznie stanęło na tym, że wszystkie utwory napisane do 1881 r. (w tym dwie wielkie powieści) pozostają własnością rodziny, późniejsze pisma stają się własnością publiczną. Konflikt na tym tle na tyle się zaostrzył, że Tołstoj spisywał testament w sekrecie przed żoną, podpisując go w lesie niedaleko Jasnej Polany w obecności sprzymierzonych z nim przyjaciół. To właśnie tego dokumentu szukała Zofia Andriejewna w pokoju męża owej październikowej nocy.

Zresztą nie chodziło wyłącznie o sprawy materialne. Żona była zazdrosna o wpływ, jaki na pisarza wywierali jego przyjaciele, a zwłaszcza nieodłączny Włodzimierz Czertkow, stały i niemile widziany przez gospodynię bywalec domu w Jasnej Polanie. Tołstoj skarżył się z kolei, że żona go nie rozumie. Kłótnie między małżonkami przeradzały się w wybuchy histerii Zofii, posunięte aż do prób samobójczych. Lew Nikołajewicz ze swej strony także daleki był od równowagi duchowej. Mocno przeżywał swą niedoskonałość. Czynił sobie wyrzuty po zjedzeniu wystawnego posiłku, za zbytek uważał codzienne przejażdżki konne (koń powinien przecież służyć tylko do pracy), okazjonalne stosunki płciowe z żoną wywoływały w nim poczucie wstydu, wstrętem napawał go próżniaczy tryb życia własnych synów. Na swój sposób kochał żonę, ale nie mógł z nią wytrzymać. Chciał wszystko rzucić. Wyjeżdżał. Wracał. Hamletyzował. „Moja sytuacja w domu staje się i stała się nie do zniesienia – pisał w liście pożegnalnym do żony. – Pomijając wszystko inne, nie mogę dalej żyć w warunkach zbytku, w których żyłem, i czynię to, co zwykle czynią starcy w moim wieku: odchodzę z życia światowego, by przeżyć w samotności i ciszy ostatnie dni mojego życia”.