Partyzancka odyseja

Plany podróżników były niezwykle mgliste. Wielka ucieczka okazała się bowiem wielką improwizacją. Tołstoj myślał o Kaukazie, a nawet o wyjeździe do Bułgarii, gdzie, jak sądził, byłby mniej rozpoznawalny niż w Rosji. Chwilowo jednak postanowił odwiedzić swoją siostrę Marię Nikołajewnę, mniszkę w klasztorze w Szamordinie pod Kozielskiem. Pojechali tam z przesiadką w Gorbaczewie, omijając Tułę i Moskwę, gdzie łatwiej byłoby o dekonspirację. Długa podróż w wagonie trzeciej klasy w spartańskich warunkach stanowiła przeżycie samo w sobie, Tołstoj był jednak szczęśliwy szczęściem człowieka, który po ciężkiej walce wewnętrznej wprowadził wreszcie w czyn długo rozważaną decyzję. Do Kozielska dotarli pod wieczór, a stamtąd, wynajętym na stacji powozem, pojechali do Pustelni Optyńskiej, męskiego klasztoru w drodze do Szamordina. Przenocowali w przyklasztornej gospodzie. Przed spoczynkiem Tołstoj napisał do Aleksandry, prosił o przysłanie rękopisu, nad którym pracował, i kilku książek (Dostojewski, Montaigne, Maupassant). Planował, widać, dłuższą podróż.

Tymczasem w Jasnej Polanie rozgrywały się sceny dantejskie. Tuż po przebudzeniu Zofia Andriejewna, przeczytawszy pierwsze zdanie listu od męża, wypadła z domu w stronę parkowego stawu. Aleksandra z lokajami ruszyła w pogoń. Matka wbiegła na mostek, pośliznęła się (skoczyła?) i wpadła do wody. Z trudem wyratowana z tego nieszczęśliwego wypadku (szczęśliwej próby samobójczej?) przystąpiła ze zdwojoną energią do działań, obliczonych na sprowadzenie męża do domu. W swej determinacji posunęła się nawet do wysłania do Tołstoja telegramu wzywającego go do powrotu, podpisanego „Sasza”, czyli zdrobniałą formą imienia ich córki. Ta jednak, zawiadomiona przez usłużnego lokaja, zadepeszowała natychmiast do ojca z ostrzeżeniem, by wierzył tylko wiadomościom podpisanym „Aleksandra”.