Śmierć coraz bliżej

Następnego dnia, 29 października, Tołstoj z Makowickim pojechali do Szamordina. Maria, która przy klasztorze miała własne mieszkanie, przyjęła brata serdecznie. Rozumiała jego motywy i wcale nie namawiała go do powrotu. Tołstoj czuł się w towarzystwie jej i jej córki Elżbiety Oboleńskiej na tyle dobrze, że początkowo myślał o pozostaniu na dłużej, szukał nawet izby do wynajęcia w sąsiedniej wsi. Tymczasem nazajutrz przyjechała Aleksandra. Przywiozła ojcu wiadomości z domu i list od matki utrzymany w pojednawczym tonie. Zofia miała nadzieję, że wszystko się ułoży, prosiła, by dożyli swoich dni razem, jak Bóg przykazał. Tołstoj stanowczo odmówił. „Kocham Cię i lituję się nad Tobą z całej duszy – odpisał – ale nie mogę postąpić inaczej [...] Wrócić do Ciebie, dopóki jesteś w takim stanie, oznaczałoby dla mnie wyrzeczenie się życia. Żegnaj, droga Soniu, niech Ci Bóg dopomoże. [...] Miesiące, które nam pozostają do przeżycia, są ważniejsze niż wszystkie przeżyte lata i trzeba je dobrze przeżyć”. Nadmiar optymizmu. Pozostały dni. Nękany niepokojem, pisarz znowu zmienił plany. Obsesyjnie lękając się pościgu Zofii, postanowił wyruszyć w dalszą drogę. Na razie do Nowoczerkaska do córki Marii Nikołajewny Heleny Denisienko, której mąż mógł pomóc w wyrobieniu paszportu. Potem na Kaukaz, może za granicę? Byle dalej. Wieczorem przestudiowali mapy, a o świcie 31 października cała kompania wyjechała z Szamordina, by złapać poranny pociąg do Rostowa nad Donem. W pociągu Tołstoj źle się poczuł. Kaszlał, zaczynał gorączkować, 38 stopni. Mimo zdumiewającej tężyzny fizycznej trudy jesiennej podróży dały mu się we znaki. Czas deptał hrabiemu po piętach.

Gorąca herbata i kompresy przyniosły tylko chwilową ulgę. Próbował coś czytać, dyktować, przerwał jednak, bo gorączka rosła. Wreszcie doktor Makowicki zdecydował, że podróż trzeba natychmiast przerwać. Tołstoj początkowo nie chciał o tym słyszeć, zgodził się po długich perswazjach. Na najbliższym postoju – niewielkiej stacji Astapowo (dziś Lew Tołstoj) w guberni riazańskiej – Makowicki pobiegł do naczelnika stacji. Ten, słysząc o dostojnym gościu, natychmiast udostępnił mu dwa pokoje w swoim służbowym mieszkaniu. Chory Tołstoj ze słabym uśmiechem odpowiadał na pozdrowienia zaskoczonych pasażerów. Był dobrej myśli: podleczy się i najdalej za parę dni ruszy dalej.