Marcin Fabjański: Nie przeszkadza ci, że rozmawiamy przez Skype’a? Czy pośrednictwo komputera nie zaburza komunikacji, nie sprawia, że kontakt jest jakościowo gorszy niż podczas rozmowy w cztery oczy?

Mark Goulston: Intymność rozmowy, bliskość między zaangażowanymi w nią osobami, nie zależy od pośrednictwa technologii albo jej braku. Zależy od tego, czy kiedy rozmawiasz, potrafisz porzucić swoje sprawy i zacząć słuchać drugiej osoby. Rozpoznać kierunek, w jakim idą jej myśli, i sprawiać, że ten ktoś zakocha się w rozmowie z tobą. To wystarczy na początek.

Trochę dużo jak na początek.

- Ale osiągnięcie tego jest możliwe, nawet przez telefon, co więcej – także za pomocą e-maila. Wiele zależy od nastawienia do rozmowy i ustalenia z samym sobą, co chcesz przez nią osiągnąć. Możesz postanowić na przykład, że twoim głównym celem w kontakcie z ludźmi jest to, żeby chcieli ponownie z tobą rozmawiać. Żeby chcieli więcej ciebie. 

Ludzie tak postanawiają i robią wszystko, żeby przedstawić się rozmówcy w jak najlepszym świetle. Mówią więc o tym, jacy są świetni, i nie dostrzegają słabo maskowanego ziewania w odpowiedzi.

- Zgoda, to podstawowy błąd. Ludzi można z grubsza podzielić na dawców, biorców i handlarzy. Jeśli twoim słuchaczem jest dawca, możesz bezpiecznie mówić o sobie, ale dawców w naszej kulturze jest niewielu. Jeśli jest nim handlarz, podświadomie wejdziecie w układ – najpierw ty wysłuchaj mnie, a potem ja wysłucham ciebie. Biorca nie przyjmie ani słowa o tobie, on chce brać, ale nie cudze opowieści, tylko cudzy czas, żeby zużyć go na swoją opowieść. 

A czy ty, rozmawiając z drugim człowiekiem, zawsze jesteś dawcą? 

- Usłyszałem ostatnio, że przyciągam ludzi, bo słucham o ich przyszłości. Daję im pełnię uwagi i w zamian dostaję ich uwagę, ale nie na zasadzie handlu, tylko z ich potrzeby. Kiedy dajesz, zwykle w naturalny sposób, bez wysiłku dostajesz coś w zamian. Co prawda nie zawsze, bo większość ludzi to handlarze i biorcy. Kiedy biorca zaprasza mnie na konferencję, to o ile sam nie poruszę tematu honorarium za występ, on też tego nie zrobi.

I jak wtedy postępujesz?

- Daję wykład za darmo. Jestem psychiatrą, a więc także lekarzem, powinienem być dawcą. To dość obrzydliwe: lekarz i biorca w jednej osobie. To, co teraz zasugeruję, nie wyda ci się specjalnie skomplikowane psychologicznie, a jednak polecam: unikaj biorców. Pracuj z dawcami albo z handlarzami. Ja mam już ponad sześćdziesiąt lat i właśnie tak robię. Kiedy widzę, że korporacja zamawia moje usługi po to, żebym nauczył pracowników manipulacji, a nie lepszej komunikacji, po prostu wychodzę z pokoju, w którym rozmawiamy. 

Łatwo powiedzieć. W takim biznesie jak coaching ludzie nie mogą sobie pozwolić na wybrzydzanie. Biorą każdego klienta, który płaci. Do zawodu garną się stadami młodzi, którzy też muszą jakoś utrzymać swoje rodziny.

- Mówię takiemu młodemu człowiekowi: nie sprzedawaj swojej duszy, ale... skoro musisz zarobić na dom, to dobrze, sprzedaj się raz czy dwa, ale uważaj, by nie stać się kimś złym do szpiku kości. Staraj się pamiętać o swoich wartościach, a po latach, gdy staniesz się bardziej doświadczony i osiągniesz sukces, pozwól tym wartościom zaświecić jasnym światłem.