Spotkałem cię, kiedy miałem 23 lata. To było 14 września, a 14 plus 9 to przecież... 23! Ludzkie ciało składa się z 23 par chromosomów, a dwa podzielone przez trzy to w zapisie dziesiętnym 0,666 – czyli szatan, jak w pysk strzelił!

Takie obsesje zawładnęły życiem Waltera Sparrowa (w tej roli Jim Carrey), głównego bohatera filmu „Liczba 23”, który właśnie wszedł do... Nie, nie do kin. Zaledwie do wypożyczalni, mimo gwiazdorskiej obsady. Dlaczego nie do kin? To oczywiste – numerologiczne lobby nie chce dzielić się sekretami z resztą pospólstwa, ale pragnie dalej samo rządzić światem, wygrywać na giełdzie i trafiać w totolotka, dlatego blokuje próby wytłumaczenia ludziom, gdzie leży prawda.

SZCZĘŚLIWA TRZYNASTKA

Wiosna 2005. Umiera Papież Wszech Czasów. Kiedy dokładnie? Tego nie dowiemy się nigdy. Oficjalny komunikat brzmi: 2 kwietnia 2005, godzina 21.37. Ludzie płaczą, modlą się. Ale nie tropiciele światowych spisków. Ci liczą, rachują, dodają, odejmują. Włos im się na głowie jeży, gdy odkrywają, jedno za drugim, liczbowe cuda dotyczące papieża Polaka. Punkt wyjścia: Jan Paweł Drugi to w sumie 13 liter. A pamiętamy, że zamach na placu Świętego Piotra miał miejsce 13 maja 1981, w piątek. Słynna trzynastka, apogeum pecha.

Liczymy dalej. Cyfry zebrane w dacie śmierci papieża (02.04.2005) dają razem 13. Cyfry z godziny (21.37) – znowu 13. Papież żył równo 31 000 dni, uwzględniając lata przestępne i tym podobne pułapki. A 31 wspak to przecież 13. Data urodzenia? 18 maja 1920. W sumie nie 13, ale 26, czyli... dwa razy 13. To samo dotyczy pontyfikatu. Od 16 października 1978 do 2 kwietnia 2005 minęło (jak policzył niezawodny Excel) 9665 dni, a suma cyfr tej liczby to 26. Czyli znowu dwie trzynastki.

BABCIA JAK PAPIEŻ

Ale nie trzeba być papieżem, by dostąpić podobnego zaszczytu. Moja babcia to Maria Magdalena. Imiona i nazwisko to w sumie 19 liter. Data urodzenia? 19 lipca 1919. Trzy dziewiętnastki. Ale lipiec też jest „dziewiętnasty” – to po prostu przekręcony licznik, bo rok ma tylko 12 miesięcy (12+7=19). Kod pocztowy domu, w którym babcia mieszkała całe życie: 01-919, czyli dwie dziewiętnastki plus nic nieznaczące zero. Babcia umarła 14 maja. W sumie 19. Babcia przeżyła papieża o 346 dni. A suma cyfr liczby 346 to oczywiście 13, bo tu już chodzi o kogoś innego, znacznie ważniejszego (patrz poprzedni akapit).

Tropienie podobnych koincydencji może prowadzić do obsesji. Im bardziej tajemnicze zjawisko, tym łatwiej o doszukiwanie się w nim symboliki. Niektóre liczby upatrzyli sobie neonaziści. Oto niewinne 88 oznacza, ni mniej, ni więcej, tylko zwrot „Heil Hitler”, ponieważ H jest 8 literą alfabetu. Tak samo 18, czyli w tym samym kodzie AH, to oczywiście sam Adolf Hitler, który zresztą był gorącym miłośnikiem numerologii. Według zasad tejże, po przypisaniu literom z nazwiska Hitlera odpowiednich liczb trzycyfrowych, otrzymamy 666, zatem szatana we własnej osobie. I jak tu teraz ze spokojnym sumieniem komuś zorganizować „osiemnastkę”?

To zresztą ułamek podobnie niesamowitych przypadków. A co na to wszystko fachowcy? Pytamy dr. hab. Krzysztofa Oleszkiewicza, profesora Uniwersytetu Warszawskiego, zajmującego się zawodowo rachunkiem prawdopodobieństwa.
– Czy to może być przypadek, że papież żył równo 31 tysięcy dni?
– Odpowiem inaczej. Weźmy 30 osób, niech każda 10 razy rzuci monetą. Jakie jest prawdopodobieństwo tego, że dwie z tych 30 osób będą miały identyczny ciąg wyrzuconych wartości?
– Noo, na pierwszy rzut oka małe.
– Zaskakująco duże, ponad 1/3. Robi wrażenie, prawda? Ale oto rzecz bardziej zdumiewająca. Gdyby wziąć grupę zaledwie 23 osób i porównać ich daty urodzenia, prawdopodobieństwo tego, że dwie osoby urodziły się tego samego dnia, będzie wyższe niż 1/2. To bierze się stąd, że mamy dużo par tych osób: 23x22 podzielone przez dwa daje 253, co jest już porównywalne z liczbą dni w roku.

– No dobrze, takie rzeczy się zdarzają. Niech będzie, że liczby wloką się za ludźmi. Rozumiem, że okrągłą liczbę tysięcy przeżytych dni ma na koncie co tysięczny nieboszczyk, ale nie każdy jest papieżem.
– Ale zawsze mamy olbrzymią liczbę danych, które możemy wziąć pod uwagę, i wyszukujemy te, które pasują do obrazka.
– Przecież ja nie sprawdzam numeru buta, tylko dane powszechnie znane.
– A dlaczego, zamiast patrzeć na liczbę liter w nazwisku, nie przypisać literom cyfr, np. A=1 itd.? Jeśli wziąć dostatecznie dużo rzeczy pod uwagę, zawsze znajdzie się coś, co nam pasuje. Na przykład amerykański National Health Institute ma olbrzymie dane na temat chorób. Ktoś zaczął badać korelację różnego typu zachorowań ze znakami zodiaku. I wykrył, że niektóre znaki zodiaku zwiększają ryzyko zachorowania na konkretne choroby (pisała o tym Margit Kossobudzka w „Gazecie Wyborczej” „Nadchodzi wiek głupoty?”).
– Czyli...?
– To kompletna lipa, bo katalog chorób jest tak długi, że szansa, by nie znaleźć przypadłości skorelowanej jakoś ze znakami Zodiaku, jest bliska zeru. Takie dane nie mają żadnego znaczenia. Co innego, gdyby podobną grupę zbadać 10 lat później i wynik by się powtórzył. To by sugerowało, że coś jest na rzeczy. Weźmy dane z rocznika statystycznego. Najwięcej liczb, które pokazują urobek węgla w tonach itp., zaczyna się od jedynki. Dlaczego? Bo skala miary jest dość przypadkowo związana z tym, jaką wartość się mierzy. Wyniki trzycyfrowe zaczynające się od jedynki pokrywają liczby od 100 do 199. Gdyby zmienić skalę wartości o połowę, byłyby to liczby od 200 do 399. Zatem liczby zaczynające się od jedynki zostałyby zastąpione przez inne, ale zaczynające się już od dwóch różnych cyfr: 2 i 3. Kolejny krok prowadzi do rozbicia wyników na liczby zaczynające się od czterech cyfr: 4, 5, 6 i 7. Nic więc dziwnego, że liczby zaczynające się od mniejszych cyfr pojawiają się częściej. Można znaleźć inne rzeczy: rok urodzenia większości ludzi zaczyna się od jedynki; w książkach historycznych pewnie częściej niż inne pojawiają się liczby 1939 i 1945, ale co z tego wynika? Nic.

– Ale mnie męczy fakt, że Einstein urodził się 14 marca, akurat w dzień liczby pi. Dwa symbole nauki tak ze sobą związane to przypadek? Albo że Antonioni i Bergman umarli tego samego dnia.
– Tak samo jak Cervantes i Szekspir.
– Jeszcze lepiej!
– Sławnych ludzi jest bardzo dużo. Jeśli wziąć pod uwagę wszystkich, to jacyś dwaj musieli umrzeć tego samego dnia.
– A ja myślę, że to kosmici urodzili Einsteina specjalnie 14 marca, żebyśmy mieli nad czym się zastanawiać.
– Jeśli badać wystarczająco dużą liczbę kategorii, choćby najbardziej idiotycznych, to prędzej czy później zajdzie jakieś prawdopodobieństwo, z którego nic nie wynika. Ja też chcę zwrócić uwagę na pewną cudowną zbieżność: do tej pory żył jeden Albert Einstein, słynny fizyk, i dokładnie jeden Karol Darwin, słynny ewolucjonista. To przecież zdumiewające.

KROPKA NAD I

A ja i tak swoje wiem. Tylko dlaczego pełna data śmierci babci (14.05.2005) to w sumie 17, a nie 19? I dlaczego Karol Wojtyła to w sumie 12 liter, a nie 13? Otóż „17” to według numerologów najbardziej demoniczna liczba, stokroć groźniejsza niż niby pechowa trzynastka. A nazwisko Wojtyła kiedyś brzmiało Wojtyłła, ale jedno ł znikło przy polonizacji litewskich nazwisk. I wszystko jasne.