Pornograficzne Oscary, czyli nagrody kanału Adult Video News, przyznawane są od 25 lat. Pierwsza impreza, podsumowująca pornobiznesowe dokonania roku 1983, ściągnęła zaledwie kilkudziesięciu śmiałków. Z roku na rok frekwencja jednak rosła. Dziś gala AVN Awards przyciąga do Las Vegas ponad dwa tysiące aktorów, modeli, producentów i tłum pornofanów.

AMERYKA ROZPASANA


Wielka i bardzo grzeczna impreza odbywa się w centrum kongresowym kasyna Mandalay Bay. Z racji charakteru imprezy zaproszone gwiazdy starają się szokować, ale amerykańska obyczajowość wciąż jest bardzo konserwatywna. Dlatego nie ma mowy, by na telebimach pojawiły się śmiałe sceny! Paparazzi mogą się zadowolić co najwyżej podpatrywaniem wydekoltowanych gwiazd w krótkich spódniczkach. Wprawdzie pornoaktorzy chętnie występują w negliżu, a nawet czasami deklarują, że nie mają na sobie bielizny, ale to tylko marketingowe chwyty. W kulisach mają miejsce występy tancerek erotycznych albo striptiz i na tym koniec. Żadnych orgii.

Na gali AVN Awards można spotkać wielu artystów spoza branży, np. aktora Seanna Penna oraz cały pluton rockowych muzyków: Dave’a Navarro, Evana Seifelda (basista grupy Biohazard) i słynnego Eddiego Van Halena. Ten pierwszy nie ukrywa, że przyjaźni się z pornoaktorami. Drugi jest mężem supergwiazdy Tary Patrick (jedna z niegdysiejszych laureatek nagrody AVN Awards za najlepszy seksdebiut roku), a imć Van Halen nagrał muzykę do filmu pornograficznego „Sacred Sin”. W roku 2007 rockman wygrał AVN Awards w kategorii „najlepszy kompozytor muzyki porno”. Co jeszcze podlega ocenie? System punktacji obejmuje aż 116 kategorii. Wiele z nich może wywołać wypieki na twarzy (na przykład wyróżnienie dla najlepszego scenariusza z udziałem seksu analnego lub opartego na masowej ejakulacji).

Jaki będzie los AVN Awards? To oczywiste. Rynek porno przynosi według amerykańskich szacunków blisko 13 miliardów dolarów rocznego zysku. Interes kręci się aż miło. Wystarczy spojrzeć na zwykłych obywateli, którzy płacą 200 dolarów za bilet na galę i 2000 za przywilej mieszkania wśród pornogwiazd w hotelu Venetian Resort.

UNIA NIEWYUZDANA


Europejskie pornofestiwale próbuje scalić związek o nazwie Association of Pornfestivals in Europe, ale to dość tajemnicza i niezbyt skuteczna organizacja. Udało nam się trafić na materiały prasowe niemieckiego Berliner Porn Festival, ale od razu trzeba zastrzec – festiwal ma zdecydowanie zasięg lokalny i w tym roku odbędzie się dopiero po raz trzeci. Gdzie podziały się berlińskie tradycje i sława miasta seksu, którymi stolica Niemiec chwaliła się w latach 20. XX wieku? Nie wiadomo. W nowoczesnym Berlinie nikogo już nic nie dziwi, ale „pornofestiwal” – mimo że miasto ma liczne sexszopy i sekskluby – jakoś na szersze wody przebić się nie może. Stolica Węgier to zagłębie płatnego seksu, jednak dochody z madziarskich pornobiznesów nie przekładają się na jakość. Węgrzy urządzili w ubiegłym roku wieczór, na którym wręczali Porno Oszkars, ale imprezie daleko było do rozmachu AVN Awards. Nagrody wręczano tylko w kilkunastu kategoriach, a sam festiwal odbył się w piwnej tancbudzie. „Było dziwnie i nieznośnie gorąco” – napisał dziennikarz portalu www.sexside.hu. Mimo to tłum walił drzwiami i oknami, głównie dla darmowego striptizu i taniego alkoholu.

POLSKA ZACOFANA


Nasz rodzimy pornobiznes nie chwali się spektakularnymi dokonaniami, a po odwołaniu targów „Erotikon” wręcz pozostaje w ukryciu. Porno mamy, co widać choćby na półkach stacji benzynowych, ale festiwale tej branży to u nas rzadkość. Aktywne są jedynie czasopisma erotyczne, np. „Playboy”. Polska edycja tego amerykańskiego miesięcznika urządza coroczny konkurs Fotoerotica. Mogą w nim brać udział amatorzy i profesjonaliści. Kilkadziesiąt najlepszych prac wybiera redakcja, a potem organizuje tradycyjną imprezę – galę pełną nagości. Foto-erotica znalazła swoje miejsce w kulturalnym światku Warszawy, ale do porno jej daleko. Nad Wisłę nowinki docierają wolno albo i wcale.