Otyły mężczyzna w jasnoniebieskich dżinsach i w ciemnogranatowej koszuli biegnie po dachu, wymachując rewolwerem. Wierzy, że zdoła umknąć prześladowcom. Nie wie jeszcze, że został otoczony. Jest wczesne popołudnie 2 grudnia 1993 roku. Laureles, spokojna na co dzień rezydencjalna dzielnica Medellín, rozbrzmiewa karabinową kanonadą. Mężczyzna dobiega do skraju dachu i wtedy dosięgają go kule czekających przed domem policjantów. Strzały milkną, do Laureles powraca cisza. Na krótko. Kiedy dowodzący akcją kończy raportować dowództwu o jej przebiegu, strzały rozbrzmiewają na nowo. W Laureles i w całej Kolumbii. Teraz jednak strzelają korki od szampana. Strzelają na posterunkach policji, w urzędach, w biurach, w domach bogaczy i biedaków. Strzelają w mafijnych melinach i rezydencjach. Strzelają też w biurach FBI i CIA. Człowiek, który w kałuży krwi leży na dachu jednego z domów w dzielnicy Laureles, to Pablo Escobar Gaviria, twórca narkotykowego imperium zwanego kartelem z Medellín, prawdopodobnie najkrwawszej organizacji przestępczej wszech czasów.

„Przysięgam, że jeśli po ukończeniu 25 lat nie będę miał miliona peso, zabiję się” – miał oświadczyć nastoletni Pablo kolegom podczas jednej z rowerowych przejażdżek po Medellín. Można powiedzieć, że proroczo powiązał świat wielkich pieniędzy ze śmiercią. Na nieszczęście dla Kolumbii w wieku 25 lat miał już miliony peso. Niedługo potem miliony peso zamieniły się w miliony dolarów, te z kolei – w miliardy.

 

OD ZERA DO BOHATERA

Marzenie o bogactwie niczym nie wyróżniało Pabla Escobara spośród towarzyszy młodzieńczych zabaw. Urodził się 1 grudnia 1949 r. w ubogiej rodzinie robotnika rolnego i nauczycielki z wiejskiej szkółki, w pobliżu Medellín, stolicy najbogatszej prowincji Kolumbii Antioqui. Jej mieszkańcy, tak zwani paisa, mają opinię pobożnych i przedsiębiorczych. Złośliwi twierdzą, że pobożność jest na pokaz, a przedsiębiorczość objawia się szczególnie w nielegalnych interesach. Opinia o umiejętności robienia pieniędzy ma głęboki historyczny rodowód. Francisco Silvestre, gubernator Antioqui pod koniec XVIII w., kiedy była prowincją wicekrólestwa Nowej Granady, jednej z trzech wielkich posiadłości hiszpańskich w Ameryce, pisał, że miejscowi mają talent do oszczędzania i zakłócania pokoju. Pablo dorastał wśród modlitw o pieniądze i opowieści o dziadku Roberto Gavirii, który zapisał się w pamięci tym, że przemycał w trumnach alkohol do Medellín.

Wychowany w kulcie trumiennego kontrabandzisty przyszły geniusz zbrodni zaczął swoją karierę w wielce symboliczny sposób. Oto bowiem pierwszym zajęciem Pabla Escobara był handel kradzionymi nagrobkami. „Średnio dochodowy interes” – zauważa autor znakomitej biografii Escobara, obecny burmistrz Medellín Alonso Salazar. Średnio dochodowy, bowiem „w owych czasach było mało trupów”. Pablo z nagrobków przerzucił się na samochody. Dodać tu wypada, że bandycką edukację godził z tą ogólnokształcącą. Co więcej, nie był wcale złym uczniem. Próbował nawet studiować księgowość, uznał jednak, że w ten sposób nie wyjdzie z biedy. Jego matka Hermilda Gaviria, córka przemytnika, przyjęła decyzję syna z uznaniem. „Nie uważałam za złe, że Pablo lubił pieniądze – mówiła – bo jeśli kto nie ma w kieszeni ani grosza, jest smutny, nudzi się, nie radzi sobie w życiu. Pablo mawiał: »Biedny nie umrę. Najpierw Bóg, potem kasa«”.

Złodziej samochodów szybko trafia za kratki. To zwrotny punkt w jego życiu. W przestępczej karierze więzienie to etap równie ważny jak studia dla księgowego. Ale sam dyplom przestępcy to za mało. Potrzebne są jeszcze jaja, jak to się w Kolumbii mówi „guevas”. I guevas młodzieńca zaczynają objawiać swoją moc. Dziwnym trafem giną świadkowie, inni wycofują zeznania. Pablo Escobar wychodzi na wolność z braku dowodów. Ma już na koncie pierwsze ofiary, ale dla jego przyszłości najważniejsze jest to, że poznaje wielką postać kolumbijskiej przestępczości, króla przemytników Alfreda Gomeza. Bandyta, dżentelmen, elegant obmyśla swoje operacje, spacerując z laseczką po centrum Medellín, uchylając co chwila kapelusza w odpowiedzi damom i kawalerom. Gomez imponuje młodemu Escobarowi. Wszyscy w Medellín wiedzieli, że po szosie wiodącej z Zatoki Panamskiej do Medellín, notabene starym szlakiem przemytników z okresu kolonii, ciągną karawany jego pojazdów z przemyconym sprzętem AGD, papierosami i alkoholem. Pablo bierze udział w tych eskapadach, uczy się sztuki korumpowania policjantów i wojskowych. Pracując dla don Alfreda, Pablo wyciąga też inne nauki na przyszłość. Gomez cieszy się wpływami w świecie polityki. Jest sponsorem Partii Konserwatywnej. Wysoko postawieni znajomi, korupcyjna wirtuozeria sprawiają, że don Alfredo, jeśli w ogóle trafia do więzienia, to za błahostki i szybko wychodzi.

Jeśli Gomez jest „ojcem chrzestnym” Pablo Escobara, to za jego „matkę chrzestną” można uznać królową kokainy Griseldę Blanco. Młodość Pablo to początek kokainowego szaleństwa. Marihuana, którą handlowały mafie z wybrzeża karaibskiego, powoli oddaje pole białemu proszkowi. W mafijnych porachunkach trup ściele się gęsto, a Griselda Blanco, kobieta twarda i brutalna wiedzie w tych wojnach prym. Gomez i Blanco to dwa symbole stylów czy może etapów w dziejach kolumbijskiej przestępczości. Gdyby byli parą, byłby to mezalians. Z jednej strony dystyngowane panisko, z drugiej córka prostytutki, o której mówiło się, że zabija swoich kochanków. Z jednej strony mistrz marchewki, z drugiej mistrzyni kija. Pablo z czasem rozwinie oba style.

Młody przemytnik wkracza w świat narkotyków. W 1976 roku, dwa lata po swojej pierwszej wizycie w więzieniu za kradzież samochodu, wraca tam, tym razem za handel kokainą i próbę przekupstwa policyjnych agentów. Escobarowi udaje się przenieść sprawę z Medellín do prowincjonalnego Ipiales i przekupić sędziego. Nieprzekupni policjanci zostają wkrótce zamordowani.

Kolumbia w latach 70. jest jeszcze pośrednikiem w narkotykowym biznesie. Plantacje kokainy znajdują się w Peru i w Boliwii. By rosnąć w siłę, trzeba robić interesy ze starymi mafiami z tamtych krajów. Podobno w Boliwii interes kontrolują zbiegli naziści. Podobno na tropikalnej plantacji Pablo spotyka Klausa Barbie. Przekonany o wyższości białej rasy Aryjczyk robi interesy z Latynosem, w którego żyłach płynie krew indiańskich i murzyńskich niewolników. Czy kąpiel w strumieniu dolarów rozmyła sztywne kryteria rasistowskiego światopoglądu? A może kat Lyonu wyczuwa pokrewieństwo duchowe z przyszłym katem Medellín?