Amerykańska interwencja w Iraku, rozpoczęta 20 marca 2003 r., z pozoru przebiegła gładko. Po ok. 20 dniach armia Saddama Husajna poszła w rozsypkę, dyktator uciekł, a Bagdad wpadł w ręce wojsk USA. Zajęcie wielkiego kraju bliskowschodniego przez „niewiernych” podziałało jednak na islamistów jak płachta na byka. Irak stał się odskocznią do kariery dla wielu bojowników islamskiej Świętej Wojny (dżihadu).

Jednym z nich był Jordańczyk Abu Musab al-Zarkawi, przywódca mało wtedy znanego sprzysiężenia sunnickich fanatyków o nazwie Organizacja na rzecz Monoteizmu i Świętej Wojny. Wraz z podwładnymi szybko dał się poznać na terenie Iraku, przeprowadzając ataki na żołnierzy USA i innych państw. Akcje Zarkawiego przysparzały mu zwolenników i wkrótce sprzymierzył się z al-Kaidą Osamy bin Ladena. Grupa Zarkawiego zaczęła wtedy używać nazwy „al-Kaida w Iraku”. Za cel postawiła sobie wyparcie sił interwencyjnych z kraju, ustanowienie państwa islamskiego, a następnie pomoc dżihadystom w sąsiednich krajach arabskich w celu obalenia tam świeckich rządów. Ukoronowaniem całego procesu miał być atak zjednoczonych we wspólnym kalifacie Arabów na Izrael. Plan ten stanie się w przyszłości podstawą programu Państwa Islamskiego.

SZTURM PANCERNYCH BULDOŻERÓW

Pod koniec 2004 r. dżihadyści pod przywództwem Zarkawiego opanowali miasto Faludża, chcąc utworzyć w nim bastion oporu przeciw Amerykanom. Spodziewając się szturmu sił USA, około 3 tys. islamskich bojowników zaczęło przekształcać miasto w twierdzę. Budowali barykady na ulicach, domy zamieniali w bunkry, przekopywali tunele między budynkami, zakładali miny. Niektóre budynki wypełnili po sufity beczkami z benzyną i butlami z propanem – całe osiedla stały się wielkimi pułapkami. Ulicami Faludży wiły się setki metrów kabli łączących bomby z kryjówkami islamistów.

Amerykanie nie zamierzali jednak pchać się w to bagno bez przy-gotowania. Zasypali najpierw miasto gradem rakiet, pocisków i bomb. Gdy dowództwo uznało, że główne punkty oporu zostały zniszczone, do akcji ruszyły opancerzone buldożery, zmiatając z ulic stojące jeszcze barykady. Dopiero za nimi posuwały się oddziały piechoty morskiej, szukając kryjówek obrońców. Pozostali przy życiu islamiści bronili się zażarcie, ale nie mieli szans. Pod koniec grudnia 2004 r. bitwa była skończona. Zginęło w niej 95 Amerykanów i około 1300 dżihadystów. Prawie cała reszta bojowników dostała się do nie-woli. Uciekło z oblężonego miasta tylko niewielu; wśród nich sam Zarkawi. Zdał sobie teraz sprawę, że stawanie do otwartego boju z Amerykanami nie ma sensu. Postanowił zejść do podziemia i zamachami gnębić interwentów oraz współpracujących z nimi Irakijczyków.

Islamiści atakowali nie tylko w Iraku. 9 listopada 2005 r. Zarkawi przeprowadził serię zamachów na popularne wśród zachodnich gości hotele w stolicy Jordanii – Ammanie. Do ataku doszło m.in. w sali hotelu Radisson SAS. Od-bywało się tam wesele z udziałem około 900 gości. Bomba, którą zdetonował tam zamachowiec, zabiła 38 osób.

Dla amerykańskich służb Zarkawi stał się jednym z głównych celów. Wkrótce został wytropiony. 7 czerwca 2006 r. przybył do domu na odludziu, 8 km od Bakuby w środkowym Iraku, będącego punktem kontaktowym terrorystów. Wtedy nad okolicą pojawił się samolot F-16C i wystrzelił w stronę budynku dwa sterowane pociski rakietowe o wadze 230 kg każdy. Dom wraz ze wszystkimi osobami w środku został starty na proch. Oprócz Zarkawiego zginęły m.in. jego dwie żony oraz dziecko.

DŻIHADYŚCI  Z ZACHODU

W konflikcie na terenie Iraku i Syrii bierze udział ok. 12 tys. islamskich ochotników  z 81 państw, w tym około 3 tys. – z krajów Zachodu. Są to głównie muzułmańscy obywatele USA, Wielkiej Brytanii, Australii, Belgii, Kanady, Francji  i Niemiec. Islamistom po raz pierwszy udało się przyciągnąć tak dużą grupę zachodnich ochotników. Część mediów alarmuje, że ludzie ci zostaną w przyszłości wykorzystani do ataków terrorystycznych na cele na Zachodzie. Eksperci ds. terroryzmu zaznaczają jednak, że dla Państwa Islamskiego, odmiennie niż dla al-Kaidy, najważniejszym frontem jest Bliski Wschód. Organizacja prowadzi intensywną rekrutację, w tym przez internet, we wszystkich krajach, gdzie żyją muzułmanie. W szczególności poszukuje osób, które przeszły przeszkolenie wojskowe, inżynierów i lekarzy. Mile widziani są jednak również kandydaci do zamachów samobójczych.

CO WIE ŻONA TERRORYSTY

Po śmierci Zarkawiego na czele irackiej al-Kaidy stanął nowy przywódca Abu Ajjub al-Masri. Organizacja znalazła się w kryzysie, bo wielu islamistów uważało, że przeholowała z atakami w Ammanie. Ofiarami byli w przeważającej większości obywatele państw arabskich! By poprawić swój image, organizacja zaczęła występować pod inną nazwą i wchodzić w sojusze z innymi ugrupowaniami sunnickimi. 13 października 2006 r. wszystkie te grupy, zjednoczone we wspólnej radzie, ogłosiły powstanie Państwa Islamskiego Iraku (ISI). Pod względem organizacyjnym miało to być coś w rodzaju Polski Podziemnej podczas II wojny światowej. Na czele „państwa”, działającego w konspiracji pod nosem Amerykanów, postawiono emira Abu Omara al-Baghdadiego, który miał „rządzić” przy pomocy 10 ministerstw. Al-Masri został mianowany ministrem wojny. Podziemny rząd zaczął wymuszać posłuszeństwo za pomocą terroru. W niektórych prowincjach (jak Anbar, Niniwa czy Kirkuk) udało mu się uzyskać kontrolę nad sporą częścią ludności. Al-Masri przemieszczał się po Iraku razem ze swą jemeńską żoną Hasną, organizując struktury ISI. Wciąż musieli zmieniać kwatery, tropieni przez służby USA. Lider islamistów przez prawie całą dobę chodził opasany materiałami wybuchowymi, by w razie zaskoczenia przez Amerykanów wysadzić się w powietrze. Hasna dowiedziała się, że mąż to jeden z najbardziej poszukiwanych terrorystów świata dopiero w 2006 r., gdy stanął na czele ISI. Wcześniej miała oczywiście świadomość, że działa w irackim podziemiu, ale nie przypuszczała, że to on jest „słynnym al-Masrim” (zgodnie z regułami konspiracji przez wiele lat używał wyłącznie fałszywych nazwisk; prawdopodobnie urodził się jako Abdul-Monim al-Badawi).